z
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20080111&id=my11.txt
Osobną wielką porcję ordynarnych kalumnii Stefan Niesiołowski zarezerwował
dla Radia Maryja i Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka. Niesiołowski
wielokrotnie niezwykle agresywnie szkalował Radio Maryja i Ojca Tadeusza
Rydzyka. W czasie rozmowy w Radiu Zet 21 października 2005 r. uznał Radio
Maryja za "obciążenie, kulę u nogi, kompromitację" (por. W. Moszkowski:
Bankrut użyteczny, "Nasz Dziennik" z 28 października 2005 r.). W artykule na
łamach "Gazety Wyborczej" z 20 stycznia 2006 r. Niesiołowski nazwał Radio
Maryja "wybitnie szkodliwą dla Polski rozgłośnią radiową, grupującą ludzi
marnych i ograniczonych pod każdym względem".
Oburzające, oszczercze ataki Niesiołowskiego na Radio Maryja i o. Tadeusza
Rydzyka wywołały wiele ostrych protestów ze strony różnych grup
społeczeństwa. Warto tu przytoczyć np. wysłane do marszałka Senatu B.
Borusewicza 29 listopada 2005 r. pismo słuchaczy Radia Maryja i widzów
Telewizji Trwam, w tym wielu członków Stowarzyszenia Civitas Christiana,
dotyczące zachowania p. Niesiołowskiego. Pismo wysłane zostało przez
przewodniczącego Zarządu Oddziału Miejskiego w Szczecinie Katolickiego
Stowarzyszenia Civitas Christiana - Edmunda Glazę. Autorzy listu pisali
m.in.: "Wyrażamy stanowczy protest przeciwko wystąpieniom senatora Stefana
Niesiołowskiego, w których poniża i obraża on nie tylko godność o. Tadeusza
Rydzyka jako osoby, ale również jako kapłana, czym godzi w uczucia religijne
wielomilionowej rzeszy katolików, słuchaczy Radia Maryja i Telewizji Trwam.
Nasilenie ataków senatora Stefana Niesiołowskiego na Ojca Tadeusza Rydzyka i
Radio Maryja nastąpiło w szczególności po przegranych przez PO wyborach. Pan
Niesiołowski należy do tych polityków, którzy nie potrafią z honorem
przegrać. (...) Obrażanie Ojca Tadeusza Rydzyka, słuchaczy Radia Maryja i
widzów Telewizji Trwam (...) poniża również godność Senatora RP i przynosi
wstyd Senatowi RP. Czy takie zachowanie jest godne osoby mieniącej się
katolikiem? Oczekujemy nie tylko ukarania senatora Stefana Niesiołowskiego,
ale i przeproszenia Ojca Tadeusza Rydzyka - Dyrektora Radia Maryja i
Telewizji Trwam, oraz radiosłuchaczy Radia Maryja i widzów Telewizji Trwam".
Sygnatariusze listu do marszałka Senatu nie doczekali się żadnej odpowiedzi
na swój protest. W związku z tym skierowali 20 grudnia 2006 r., za
pośrednictwem wspomnianego już przewodniczącego Zarządu Oddziału Miejskiego
w Szczecinie Civitas Christiana p. Edmunda Glazy, kolejny list do marszałka
Senatu B. Borusewicza, żądając przeprosin ze strony senatora S.
Niesiołowskiego. Akcentowali, że jak dotąd ze strony Senatu nie było żadnej
reakcji na ich pismo. Według słuchaczy, dotarło do Senatu pismo S.
Niesiołowskiego z dnia 10 lutego 2006 r., w którym "potwierdził swoją
arogancję i pychę, nie wyraził skruchy i ubolewania, a po raz kolejny
obraził o. Dyrektora i słuchaczy Radia Maryja". Niestety, i to nowe pismo
słuchaczy Radia Maryja nie spotkało się z odpowiedzią władz Senatu, łącznie
z jego marszałkiem B. Borusewiczem.
