Re: Teczki Kaczyńskich
  Home FAQ Contact Sign in
pl.soc.polityka only
 
Advanced search
POPULAR GROUPS

more...

 Up
Re: Teczki KaczyÅ„skich         

Group: pl.soc.polityka · Group Profile
Author: cytryna
Date: Aug 22, 2008 21:37

> Dlaczego tylko teczka Jarosława Kaczyńskiego mogła być "sfałszowana", a
Lecha
> Kaczyńskiego pełna pomyłek?
> Jedyne w Polsce?
> Jarosław Kaczyński ma szczęście, że jego biografią nie zajmują
siÄ™ "historycy"
> pokroju Cenckiewicza i Gontarczyka. I że nie piszą jej na postawie zapisków
SB.
> Teczka Jarosława Kaczyńskiego, a raczej - zbiór dokumentów na jego temat -
którą
> on sam ujawnił dwa lata temu, jest wdzięcznym tematem do snucia rozmaitych
> hipotez.
> 200 stron życia Jarosława K.
>
> Teczkę Jarosława Kaczyńskiego mogliśmy poznać 2 czerwca 2006 r., kiedy to on
sam
> przedstawił ją dziennikarzom. Zanim do tego doszło, przez kilka miesięcy
toczył
> się dziwny spór. Otóż najpierw Kaczyński obiecał, że swoją teczkę ujawni, a
> potem zaczął z tym zwlekać. Przypierany do muru przez media tłumaczył, że
nie
> może teczki upublicznić, bo "są w niej ślady ingerencji płk. Lesiaka".
> Przypomnijmy, Jan Lesiak stał na czele zespołu, który działał w UOP i który
był
> oskarżony o prowadzenie "inwigilacji prawicy". W tej sprawie Lesiak stawał
przed
> sądem, ale ostatecznie nie został skazany, gdyż zarzuty uległy
przedawnieniu. W
> każdym razie Kaczyński z upublicznieniem swojej teczki zwlekał, w końcu w
całą
> sprawę zaangażował się Zbigniew Ziobro, który był wówczas ministrem
> sprawiedliwości i prokuratorem generalnym i który ogłosił, że teczka
> Kaczyńskiego była fałszowana. Czym oczywiście wywołał jeszcze większe
> zainteresowanie. W ogólnym ferworze nikt nawet nie zapytał, dlaczego właśnie
> Ziobro tak wiele wie o teczce, która nie jest upubliczniona.
>
> Jak napięcie rosło, tak po 2 czerwca gwałtownie spadło. Bo materiały
> udostępnione mediom przez Jarosława Kaczyńskiego okazały się po prostu
nudne.
> Jego teczka liczyła 200 stron, w większości były to mało ważne kserokopie,
typu
> świadectwo ukończenia studiów czy świadectwo pracy. Teczka dotyczy lat
> 1976-1982. Pierwsze meldunki pokazują Kaczyńskiego jako osobę współpracującą
z
> KOR. Ostatni - to rok 1982 i informacja, że Jarosław Kaczyński nie prowadzi
> szkodliwej działalności, więc wnioskuje się o przekazanie teczki do
archiwum. Co
> było dziwne, bo w rzeczywistości działał on w podziemnej "Solidarności",
blisko
> jej najwyższych władz.
>
> Owym fałszerstwem okazała się natomiast lojalka Jarosława Kaczyńskiego,
którą
> miał podpisać zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego, a która została
> najprawdopodobniej sporządzona na początku lat 90. Jakim cudem trafiła więc
do
> materiałów o dekadę starszych, z poprzedniej epoki? A także notatka ppłk.
> Kijowskiego z jego rzekomej rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim 17 grudnia 1981
r.,
> podczas której miało dojść do podpisania lojalki. To były te dokumenty,
które
> Kaczyński niechętnie ujawniał, podkreślając, że są fałszywe. I że te
fałszywki
> podrzucone zostały do jego teczki w latach 90. Jeżeli owe wyjaśnienia
przyjmiemy
> za dobrą monetę, a stoi za nimi również autorytet sądu, to musimy też
przyjąć,
> że teczka Jarosława Kaczyńskiego wcale nie jest teczką. Jest tylko zbiorem
> dokumentów. Jak mówili to Gontarczyk i Cenckiewicz, archiwa SB były
prowadzone z
> zachowaniem wszelkiej staranności. Teczki, personalne i obiektowe, miały
spis
> treści. Wiadomo więc było, jakie dokumenty zawierają, i nie można było
czegoÅ› do
> nich podrzucić bądź wyjąć.
>
> Co więcej, znajdujące się w nich materiały były numerowane, tak jak w
książce, z
