Dwie daty - 23 września i 22 października 1976 r. - dzieli miesiąc, łączy zaś
powstanie KOR. 23 września 1976 r. Jerzy Andrzejewski wysłał do marszałka Sejmu
list zawiadamiający o powołaniu Komitetu Obrony Robotników, którzy byli ofiarami
represji w związku z wydarzeniami 25 czerwca 1976 r.1 "Apel do społeczeństwa i
władz PRL" podpisali: Jerzy Andrzejewski, Stanisław Barańczak, Ludwik Cohn,
Jacek Kuroń, Edward Lipiński, Jan Józef Lipski, Antoni Macierewicz, Piotr
Naimski, Antoni Pajdak, Józef Rybicki, Aniela Steinsbergowa, Adam Szczypiorski,
ks. Jan Zieja i Wojciech Ziembiński. Pod koniec września do KOR przystąpiła
Halina Mikołajska, w październiku - Mirosław Chojecki, Emil Morgiewicz i Wacław
Zawadzki.
Komitet domagał się amnestii dla skazanych za zajścia czerwcowe, przywrócenia do
pracy wszystkich zwolnionych oraz ujawnienia i ukarania osób winnych
bestialskiego traktowania robotników zatrzymanych i aresztowanych w Radomiu i
Ursusie. Ponieważ nie mogą oni liczyć na pomoc istniejących instytucji - czytamy
w Apelu - rolę tę musi wziąć na siebie społeczeństwo, w interesie którego
wystąpili prześladowani. Społeczeństwo bowiem nie ma innych metod obrony przed
bezprawiem, jak solidarność i wzajemna pomoc. Dlatego podpisani pod Apelem
zawiązują Komitet Obrony Robotników w celu zainicjowania wszechstronnych form
obrony i pomocy. Chodziło o organizowanie pomocy prawnej, finansowej,
lekarskiej, zbieranie informacji o prześladowaniach i publikowanie ich. Jesteśmy
przekonani, że jedynie publiczne ujawnianie poczynań władzy może być skuteczną
obroną. [.] Gdziekolwiek w kraju są represjonowani, obowiązkiem społeczeństwa
jest organizowanie się w celu ich obrony. W każdym środowisku, w każdym
zakładzie powinni znaleźć się ludzie odważni, inicjujący zbiorowe formy pomocy2.
Powołanie Komitetu było posunięciem bez precedensu. KOR nie stawiał sobie celów
ściśle politycznych, koncentrował się na konkretnej akcji obrony
represjonowanych robotników, ale podejmując od razu działalność informacyjną -
już 28 września ukazał się pierwszy numer "Komunikatu KOR", który stanowił ważny
krok w powstaniu wydawnictw tzw. drugiego obiegu, ukazujących się poza zasięgiem
cenzury - wychodził poza doraźną, efemeryczną, aktywność i zachęcał innych do
naśladowania tego rodzaju działań.
Założyciele KOR liczyli się z tym, że władze odpowiedzą aresztowaniami.
Tymczasem Apel został odesłany Andrzejewskiemu z adnotacją, że "nie nadaje się
do rozpatrywania zarówno ze względów formalnoprawnych, jak i zawartą w nim
treść", a uderzenie policyjne nie nastąpiło. Władze przyjęły taktykę
niedostrzegania istnienia Komitetu w oficjalnych wypowiedziach, w prasie, w
działaniu instytucji, które nie przyjmowały oświadczeń ani listów KOR. Nie
oznacza to, że MSW zaniechała działań operacyjnych (tj. podsłuchu, inwigilacji
itp.) skierowanych przeciwko opozycji. Co więcej, od połowy września
wyjeżdżający do Radomia na procesy robotników współpracownicy KOR byli
zatrzymywani przez SB, próbowano ich przesłuchiwać, straszyć, kilka osób
dotkliwie pobito. Podobnie postępowano wobec rodzin aresztowanych i skazanych
robotników, które korzystały z pomocy wysłanników Komitetu. KOR ujawniał te
fakty, a nawet podawał w swoim "Komunikacie" nazwiska funkcjonariuszy, którzy
brali udział w tych praktykach. W połowie października starszych wiekiem
członków KOR wezwano do Wydziału Spraw Wewnętrznych Urzędu Wojewódzkiego
Warszawy, gdzie oświadczono im, że prowadzą nielegalną działalność3. Nie
aresztowano ich jednak.