Maniery chłopca stajennego
Zachowanie Niesiołowskiego, jego fobie i ordynarne epitety wywoływały bardzo
wiele krytycznych, acz bezskutecznych ocen ze strony przedstawicieli różnych
środowisk medialnych i twórczych. By ograniczyć się chociaż do kilku takich
wiele mówiących ocen. Redaktor "Wprost" Ryszard Mazurek pisał w swym
tygodniku 21 stycznia 2007 r., że S. Niesiołowski jest "specjalistą od
specyficznego rodzaju szermierki słownej - walki cepami". Henryk Piec na
łamach polonijnego periodyku "Polonia" 2/2007 w bardzo krytycznym tekście o
S. Niesiołowskim "Prawym okiem błazna. Stefan Niesiołowski" przypomniał
wcześniejszą wypowiedź redaktorów "Wprost" o Niesiołowskim: "Jest to
człowiek, który najpierw mówi, a potem myśli. Czasem z tego ostatniego
rezygnuje". Znana socjolog prof. Jadwiga Staniszkis pisała wprost o
"bełkocie" Niesiołowskiego, którym ten szkodzi w życiu publicznym i szczerze
radziła PO, by "wycofała go z pierwszej linii" (por. wywiad J. Staniszkis
dla "Dziennika" z 11 lipca 2006 r.). Wcześniej, na łamach "Rzeczpospolitej"
z 28 października 2005 r., Staniszkis konstatowała, że "Niesiołowski pisał
wredne i szkodliwe teksty".
Znający świetnie Niesiołowskiego Władysław Korowajczyk, który przez lata
prowadził w Łodzi ciekawy dyskusyjny klub prawicowy, dał już ponad 6 lat
temu (wspólnie z Agatą Kopeć) podsumowanie pewnych skrajnie antypatycznych,
a niestety nagminnych, cech osobowości Niesiołowskiego. Jak pisali A. Kopeć
i W. Korowajczyk: "Niesiołowski w każdej dyskusji wykrzykuje swoje 'racje',
przerywa innym, ma odzywki, eufemicznie mówiąc, niegrzeczne. Jest po prostu
facetem nie do przyjęcia, a każdy, kto go słucha, jest skrajnie zirytowany.
U Niesiołowskiego nie ma merytorycznych argumentów, są tylko argumenty
oszołoma. Główne jego cechy to pyszałkowatość i arogancja. Ponoć pochodzi z
hrabiowskiego rodu. Co do tego mam poważne wątpliwości, jeżeli jest to
prawda, to maniery chłopca stajennego byłyby dla Niesiołowskiego szkołą
dobrego wychowania" (por. A. Kopeć i W. Korowajczyk: Rzecz o Niesiołowskim,
"Myśl Polska" z 8 lipca 2001 r.).
Ciekawe, czy po tylu skrajnych "popisach" nienawiści, jakimi "wsławił się"
Niesiołowski w ostatnich latach, zdobyłby się jeszcze teraz na podtrzymanie
swego obłudnego twierdzenia sprzed kilkunastu lat: "Nikogo nie nienawidzę.
Inaczej nie mógłbym nazywać się chrześcijaninem" (cyt. za: A. Poppek, K.
Pytlakowska: "Szaszłyk po polsku", Warszawa 1992, s. 155).
Frakcja psychiatryczna w PO
Kolejne napady wściekłych fobii S. Niesiołowskiego wobec przeciwników
politycznych wywołują jakże uzasadnione zatroskanie o stan psychiczny
obecnego wicemarszałka Sejmu. W tej sprawie swoje niepokoje wyrażało już
bardzo wiele osób z różnorodnych mediów i środowisk politycznych. Oto
niektóre przykłady głosów tego typu.