> tym że ta numeracja była od tyłu. Na samym spodzie były strony wcześniejsze,
na
> górze - późniejsze. To jest logiczne, do teczki materiały się wkłada. Poza
tym
> gdy teczka szła do archiwum, była przeszywana, żeby więc wyjąć z niej jakiś
> dokument i zastąpić go innym, trzeba było złamać pieczęć.
>
> To niejedyne utrudnienie - teczki miały też rubrykę, w której musiał się
wpisać
> każdy, kto do niej zaglądał. Biorąc do ręki teczkę, archiwista już wiedział,
kto
> ją czytał i kiedy. Tego wszystkiego teczka Jarosława Kaczyńskiego nie miała.
> Jest to zatem raczej nieuporządkowany, nieopisany zbiór dokumentów. I tu
nasuwa
> się pytanie: czy wszystkich? Jeżeli do takiej teczki można było dokładać
> materiały, takie jak owa lojalka, to można było z niej wyjmować. I to w
różnym
> czasie, nie tylko w okresie PRL. Kto miał "teczkę" Kaczyńskiego, miał
możliwość
> dowolnego preparowania jego życiorysu. W jedną albo w drugą stronę. To
> oczywiście otwiera pole do różnych domysłów i teorii. Każda będzie inna, w
> zależności od historyka i jego poglądów. I jest przestrogą dla innych: czy
tylko
> teczka Jarosława Kaczyńskiego mogła być "sfałszowana"? Jedyna w Polsce?
>
> Dziwna rozmowa
>
> Ale jest w materiałach udostępnionych przez Jarosława Kaczyńskiego dokument,
> którego autentyczności nikt nie zaprzecza, a który interpretować można w
sposób
> bardziej ścisły. Mianowicie zapis jego rozmowy z esbekiem z 15 grudnia 1981
r.,
> dwa dni po wprowadzeniu stanu wojennego. Jest to notatka sporzÄ…dzona przez
> prowadzÄ…cego tÄ™ rozmowÄ™ oficera SB, najprawdopodobniej kpt. Åšpitalnika.
> Gontarczyk i Cenckiewicz z wielkim obrzydzeniem traktują Lecha Wałęsę i jego
> rozmowy z SB, które miały miejsce na początku lat 70. Owszem, przyznają, że
nie
> ma jego zobowiązania do współpracy, nie ma jego podpisu, ale już sam fakt,
że
> Wałęsa rozmawiał z SB i być może przekazywał tej służbie jakieś informacje,
jest
> dla byłego prezydenta kompromitujący. Są więc w tej mierze ogromnie
> pryncypialni. Bardzo ciekawe, jak potraktowaliby rozmowy Jarosława
Kaczyńskiego
> z SB? Porównajmy zresztą te dwie sytuacje.
>
> W roku 1970 Lech Wałęsa, młody, 27-letni robotnik z żoną i dzieckiem, był
sam,
> na łasce i niełasce esbeków, nie miał zielonego pojęcia, jakie prawa mu
> przysługują, ale chyba słusznie wyczuwał, że żadne. W roku 1981 Jarosław
> Kaczyński był działaczem "Solidarności", współpracownikiem KOR, doktorem
prawa,
> mężczyzną dojrzałym, 32-letnim, człowiekiem, który wie, jak się zachować w
> kontaktach z SB. Warto pamiętać, że od roku 1977 opozycja demokratyczna
> kolportuje poradnik "Obywatel a Służba Bezpieczeństwa", z którego każdy
> zaczynający jakąś działalność może dowiedzieć się, jak ma się zachować w
> kontaktach z SB. To z tej broszury każdy działacz mógł się dowiedzieć, że w
> kontaktach z SB nie musi niczego podpisywać. Że powinien milczeć i nie dać
siÄ™
> wciągnąć w pogawędki. Tymczasem, jak wynika z notatki funkcjonariusza SB,
> Jarosław Kaczyński, którego doprowadzono rano do SB, zaczyna nagle
dyskutować. W
> notatce czytamy, że Kaczyński zaczął opowiadać, że wykładał w Białymstoku
teoriÄ™
> państwa i prawa. I, jak zanotował esbek, miał "dość pochlebnie" mówić o
swoich
> studentach - pracownikach MSW. Kaczyński mówił też o swojej pracy w Ośrodku
> Badań Społecznych "S". Ale odmówił odpowiedzi na pytanie, kto go tam
> rekomendował. Za to, jak czytamy w notatce, nawet chętnie podjął dyskusję o
> polityce, choć był "przygnębiony" porażką "Solidarności". W notatce więc
> czytamy, że Kaczyński "uważał, że Związek ze względów geopolitycznych nie
dążył
> do przejęcia władzy i że w tej kwestii władza jest przewrażliwiona i