Dlaczego władze po prostu nie aresztowały sygnatariuszy Apelu i nie wytoczyły im
procesu, co byłoby zgodne z logiką działania systemu? Czym kierowały się,
rezygnując z wypróbowanej wielokrotnie wcześniej metody? Te pytania stawiano
sobie już wówczas. Zgodnie z obowiązującym prawem służba bezpieczeństwa mogła
ich nie tylko nękać, ale i poważnie represjonować. Gdybyśmy karali ich zgodnie z
istniejącym prawem, siedzieliby z wieloletnimi wyrokami - przyznawał po latach
Edward Gierek, I sekretarz PZPR. Nie powiedział jednak, zasłaniając się brakiem
znajomości szczegółów, dlaczego powyższy scenariusz został odrzucony4.
Poniżej publikujemy dokument, będący zapisem z narady, która odbyła się 22
października 1976 r. Rzuca on światło na motywy i kierunek działań podjętych
przez władze wobec rodzącej się organizacji opozycyjnej. Spotkanie miało miejsce
najprawdopodobniej w gmachu Komitetu Centralnego PZPR w Warszawie, w gabinecie
Stanisława Kani, wówczas sekretarza KC odpowiedzialnego za polityczny nadzór nad
MSW, Ministerstwem Sprawiedliwości i Prokuraturą. Poza gospodarzem i zastępcą
kierownika Wydziału Administracyjnego KC, Józefem Ostasiem, uczestniczyli w nim:
prokurator generalny Lucjan Czubiński - w latach 1950-1972 w prokuraturze
wojskowej, zastępca członka KC PZPR,
gen. Bogusław Stachura, wiceminister MSW - w Resorcie od 1969 r., od razu na
stanowisku wiceministra, poprzednio funkcjonariusz aparatu partyjnego, jedna z
najważniejszych osób w SB, podlegał mu m.in. IV Departament (Kościół),
gen. Adam Krzysztoporski, dyrektor Departamentu III MSW, którego zadaniem była
walka z opozycją - funkcjonariuszem UB został w 1954 roku mając 22 lata, karierę
rozpoczął od stanowiska starszego referenta w WUBP w Gdańsku,
płk Tadeusz Kwiatkowski, dyrektor Biura Śledczego MSW - w Resorcie od 1947 r.,
karierę zaczynał w wieku 19 lat jako młodszy referent w PUBP w Kutnie.
Słowem, było to kameralne spotkanie sześciu osób odpowiedzialnych za
bezpieczeństwo państwa.
Jak wynika z zapisu narady, nie była ona jedyną, podczas której przedmiotem
obrad był KOR. Dwa tygodnie wcześniej, czyli około 8 października, również w
gmachu KC, odbyła się inna, prawdopodobnie w podobnym składzie. Niewykluczone,
iż już wtedy zakreślono pierwszą wersję "wariantu optymalnego" rozwiązania bądź
przynajmniej zminimalizowania wpływów KOR. Na piśmie plan ten został
skonkretyzowany w - nieznanej nam - Informacji, którą MSW przesłało 19
października członkom Biura Politycznego KC. Dwa dni później odbyło się kolejne
spotkanie, o którym nic nie wiemy poza tym, że zdecydowano, jakie kroki
podejmować. Można domniemywać, że celem narady 22 października było przekazanie
"w dół" podjętych dzień wcześniej decyzji.
Plan o kryptonimie "Jordan", przygotowany przez III Departament, przewidywał
doprowadzenie do procesu Jana Kielanowskiego i Jana Józefa Lipskiego. Znany
zootechnik i genetyk, członek Polskiej Akademii Nauk, prof. Jan Kielanowski nie
był jeszcze wówczas członkiem KOR. Był natomiast mocno związany z kręgami
opozycyjnymi, należał do sygnatariuszy protestu przeciwko poprawkom do
konstytucji (tzw. List 59 z grudnia 1975 roku), angażował się również w obronę
studenta Stanisława Kruszyńskiego, szykanowanego za opinie wypowiedziane w
prywatnym liście (w tej sprawie zbierano podpisy pod zbiorowymi petycjami na
uczelniach, a Kielanowski był ich depozytariuszem). Głównym zarzutem oskarżenia
miały być rzekome kontakty profesora z "zagranicznymi ośrodkami dywersji".