Prawicowy publicysta "Głosu" Maciej K. Sokołowski, komentując fanatyczne,
pełne nienawiści ataki Niesiołowskiego na Radio Maryja i Ojca Dyrektora
Tadeusza Rydzyka, pisał na temat tego senatora PO: "Jak Pan Bóg chce kogoś
pokarać, to mu rozum odbiera" ("Głos" z 29 października 2005 r.). Wyraźną
kropkę nad i w tej sprawie postawił Henryk Łupiński na łamach polonijnego
"Głosu Polskiego" z 13 lutego 2007 r., w tekście pod jednoznacznym tytułem
"Strzeżmy się wariatów". Komentując kolejne wybryki publicystyczne
Niesiołowskiego, zwłaszcza przyrównanie przez niego J. Kaczyńskiego do W.
Gomułki, Łupiński pisał: "Dokonane (...) przezeń [przez S. Niesiołowskiego -
J.R.N.] odkrycie wskazuje, że jest ono wynikiem postępującego wariactwa
postępowo-politycznego, zwłaszcza zważywszy, że to nie pierwsza tak dalece
oryginalna wypowiedź p. senatora (a kiedyś posła). (...) strzeżmy się
wariatów. Zwłaszcza w polityce". Niewybredne wyskoki Niesiołowskiego,
zwłaszcza wspomniane przyrównanie przezeń J. Kaczyńskiego do Gomułki,
wywołały nader jadowity komentarz senatora PO nawet na łamach "Wprost". W
rubryce Zalewskiego i Mazurka "Z życia opozycji" ("Wprost" z 4 czerwca 2006
r.) uznano, że "Niesiołowskiego trzeba traktować oczywiście w sposób
szczególny (...). Nie sądziliśmy, że frakcja psychiatryczna [podkr. J.R.N.]
jest w tej partii (PO) aż tak potężna". Wątpliwości co do psychicznego stanu
senatora Niesiołowskiego wyrażano nawet na łamach lewicowej "Angory" z 1
stycznia 2006 r., i to pomimo tak licznych w ostatnich paru latach bratań
się parlamentarzysty PO z różnymi lewakami. W ramach opracowanego przez
Henryka Martenkę tzw. Alfabetu Martenki podano w toku charakteryzowania
różnych postaci polskiego życia dość szczególny komentarz o Niesiołowskim.
Uznano, że jest to "dyżurna szajba polskiego parlamentu [podkr. J.R.N.]. Nie
ma tematu ani osoby, o których ten nieszczęsny senator nie wypowie się
szyderczo i urągająco. Medycyna jest bezradna (...)".
W cytowanym już wyżej liście słuchaczy Radia Maryja i widzów Telewizji Trwam
do marszałka Senatu B. Borusewicza z 2005 r. znalazły się również jakże
wymowne konstatacje: "Znaliśmy Stefana Niesiołowskiego jako zupełnie inną
osobę. Musimy ze smutkiem stwierdzić, że spostrzeżenia co do intelektualnej
i psychicznej degradacji polityków można w sposób szczególny odnieść do
senatora Stefana Niesiołowskiego".
Na tle tego typu charakterystyk Niesiołowskiego najłagodniejszą, wręcz
dobrotliwie próbującą wytłumaczyć jego łamańce polityczne, była wygłoszona
wcześniej, bo w 2001 r., wypowiedź ówczesnego prezesa ZChN Stanisława
Zająca. Mówiąc o Niesiołowskim, Zając stwierdził, że to "zagubiony,
nieszczęśliwy człowiek, poszukujący swego miejsca, a przez to wymagający
współczucia. Egocentryzm dotknął Niesiołowskiego tak strasznie, że oprócz
nienawiści do swoich kolegów, niewiele potrafi zrozumieć" (cyt. za: M.
Łętowski: Ile jest wart Kaczyński?, "Życie" z 29 maja 2001 r.).
Na tle cytowanych wyżej alarmujących ostrzeżeń troska o dobro publiczne
skłania mnie do wysunięcia następującego postulatu. W interesie parlamentu
należy podjąć jak najszybciej stosowne kroki zmierzające do ustalenia, czy w
przypadku "dziwnych" zachowań S. Niesiołowskiego nie chodzi o jakiś groźny
przypadek medyczny. Sprawa wymaga troskliwego rozważenia. Pamiętajmy, że S.
Niesiołowski jest osobą, która wiele przeżyła - więzienie, własne sypanie na
innych, w tym na brata i narzeczoną - i przypuszczalne prawdziwie koszmarne
wyrzuty sumienia z tego powodu oraz z powodu dokonanej przez niego w latach
90. haniebnej zdrady wcześniejszych poglądów politycznych. Doszedł do tego
potem ewidentny wstrząs psychiczny z powodu katastrofalnej osobistej
przegranej wyborczej 2001 r., poczucia, że nikt go wtedy nie chciał - ani w
PiS, ani w PO. Jak więc widzimy, przyczyn postępującego rozstroju nerwowego
u S. Niesiołowskiego jest wiele. Trzeba jednak zrobić wszystko, także pod
względem medycznym, aby pogłębiająca się emocjonalność Niesiołowskiego nie
szkodziła innym, a przede wszystkim, by nie zatruwała atmosfery polskiego
życia publicznego. Dziś niestety fakty są aż nadto uparte: Niesiołowski jest
największym zatruwaczem polskiego życia politycznego, wciąż jątrzącym i
utrudniającym jakiekolwiek możliwości dialogu między PO a partiami
prawicowymi.
Niesiołowski "za, ale i przeciw lustracji"
W maju 1992 r. Niesiołowski był zdecydowanym zwolennikiem ustawy
lustracyjnej. Jeszcze po wielu latach tłumaczył redaktorkom "Gazety
Wyborczej": Annie Bikont i Joannie Szczęsnej, iż: "(...) uchwała lustracyjna
z 1992 r., żeby ujawnić agentów, wydawała mi się na oko rozsądna. Gdy
Macierewicz sporządził listę, spytałem go, czy jest pewien, że to sami
agenci, czy ma dowody, a on to potwierdził. Kierowała mną pasja, uważałem,
że oto dokonuje się autentyczna moralna rewolucja oczyszczenia Polski" (cyt.
za: A. Bikont, J. Szczęsna: Radio Maryja? Wolę motyle, "Gazeta Wyborcza" z
6-7 maja 2006 r.). Redaktorki "Wyborczej" A. Bikont i J. Szczęsna
przypominają: "4 czerwca 1992 r. Niesiołowski z trybuny sejmowej mówił w
obronie listy Macierewicza: 'Uczciwi nie mają się czego bać, niech się boją
ci, co mają coś na sumieniu'. Kiedy zaczął na niego krzyczeć Kuroń,
Niesiołowski przekonany o swojej racji też krzyczał: 'Jacek, kogo ty się
boisz, kogo chronisz?' (...)" (por. tamże). Według A. Bikont i J. Szczęsnej
(op. cit.), Niesiołowski "dziś uważa, że tamta uchwała była błędem, który
uniemożliwił rzetelną lustrację".
Jeszcze w 2000 roku Niesiołowski zdecydowanie potępiał antylustracyjne fobie
"Gazety Wyborczej" i samego A. Michnika, przedstawiał je jako wyraz
"histerii" (por. tekst S. Niesiołowskiego: Histeria, "Życie" z 1 sierpnia
2000 r.). Dziś ten sam Niesiołowski należy do najskrajniejszych przeciwników
gruntownej lustracji, polegającej na pełnym odtajnieniu wszystkich teczek z
IPN. Twierdzi, że "doprowadziłoby to do wielu krzywd i nieszczęść (...).
Esbecja wykorzystywała ludzką słabość, szukała najróżniejszych haków.
Okazałoby się, że najlepiej było nic nie robić i siedzieć cicho" (por.