Proces tak wybitnej postaci życia naukowego miał mieć charakter pokazowy, aby
zastraszyć środowiska opozycyjne, wykazać, że "nie ma ludzi nietykalnych".
Proponowany wariant MSW już kilka razy wypróbowało. Warto przypomnieć zwłaszcza
proces Melchiora Wańkowicza skazanego w 1964 r. na trzy lata pozbawienia
wolności za kontakty z Radiem Wolna Europa. Analogia narzuca się tym bardziej,
iż aresztowanie i postawienie przed sądem znanego pisarza nastąpiło wkrótce po
podpisaniu przezeń Listu 34.
Drugą osobą wymienianą dokumencie jest Jan Józef Lipski, choć w jego wypadku nie
było jednomyślności. Stachura mówił, że w rozmowie z prokuratorem generalnym
"osoby Lipskiego nie brano jednoznacznie pod uwagę", natomiast Krzysztoporski
uwięzienie Lipskiego zaliczał do "planu minimum". Trzeba wspomnieć, że Lipski
był od lat jednym z najaktywniejszych animatorów różnych działań opozycyjnych
oraz jedną z osób, które odegrały zasadniczą rolę w utworzeniu KOR.
W trakcie narady gen. A. Krzysztoporski przyznał, iż "wątek J. Kielanowskiego"
ma znaczenie tylko pomocnicze. Wkrótce miały nastąpić kolejne śledztwa, a po
nich procesy - "w planie maksimum Kuronia i Michnika". Obaj biorący udział w
naradzie generałowie wyraźnie dążyli do wprowadzenia powyższego planu w życie,
co nie powinno specjalnie dziwić, skoro wcześniej sami go obmyślili. Swój plan
"działań na tzw. opozycję" traktowali jako umiarkowany i nie brali pod uwagę
żadnej alternatywy. Nie mieli chyba złudzeń, że dojdzie rychło do poprawy
sytuacji gospodarczej kraju, a co za tym idzie polepszenia społecznych
nastrojów. Dlatego irytowała ich opieszałość w podjęciu ostatecznej decyzji.
Dyrektor Departamentu III żalił się, na przykład, że odkładając decyzję,
utracono szansę skompromitowania kilku zachodnich dziennikarzy oraz Adama
Michnika. Ten ostatni nie był wprawdzie członkiem KOR, gdyż od kilku tygodni
przebywał za granicą, ale właśnie tam rozwijał ogromną akcję
informacyjną-propagandową na rzecz KOR i organizował zbiórkę pieniędzy na pomoc
dla represjonowanych robotników.
Z wypowiedzi Stanisława Kani można wnosić, iż w kierownictwie partii plan MSW
uznany został za nieskuteczny, jako niegwarantujący likwidacji grupy korowskiej,
przeciwnie - przewidywano, iż aresztowania i procesy mogą rozpropagować jej
program w społeczeństwie. W sytuacji słabnięcia społecznego poparcia dla
gierkowskiego establishmentu, czego dowodem był czerwcowy protest, ujawnienie
alternatywnej wizji ładu społecznego musiało skończyć się pogłębieniem procesu
delegitymizacji. Za wszelką cenę chciano też uniknąć negatywnej reakcji Zachodu,
jaka najpewniej miałaby miejsce, gdyby doszło do procesów osób zaangażowanych w
działalność opozycyjną. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych na jawne
represje wobec dysydentów mógł sobie pozwolić Związek Radziecki, nie zaś
znajdująca się w poważnym kryzysie gospodarczym i już wtedy zadłużona na około
10 miliardów dolarów Polska.
Nie wykluczając ewentualnych procesów, zdecydowano się więc na "ciche represje",
które bardzo szybko dotknęły członków KOR. Marian Brandys pod datą 15 listopada
1976 r. zapisał: Sytuacja KOR-u staje się rozpaczliwa. Otacza nas coraz gęstsza
sieć przemyślanej prowokacji. Fałszywe telefony ze zgłoszeniami ofiar
pieniężnych i paczek. Fałszywe komunikaty komitetu, ogłaszające bądź jego
rozwiązanie, bądź podające w wątpliwość przytaczane w prawdziwych komunikatach
informacje, bądź informujące o rzekomych "wydatkach na koszty handlowe
komitetu". Fingowane telefony od głównych działaczy komitetowych bądź odwrotnie:
kierowanie prawdziwych telefonów do fałszywych, podłączonych abonentów. [.]
Wszelkie rodzaje podsłuchu: słuchające ściany, słuchający telefon (nawet przy
odłożonej słuchawce). Ogromny srebrzysty wóz z amerykańską (dla niepoznaki)
rejestracją pod oknem Haliny [Mikołajskiej]. Potężny, najbardziej nowoczesny
aparat ścigania wszystkimi swymi siłami walczy z kilkunastoosobową grupką ludzi
dobrej woli, którzy postawili sobie za zadanie obronę praw i godności
człowieka5.
Wkrótce rejestr szykan wobec działaczy opozycji powiększył się o anonimy z
pogróżkami, rewizje w mieszkaniach, uszkadzanie prywatnych samochodów,
zatrzymania na 48 godzin, a niekiedy także napady i pobicia, organizowane przez
członków aparatu partyjnego i funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Decyzje,
jakie zapadły 21 i 22 października 1976 r., były konsekwentnie realizowane do
końca lat siedemdziesiątych, aczkolwiek MSW i SB nieomal zawsze proponowało
stosowanie bardziej radykalnych środków. W jednym z dokumentów, który powstał w
marcu 1978 r., a więc gdy aktywność KOR i innych środowisk opozycyjnych stawała
się coraz bardziej widoczna i opozycja zaczynała docierać poza grupy
inteligenckie, kilkakrotnie podkreślano, że stosowane środki nie spełniają
pokładanych w nich nadziei i że należy przejść do "stopniowego zaostrzania
środków represyjnych"6.
Kierownictwo PZPR miało jednak inne zdanie. W materiale przygotowanym dla
Edwarda Gierka prawdopodobnie we wrześniu 1978 r. przez Stanisława Kanię
czytamy: [.] poważne zadania w walce z politycznym przeciwnikiem realizują
organa MSW i prokuratury. Bogata jest działalność operacyjna; charakteryzuje się
twórczą inwencją oraz rosnącym rozmachem. Trzeba tę działalność doskonalić.
Dotychczas nie posługujemy się wobec naszych przeciwników metodą więzień i
procesów. Jest to świadectwo naszej siły, a nie słabości. Być może, że trzeba
będzie sięgać i do tych najbardziej ostrych środków represji. Dziś jednak
słusznie realizowany jest kierunek na nękanie przeciwników i to trzeba nadal
konsekwentnie realizować7. Niedostępność dokumentów MSW i SB uniemożliwia
prześledzenie w szczegółach meandrów polityki wobec opozycji, ale na podstawie
dotychczas ujawnionych dokumentów można zaryzykować hipotezę, iż na ogół Resort
proponował działania radykalne, a kierownictwo partyjne nie zgadzało się na nie.
Tak czy inaczej - ostatnie słowo należało do "czynnika politycznego".
*
Publikowany dokument został ujawniony przez UOP 22 listopada 1999 r. podczas
nagłośnionej przez media konferencji prasowej. Stanowi on załącznik nr 18 do
Opracowania 610, które nosi tytuł "Raport z działalności Sztabu MSW w ramach
operacji w okresie od 16 sierpnia 1980 do 30 kwietnia 1982". Opracowanie to
najprawdopodobniej miało na celu udowodnienie, iż kierownictwo MSW i aparat SB
miały rację proponując radykalne zwalczanie opozycji przed sierpniem 1980 r.,
"siłową" likwidację strajków w sierpniu 1980 r. i szybkie rozprawienie się z
"Solidarnością" po jej powstaniu. Niewykluczone, że miało także dostarczyć
argumentów za podjęciem bardziej zdecydowanych działań - np. wysokich wyroków -
w okresie kiedy powstawało.