wywiad ze S. Niesiołowskim w "Gazecie Wyborczej", w "Dużym Formacie", z 14
listopada 2005 r.). Czytelnicy "Naszego Dziennika" wiedzą już z pierwszego
odcinka cyklu moich czterech artykułów o Niesiołowskim, czego naprawdę boi
się obecny wicemarszałek Sejmu w przypadku pełnego udostępnienia materiałów
bezpieki ze śledztw w jego sprawie. Szokuje wprost niezwykła brutalność
ataków S. Niesiołowskiego na IPN i prezesa tej instytucji Janusza Kurtykę. W
publikowanym w "Gazecie Wyborczej" z 13 września 2006 r. tekście "Prezydent
Kuronia nie obroni" Niesiołowski pisał, nawiązując do listu 9 byłych
działaczy opozycji, w obronie Kuronia: "Doskonale rozumiem szlachetne
intencje autorów i ich oburzenie na plugawienie najnowszej historii przez
pseudohistoryków z IPN, która to instytucja pod przewodnictwem Janusza
Kurtyki najwyraźniej schodzi na psy. Po ostatnich wypowiedziach i
oczekiwaniach Kurtyki nie oczekuję od niego niczego, z wyjątkiem
natychmiastowej rezygnacji z funkcji, do której sprawowania się nie nadaje".
Trudno ukryć oburzenie z powodu tego tak obrzydliwego ataku Niesiołowskiego
na prezesa IPN, który robi wszystko, by naprawić żałosne skutki zaniechań
poprzedniego prezesa IPN - Leona Kieresa, ulubieńca "Wyborczej",
Kwaśniewskiego i zasadniczo postkomunistów.
Najbardziej oburzający był jednak wywiad Jarosława Karpińskiego z senatorem
S. Niesiołowskim, publikowany w postkomunistycznej "Trybunie" z 12-13 maja
2007 r. pt. "Trzeba zlikwidować IPN". Skandalem był już sam fakt, iż z
inicjatywą zlikwidowania IPN, instytucji szczególnie ważnej dla obnażania
zbrodni komunistów, Niesiołowski wystąpił na łamach postkomunistycznej
"Trybuny". Twierdził w wywiadzie, że IPN "uległ w ciągu ostatniego roku
gruntownej degeneracji. Ta instytucja właściwie staje się powoli
niepotrzebna i szkodliwa. (...) Myślę, że należałoby chyba zlikwidować tę
instytucję (...)".
Wokół III Rzeczypospolitej
Dzisiejszy Niesiołowski, występując przeciw hasłom IV Rzeczypospolitej jako
rzekomego "poronionego pomysłu", czyni z III RP rodzaj sztandaru. Z werwą
perorował w wywiadzie dla dodatku "Gazety Wyborczej" - "Duży Format" z 14
listopada 2005 r. - na temat III RP: "Chciałbym, żeby to była ostatnia i
wieczna Rzeczpospolita".
Niesiołowski, dziś tak bezkrytycznie, wręcz panegirycznie wysławiający cały
okres III Rzeczypospolitej, jeszcze w 2001 r. pisał: "(...) Cynizm i
relatywizm moralny stał się w znacznym stopniu półoficjalną ideologią III
Rzeczypospolitej, propagowaną przez środki masowego przekazu. Zwłaszcza na
początku lat dziewięćdziesiątych sformułowana została przez wrogów Kościoła
i religii katolickiej teza o 'zastąpieniu' dyktatury czerwonej przez
dyktaturę czarną, której konsekwencją miała być groźba wprowadzenia w naszym
kraju państwa wyznaniowego, wzorowanego na teokracji islamskiej.
Rozpowszechniona była opinia o 'chomeinizacji' Polski, a koronnym dowodem
były działania zmierzające do ograniczenia masowego zabijania dzieci
nienarodzonych. Organizatorzy kampanii na rzecz nieograniczonej aborcji,
postkomuniści i wielu polityków liberalnej lewicy formułowało pogląd o
zasadniczej 'niezdolności i nieprzystosowaniu' polskiego Kościoła do
funkcjonowania w warunkach państwa demokratycznego. W kraju, w którym ponad
90%% ludzi było ochrzczonych, co oczywiście nie oznaczało, że byli to ludzie
lojalni wobec Kościoła, dochodziło do bezkarnego i wręcz prowokacyjnego
obrażania uczuć ludzi wierzących, atakowane i znieważane były najświętsze
dla katolików symbole i wartości. (...) Podobnie jak w czasach
komunistycznych, stalinowskich, wielu intelektualistów zaangażowało się w
popieranie zbrodniczego systemu, atakowanie i poniżanie jego przeciwników i
ofiar, tak w wolnej Polsce wielu ludzi nauki, kultury, często uważanych za
autorytety moralne, angażuje się na rzecz walki z Kościołem, tym razem
prowadzonej pod hasłem 'uwolnienia' Kościoła od zbyt wielkiego zaangażowania
w spory polityczne. Pod pewnym względem sytuacja przypominała to, z czym
miałem do czynienia podczas ataku propagandy komunistycznej i kierowanej
osobiście przez Władysława Gomułkę i Józefa Cyrankiewicza akcji wymierzonej
przeciwko kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu i Episkopatowi Polski w związku
z orędziem biskupów polskich do biskupów niemieckich w 1965 roku i obchodom
milenijnym w roku następnym (...)".