Andrzej Paczkowski, Marcin Zaremba
---------------------------------------------------------------------------------------
Warszawa, dnia 22 października 1976 r.
TAJNE
[nieczytelny numer]/D/76
W spr. "Jordan"
[.] śledczego - w zakresie. -
T. Kwiatkowski
[.] nieczytelny8
ZAŁĄCZNIK NR 18
NOTATKA
W dniu 22 października 1976 roku odbyło się spotkanie u Sekretarza KC PZPR -
Towarzysza ST. KANI z udziałem:
Prokuratora Generalnego - Tow. L. CZUBIŃSKIEGO
V-Ministra Spraw Wewnętrznych - Tow. B. STACHURY
Z-cy Kierownika Wydziału Administracyjnego KC PZPR - Tow. J. OSTASIA
Dyrektora Departamentu III MSW - Gen. Bryg. A. KRZYSZTOPORSKIEGO
Dyrektora Biura Śledczego - Płka T. KWIATKOWSKIEGO
Tow. V-Minister B. STACHURA, nawiązując do przesłanej informacji z dnia 19. 10.
1976 r. dot. sprawy "JORDAN" oraz spotkania w KC PZPR przed dwoma tygodniami,
podkreślił, iż proponowane przez MSW rozwiązanie było wariantem optymalnym.
Najlepszym wejściem oficjalnym w sprawę - dla osiągnięcia celów założonych w
Informacji - było rozpoczęcie działań od sprawy J. KIELANOWSKIEGO i J. J.
LIPSKIEGO, z tym że podczas rozmowy z Prokuratorem Generalnym osoby LIPSKIEGO
nie brano jednoznacznie pod uwagę (nie mieliśmy sprecyzowanego wariantu
rozwiązania tej sprawy). Niejako "przy okazji" tych spraw założono umiarkowane,
ale szersze działanie na tzw. opozycję. Widziano w tym wariancie zarówno
pozytywne, jak i negatywne skutki, starając się te ostatnie sprowadzić do
minimum.
Do pozytywnych można było zaliczyć: jednoczesne uderzenie w proponowanym
zakresie miało na celu zastraszenie, a także równoczesne zabezpieczenie
materiału dowodowego dla podparcia tezy o współpracy tej grupy z zagranicznymi
ośrodkami dywersji. Znając to środowisko nie liczyliśmy na efekty przesłuchań.
Celem pośrednim było wykazanie, że tzw. "Komitet Obrony Robotników" jest tylko
kolejną formą wrogiej działalności na bazie chodliwej aktualnie płaszczyzny
społecznej. Choć wstępnie założono przedstawienie zarzutów tylko dwóm osobom -
liczyliśmy, że grono tych osób (podejrzanych) można będzie rozszerzyć.
Zdaniem naszym, przy szerszym zasięgu działań śledczych, można byłoby poważnie
wyhamować akcję obrony osób objętych śledztwem, dzięki utracie pewności siebie.
W konsekwencji operacja ta byłaby przyczynkiem do likwidacji - a na pewno
znacznego ograniczenia działalności grupy.
W rozpoznaniu i paraliżowaniu działalności grupy zrobiono bardzo wiele, ale
arsenał tych środków wydaje się być wyczerpany.
Operacja ma także ujemne skutki - zwłaszcza że powstanie wrzawa wokół opozycji
na Zachodzie, a także w kraju. Ostrze tych ataków będzie skierowane przeciwko
Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Prokuraturze - z tym że temat samego "Komitetu
Obrony Robotników" zejdzie na plan drugi.
Zakładając tę wrzawę operacja wymaga wsparcia:
politycznego - m.in. dlatego, że o tym, co rzekomo działo się i dzieje w Radomiu
i Ursusie, społeczeństwo wie tylko z rozgłośni i innych ośrodków dywersji;
administracyjnego problem nielegalności "Komitetu", problem uczelni itp.;
prokuratury dla zadania akcji cech wiarygodności i legalności naszych działań.
Oczywiście można od tego wszystkiego odejść, jeśli są realne przesłanki, że
sytuacja społeczno-ekonomiczna ulegnie takiej poprawie, że działalność grupy
antysocjalistycznej, z braku poparcia jej demagogicznych haseł - "zwiędnie".
Jednak sygnały z terenu (dziennie około 40 informacji) świadczą o napięciach
społecznych i niedowładzie, np. dziś otrzymano alarmującą depeszę z Jeleniej
Góry.
Nie mamy złudzeń, że nawet w przypadku radykalnej poprawy sytuacji
społeczno-ekonomicznej grupa antysocjalistyczna zaprzestanie działalności, ale
wówczas łatwiej będzie dezintegrować i izolować ją operacyjnie.
Towarzysz Sekretarz KANIA: spór idzie nie o cel, ale o metodę.
Gen. A. KRZYSZTOPORSKI omówił rolę poszczególnych osób w grupie
antysocjalistycznej. Czołówkę jej stanowią: J. KUROŃ, J. J. LIPSKI i A. MICHNIK.
Oni inspirują i działają. Koncepcje tematyczne opracowują "ideolodzy" w rodzaju:
W. BIEŃKOWSKI, K. BRANDYS, W. WOROSZYLSKI i inni. Są też wykonawcy, np.: H.
MIKOŁAJSKA, MARKUSZEWSKI i grupa młodych oraz sympatycy - w tym liczni studenci.
Omawia następnie założony plan minimum, tj. izolacja J. J. LIPSKIEGO, a w planie
maksimum - KURONIA i MICHNIKA, o ile ten ostatni wróci do kraju. Sprawa J.
KIELANOWSKIEGO ma tylko znaczenie pomocnicze (że nie ma ludzi nietykalnych).
Przesuwając operację ponieśliśmy straty, np. dziś były szanse kompromitacji paru
korespondentów, legalizacja listu MICHNIKA i inne.
Wyrywkowe działania przy "niemówności"9 KURONIA czy LIPSKIEGO, spowodują
zniszczenia lub lepsze ukrycie dowodów świadczących o współpracy z ośrodkami
dywersji i w konsekwencji nic nie dadzą. Stwierdza przy tym, że grupa
antysocjalistyczna na naszych oczach działa wbrew prawu i zwraca się do
Prokuratora Generalnego z pytaniem - czy może to być tolerowane?
Tow. Sekretarz St. KANIA
Nawiązując do poprzednich wypowiedzi stwierdza, że na szalę rzuca się duże
argumenty sugerując: albo mocno uderzymy, zatrzymamy kilkunastu ludzi, a wtedy
można w zmniejszonym napięciu robić dalej, albo praktycznie nic nie robimy.
Istnieje przy tym pewne nieporozumienie co do stawianych celów. Podkreślić
trzeba, że nie jest celem udowodnienie tej grupie związków z ośrodkami dywersji
zagranicznej - jest to przecież nam znane. Wiemy też, że np. KUROŃ demonstruje,
że jest przeciwko ustrojowi, z tym się on nie kryje. Natomiast mamy do czynienia
ze wzmożoną działalnością sił antysocjalistycznych w warunkach istniejącego, z
innych przyczyn, podekscytowania społecznego. Chodzi więc o rozważenie, jak temu
przeciwdziałać, a więc rzecz idzie o walkę polityczną, uwzględniając w niej
takie elementy, których każda opozycja się boi (przedmiotem ataku jest władza, a
nie poszczególne jej instytucje): każda opozycja boi się zerwania z niej
"szlachetnych szat". W szczególności kompromitują ją sprawy kryminalne, moralne,
czy też związki ze służbami specjalnymi. Mogą to być nawet zarzuty słabe, ale
"nie szlachetne". Przykładowo: jeśli J. PAWŁOWSKI pisałby ulotki, można by
rozważać, czy jako wybitny sportowiec powinien odpowiadać, ale wejście na drogę
szpiegostwa przesądza sprawę10.
Grupa antysocjalistyczna nie ukrywa swej wrogości do socjalizmu, nie ma nawet
potrzeby im tego udowadniać: chodzi o to, aby działalność antysocjalistycznej
grupy paraliżować. Oczywiście, jeśli bylibyśmy przekonani, że areszt, proces
polityczny tej grupy ich rozłoży, a nam doda sił, można by to brać pod uwagę,
ale to nic nie da. Doda popularności grupie w środowiskach, np. uczelnie,
literaci, a nawet za granicą, gdzie obecnie nie mamy "dobrej prasy", a zależy
nam, aby pisano o nas lepiej. Otworzy nam to front, że represjonuje się
intelektualistów. Powinniśmy więc dyskutować nad efektywnością przeciwdziałania
grupie antysocjalistycznej, przy czym nie można rozdzielać "ognia", że to jest
atak na MSW, Prokuraturę czy Partię - jest to atak na władzę.