Dziś, gdy Niesiołowski jest jednym z filarów Platformy Obywatelskiej, partii
wchodzącej w koalicję z PSL, warto przypomnieć, że przez wiele lat właśnie
on był nieubłaganym wrogiem PSL, przeciwnikiem wchodzenia partii prawicowych
w jakąkolwiek formę koalicji z PSL. Przypomnę tu choćby jakże jednoznaczne w
tym względzie stwierdzenia S. Niesiołowskiego z artykułu "Historyczna szansa
i zmarnowana okazja" ("Tygodnik Powszechny" z 11 sierpnia 1996 r.): "Jest
nieuczciwością, a także przejawem politycznej krótkowzroczności i naiwności
widzenie w PSL-u partii uczciwej, autentycznej i jedynej reprezentacji wsi,
która zasługuje na to, by być brana pod uwagę jako przyszły sojusznik
ugrupowań demokratycznych i niepodległościowych Polski po-sierpniowej (...).
To PSL, tworząc rząd z komunistami, ponosi odpowiedzialność za dzisiejszy
stan Polski i to postawa PSL-u umożliwiła komunistom wyjście z politycznej
izolacji (...). I to PSL wreszcie traktuje Polskę w sposób wyjątkowo
cyniczny, wyłącznie jak folwark własnych interesów".
Zarzuty w sprawach finansowych
Były wobec Stefana Niesiołowskiego wysuwane publicznie oskarżenia o
niewłaściwe, niedopuszczalne wydatkowanie społecznych pieniędzy. Po raz
pierwszy publicznie wystąpił z nimi w lipcu 1991 r. na łamach "Przeglądu
Tygodniowego" publicysta Krzysztof Spychalski, zarzucając Niesiołowskiemu
samowolne rozdysponowanie pieniędzy w imieniu ŁTIS (Łódzkiego Towarzystwa
Inicjatyw Społecznych). Redaktor Spychalski skierował do S. Niesiołowskiego
publiczne zapytania: "Dlaczego podpisał pan dokument w imieniu towarzystwa,
do którego pan nie należał? Czemu zdecydował się pan dysponować pieniędzmi,
które przeznaczone były dla kogoś innego? Jak je pan zainwestował?" (por. K.
Spychalski: Niedoczekanie, "Przegląd Tygodniowy" z 6 września 1992 r.).
Sprawa dotyczyła przywiezionych przez S. Niesiołowskiego z Francji 100
tysięcy franków, podjętych przez niego dla ŁTIS po podpisaniu umowy ze
strony tego stowarzyszenia. Szef ŁTIS Tomasz Filipczak opisał całą sprawę
szerzej na łamach "Kuriera Polskiego" z 26 lipca 1991 r., stwierdzając
m.in.: "Kiedy do Łodzi miał przybyć mer Londynu, dowiedzieliśmy się o
istnieniu tych 100 tysięcy franków. Mieliśmy do Niesiołowskiego pretensje.