Proponowane przez MSW uderzenie zostanie zrozumiane jako konsekwencja
wystąpienia w Katowicach (I Sekretarza na temat działalności
antysocjalistycznej). Partia podejmie środki, które w kompleksie działań winny
ułatwić zneutralizowanie opozycji, np. przeszła fala zebrań na uczelniach na
temat tzw. "Komitetu Obrony Robotników" może nie zawsze najlepszych, ale
znośnych. Zastosowanie kompleksu przedsięwzięć winno skomplikować sytuację
samego "Komitetu Obrony Robotników". Chodzi o zespół działań politycznych,
operacyjnych, a także śledczych - o ile te ostatnie będą wspierać generalną
linię kontrakcji przeciwko antysocjalistycznej grupie.
Wychodząc z takich założeń należy rozważać i robić to, co ludziom nam wrogim
utrudni życie (działalność). W ograniczonym zakresie iść na przeszukania i
przesłuchania, ale nie przywozić do prokuratury, lecz wezwać.
Musimy liczyć się z tym, że w grupie są ludzie, którym środkami procesowymi nic
nie zrobimy, o czym oni też wiedzą, np. W. BIEŃKOWSKI pisał już gorsze rzeczy11.
Stosować trzeba zróżnicowane środki, np. inne do M. BRANDYSA - inne wobec
innych. Gdy wiemy, że "gdzieś coś piszczy", trzeba wchodzić. Trzeba mieć na
względzie inne czynniki determinujące nasze akcje, np. robimy "rocznicę
Hiszpanii" i niedobrze byłoby równolegle dotykać córkę dowódcy oddziału -
TORUŃCZYKA12.
W kompleksie środków trzeba przewidzieć zwolnienia z pracy, np. LIPSKI (trzeba
też zbilansować - co dały środki podjęte wobec sygnatariuszy wrogich petycji i
postulatów)13.
Tow. Min. B. STACHURA
W nawiązaniu do swego poprzedniego wystąpienia i dotychczasowej dyskusji
stwierdza, że metodami pracy operacyjnej nie przeprowadzi się dowodu o
inspiracji i finansowaniu grupy antysocjalistycznej przez wrogie ośrodki
zagraniczne i ścisłym współdziałaniu z nimi. Nasze obecne przekonanie o tym nie
musi być wcale jednoznaczne dla sądu i opinii publicznej, tym bardziej że nie
możemy ujawnić ustaleń operacyjnych. Doceniamy znaczenie pracy operacyjnej w
paraliżowaniu działalności grupy antysocjalistycznej, wiele w tym kierunku
zrobiono osiągając poważne rezultaty. Należy jednak podkreślić, że praca
operacyjna ze względu na jej specyfikę daje efekty po upływie stosunkowo
dłuższego czasu.
Nadto powraca do poprzedniej uwagi, że społeczeństwo wie o wydarzeniach i ich
następstwach w Radomiu i Ursusie z dywersyjnych rozgłośni - "wiedza" ta jest
odpowiednio (szkodliwie) ukierunkowana. Nasze środki przekazu tematu tego nie
podnoszą. Należałoby to poprawić.
Tow. L. CZUBIŃSKI
Omawiane metody, jakie chcemy zastosować wobec grupy antysocjalistycznej, winny
być zbliżone do stosowanych wobec reakcyjnej części kleru. Właściwe dostosowanie
środków do środowiska daje efekty, np. pobranie wzorów pisma z maszyny E.
LIPIŃSKIEGO było pociągnięciem dobrym. Można też zastanowić się nad niektórymi
formami działań procesowych. Np. możemy wzywać członków lub sympatyków grupy na
rozmowy do prokuratury, czy MSW, uprzedzać o szkodliwej działalności, zrobić z
tego notatki. Są to późniejsze argumenty w dalszym postępowaniu - także
procesowym.
Proponowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych sposób działania daje efekty,
ale otwiera inny problem - mianowicie, merytorycznego kończenia tych spraw
(proces, umorzenie itp.). Powstaje przy tym pytanie, czy jeśli obejmiemy tak
wąski krąg ludzi i działań procesowych, to czy minimalizujemy zagrożenie? -
chyba nie! Działaniem tym wywołamy kontrakcje w środowiskach studenckich, czy
też literackich. Trzeba zatem szukać innych - pozaprocesowych - rozwiązań, jako
głównej metody działań.
Płk T. KWIATKOWSKI
Jak wynika z dyskusji, działania procesowe ze względów [nieczytelny wyraz]
wymagają poważnego ograniczenia. Dla całkowitej jasności w tym względzie celowym
wydaje się podnieść, że każde działanie śledcze - nawet marginesowe - wywoła
reakcję i kontrakcję przeciwnika, a więc - czy w ogóle należy je podejmować?
Tow. Sekretarz St. KANIA
Uważa, że nie uchylamy się od działań procesowych w ogóle - jeśli trzeba, to
należy przesłuchiwać, [nieczytelny wyraz] - chodzi jednak o podporządkowanie
tego określonym celom. Wiodące jednak winny być działania operacyjne i widzi
sens robienia tego, o czym wczoraj (21.10.1976 r.) zdecydowano. Kończąc
stwierdza, że nie będzie w tej sprawie dalszych "wieców" - szczegóły techniczne
można uzgodnić telefonicznie.
gen. bryg. B. STACHURA
gen. bryg. A. KRZYSZTOPORSKI
płk T. KWIATKOWSKI
1 Ostatnio o wydarzeniach czerwca '76 Marcin Zaremba, "Upalny Czerwiec 1976",
"Więź", 2001, nr 6.
2 Treść Apelu w: "Jan Józef Lipski", "KOR", Londyn 1983, s. 393-394.
3 Por. Andrzej Friszke, "Opozycja polityczna w PRL 1945-1980", "Aneks", Londyn
1994, s. 346, 347.
4 Janusz Rolicki, "Edward Gierek: przerwana dekada", Warszawa 1990, s. 111, 112.
5 Marian Brandys, "Dzienniki 1976-1977", Warszawa 1996, s. 7.
6 "Ocena sytuacji w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego państwa", Załącznik 31
do Opracowania 610.
7 Dokument pt. "Sprawy przeciwdziałania antysocjalistycznym elementom" został
dołączony do protokołu BP KC PZPR z 30 maja 1979 r. Na stronie tytułowej
widnieje napis: "Materiał od tow. St. Kani". Niewykluczone, że powstał w związku
z jakąś wewnątrzpartyjną naradą lub odprawą. Archiwum Akt Nowych, KC PZPR,
XIA/397, k. 6, 7.
8 Fragmenty kserokopii nieczytelne.
9 Czyli odmowy składania zeznań w śledztwie.
10 Jerzy Pawłowski, znany szablista, siedmiokrotny mistrz świata, został skazany
w 1974 r. jako agent wywiadu USA.
11 Władysław Bieńkowski, dawniej działacz PPR i PZPR, minister oświaty, bliski
współpracownik W. Gomułki, od lat 60. w opozycji, m.in. autor książek wydanych
przez Instytut Literacki w Paryżu, w których krytycznie opisywał ustrój PRL. W
1976 r. uczestnik akcji protestu przeciw zmianom w konstytucji.
12 Henryk Toruńczyk (zm. 1966), w 1938 dowódca XIII Brygady Międzynarodowej im.
J. Dąbrowskiego podczas wojny domowej w Hiszpanii. Jego córka Barbara Toruńczyk
była od lat 60. czynna w działalności opozycyjnej, w 1969 r. skazana na 1,5 roku
więzienia, od 1976 należała do współpracowników KOR.
13 Sygnatariuszy listów protestacyjnych przeciw poprawkom do konstytucji poddano
różnorodnym szykanom, np. zakazem druku, występów w radiu i telewizji itp.
http://www.wiez.com.pl/index.php?s=miesiecznik_opis&id=264&t=1280
boukun