On w sposób nieparlamentarny odmówił wszelkiej dyskusji. A pieniądze te
zostały przez Niesiołowskiego zainwestowane w 'Tygodnik Solidarności Ziemi
Łódzkiej', który zbankrutował, i w 'Solidarność Rolników Indywidualnych',
lojalnych w zamian za to podczas walki politycznej, która wkrótce
rozgorzała. Dzięki pieniądzom Łódzkie Porozumienie Obywatelskie wygrało
walkę wyborczą, w jego skład wchodzili wówczas m.in. Stefan Niesiołowski i
Grzegorz Palka (...). Zresztą z Francji przyszło także kilka TIR-ów z
maszynami offsetowymi, a ŁPO je połknęło i do tej pory nie wiadomo, co się z
tym stało".
Poprzedni szef ŁTIS Jerzy Drygalski powiedział w wywiadzie dla "Dziennika
Łódzkiego" z lipca 1991 r.: "Ani ŁTIS, ani ja osobiście nie upoważniłem
posła Niesiołowskiego do podpisywania umowy w imieniu towarzystwa. Pan
Niesiołowski nie przekazał mi umowy ani nie poinformował mnie nawet o jej
podpisaniu. Umowę - i to niechętnie - udostępnił mi dopiero na moją prośbę i
to po upływie kilku miesięcy. O podpisaniu takiej umowy dowiedziałem się z
innych źródeł".
W wypowiedzi dla "Dziennika Łódzkiego" z 23 lipca 1991 r. Jerzy Drygalski
akcentował: "Byłem zwolennikiem niezrobienia skandalu w tej sprawie. Może to
był błąd. Uważam, że poseł 'Solidarności' musi być szczególnie ostrożny w
wydatkowaniu społecznych pieniędzy. (...) Dla mnie jest to przykra sprawa,
bo dotyczy po pierwsze posła, a po drugie miasta, z którego się wywodzę - z
Łodzi". Sam poseł Niesiołowski wielokrotnie próbował usprawiedliwiać swoje
zachowanie w całej sprawie poprzez publiczne zapewnienia, jakoby
przywiezione z Francji do Łodzi pieniądze podzielił zgodnie z wolą
ówczesnego senatora Jerzego Dietla i wspomnianego już Jerzego Drygalskiego
(por. K. Spychalski, op. cit.). Tłumaczenia Niesiołowskiego nie znalazły
jednak potwierdzenia ani w wypowiedziach senatora Dietla, ani prezesa
Drygalskiego. Profesor Dietl stwierdził w "Dzienniku Łódzkim" z 7 sierpnia
1991 r.: "Nie brałem żadnego udziału w podziale pieniędzy, nie podpisywałem
jakichkolwiek protokołów lub dokumentów. Decyzję podjął poseł Stefan
Niesiołowski". W tym samym numerze "DŁ" Jerzy Drygalski konkludował: "Jest
faktem, że pan S. Niesiołowski targował się o podział pieniędzy i
rzeczywiście dokonaliśmy wstępnych ustaleń co do ich podziału. Rozważmy
zatem całą sytuację. Pan poseł podpisuje bez upoważnienia umowę w imieniu
ŁTIS, pobiera pieniądze, a następnie wymusza ich podział i dokonując tego,
uważa, że sprawa jest załatwiona".
Dodajmy, że jeszcze 6 lutego 1992 r. szef ŁTIS Tomasz Filipczak powiedział
dziennikarzowi "Gazety Wyborczej": "Co do sprawy 100 tysięcy franków, to
podtrzymuję swoje stanowisko z artykułu w 'Przeglądzie Tygodniowym': moim
zdaniem, Niesiołowski nie rozliczył się z tych pieniędzy". Niesiołowski,
rozwścieczony kolejnymi artykułami Krzysztofa Spychalskiego, podejmującego
sprawę 100 tysięcy franków, z furią zaatakował dziennikarza "Przeglądu
Tygodniowego" w swym wywiadzie do książki "Szaszłyk po polsku", wydanej w
1992 roku. Bez próby konkretnego, szczegółowego wyjaśnienia całej sprawy
Niesiołowski powiedział w publikowanym wtedy wywiadzie m.in.: "Spychalski
Krzysztof - dziennikarz 'Przeglądu Tygodniowego' (...). Uważam go za
obrzydliwą kreaturę, kłamcę, który nałgał na mój temat i rozpętał dla celów
wyborczych wymyśloną aferę stu tysięcy franków (...). Żałuję, że z nim w
ogóle rozmawiałem" (cyt. za A. Poppek, K. Pytlakowska: "Szaszłyk po polsku",
Warszawa 1992, s. 158).
Kilka uwag końcowych
Poświęciłem aż cztery teksty w "Naszym Dzienniku" tak mało sympatycznej
postaci, jaką jest obecny wicemarszałek Sejmu z ramienia PO Stefan
Niesiołowski. Wiele faktów przytoczonych przeze mnie było prawie nieznanych
lub zupełnie nieznanych szerszym kręgom czytelniczym i chyba tylko ta dość
powszechna niewiedza skłoniła kierownictwo Platformy do wyniesienia
Niesiołowskiego do tak wysokiej funkcji w polskim parlamencie. Już pierwsze
dwa moje teksty o Niesiołowskim, tak mocno go odbrązawiające, wywołały
bardzo duży rezonans w różnych środowiskach, masę telefonów i
korespondencji. Warto odnotować dość niespodziewaną, bardzo pozytywną
reakcję na łamach, łagodnie mówiąc, niehołubiącej ani "Naszego Dziennika",
ani mnie "Rzeczpospolitej". W numerze z 31 grudnia 2007 - 1 stycznia 2008 r.
ukazał się tam nader wymowny felieton Rafała M. Ziemkiewicza "Mister Bluzg"
o S. Niesiołowskim. Ziemkiewicz, z którym parę razy dość ostro
polemizowaliśmy, tym razem wyraził zdecydowaną aprobatę dla mego tekstu o
Niesiołowskim. Zacytował z niego stary, ale jakże kompromitujący
dzisiejszego Niesiołowskiego, gorliwego współpracownika "Wyborczej", tekst o
Michniku, jako "fanatyku", którym Niesiołowski się "brzydzi" z powodu
lansowania przezeń "twardej, antykościelnej, antypolskiej linii
politycznej". Ziemkiewicz zaakcentował dalej, iż cytuje w tym momencie S.
Niesiołowskiego "za profesorem Nowakiem, który zestawił w 'Naszym Dzienniku'
kapitalny wybór cytatów z obecnego wicemarszałka Sejmu od 'pogrobowców
stalinizmu z KOR' aż po 'elegancko opakowaną recydywę tymińszczyzny', jak
nazwał kilka lat temu PO".
Rafał Ziemkiewicz pisał dalej o moim tekście z "Naszego Dziennika" o
Niesiołowskim: "Polecam ten wybór, bo pokazuje on, że w Polsce, jak rzadko w
którym kraju, można zrobić wielką karierę na jednym: braku zahamowań w
ubliżaniu każdemu, komu w danej chwili opłaca się ubliżać. Nic więcej nie
trzeba, by osiągnąć pozycję jednej z najważniejszych osób w państwie, jak to
się owej pociesznej personie udało". Wielce pociesznej, wręcz groteskowej
osobie, jaką jest stary kameleon Niesiołowski. Na pewno nie były mu w smak
tak kompromitujące go moje teksty. Sam sobie jest jednak winny. Po co rzucał
się kolejny raz ze swymi podłymi oszczerczymi wymyśleniami w TVN 24 w dniu 7
grudnia na Radio Maryja, Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka, ks. bp. Józefa
Zawitkowskiego i mnie? Należała mu się za to "odpowiednia" riposta na łamach
"Naszego Dziennika". Może teraz lepiej przemyśli skutki swej haniebnej
napaści telewizyjnej z 7 grudnia i tym lepiej uprzytomni sobie, jak bardzo
aktualny i dziś jest słynny dwuwiersz z "Pana Tadeusza": "Głupi
niedźwiedziu, gdybyś w mateczniku siedział, nigdy by się o tobie Wojski nie
dowiedział!".
Prof. Jerzy Robert Nowak