> niepotrzebnie podjęła tak ostre środki. Uważa też, że władza (...) nie
wywiązała
> się z zawartych porozumień społecznych i podejmowała szereg prowokacyjnych
prób
> wciągnięcia Związku w konfrontację". Kapitan SB w tej notatce tak opisuje
> Jarosława Kaczyńskiego: "sprawiał wrażenie osoby mocno niepewnej o swój los.
> Jego wygląd jest niedbały. Twierdził, że nie interesują go sprawy
materialne,
> kobiety, np. nie zależy mu w przyszłości na posiadaniu rodziny. Ma
flegmatyczne
> usposobienie, wygląd książkowego mola. Pozuje na myśliciela Solidarności.
Mimo
> pewnej demonstracyjnej rezygnacji z życia, kariery, stwierdzam, że jest
osobÄ…
> raczej ambitną". I dodaje: "obruszył się, gdy stwierdziłem, że pozycja jego
> brata Lecha jest w Solidarności znacznie wyższa od tej, którą on
reprezentuje.
> Nie przypadły mu do gustu uwagi typu, że na taką pozycję i rolę w
środowiskach
> inteligenckich, jakÄ… majÄ… np. Michnik, Macierewicz czy Geremek, to trzeba
> zapracować, zasłużyć". Ta charakterystyka człowieka, który ma o sobie
wysokie
> mniemanie i czuje siÄ™ wyprzedzany przez gorszych - w jego mniemaniu - od
siebie,
> jest jak zaproszenie do werbunku. Służby specjalne takich ludzi pozyskują,
dajÄ…c
> im ułudę rewanżu, pokazania swojej mocy. Więc i kapitan SB najpewniej w tym
> kierunku rozmowę poprowadził. A jak zareagował Kaczyński? Esbek o tym
napisał:
> "Jakkolwiek ponownie siedzieć nie chce, często odmawiał udzielenia
odpowiedzi na
> pytania. Stanowiska w tym względzie zmienić nie chciał, godząc się na
> internowanie. Dodał przy tym, że nie zgodzi się też na żadną współpracę i
raczej
> wybrałby samobójstwo jako alternatywę". Czyli mamy Kaczyńskiego twardziela?
Może
> tak, może nie. Niechętny mu historyk uwypukliłby inne fragmenty notatki. Bo
w
> innej części esbek pisze, że Kaczyński "dwukrotnie zaznaczył wyraźnie, że o
> niektórych sprawach może ze mną rozmawiać, ale w innych warunkach i po
> zakończeniu stanu wojennego". I że, co prawda, "kategorycznie odmówił
podpisania
> deklaracji lojalności, uważając, że jest ona bezprawna", ale, z drugiej
strony,
> miał się ustnie zobowiązać do przestrzegania przepisów stanu wojennego.
Esbek
> nie pisze, czy przysięgał przy tym, jak podobno robił to Wałęsa w roku 1970,
na
> medalik (z rechotem powtarza to prawicowa prasa)... Ale wnioski wysnuwa z
tej
> rozmowy dla dzisiejszego Kaczyńskiego niebezpieczne. Bo stwierdza w notatce,
że
> nie traktuje Kaczyńskiego jako "I kategorii ekstremisty Solidarności" i w
> związku z tym go nie internuje, ale będzie kontrolował operacyjnie. Jak
> zinterpretować tę notatkę? Prezes PiS twierdzi, że "zawiera ona wiele
pominięć i
> przeinaczeń". Na pewno tak jest. Ale na pewno jest też tak, że Kaczyński
musiał
> swoim zachowaniem przekonać esbeka, że jest mało groźny dla ustroju, że nie
ma
> potrzeby go zamykać. Jakąś deklarację potulności musiał więc złożyć. To jest
> oczywiste. Wstępem do niej było rozmawianie z SB - choć wiedział, po
lekturze
> broszury "Obywatel a Służba Bezpieczeństwa", że z SB się nie rozmawia,
chwalenie
> studentów - pracowników MSW, obietnice rozmowy z SB "w innych czasach". To
> wszystko można wielorako interpretować. Tę gadatliwość, chęć przypodobania
siÄ™
> funkcjonariuszowi. Choć jedno jest raczej pewne - do odważnych Jarosława
> Kaczyńskiego w tamtym czasie zaliczyć nie można. Ani do odważnych, ani do
> ważnych.
>
> Mały pikuś
>
> To brzmi jak fragment scenariusza filmu sensacyjnego, bo to płk Lesiak
założył
> Jarosławowi Kaczyńskiemu teczkę. "W Służbie Bezpieczeństwa to ja pierwszy go
> odkryłem", mówił Lesiak dwa lata temu w rozmowie z "Przeglądem". "Pojawił
siÄ™ u
> Kuronia jakiś taki człowiek, akurat była obserwacja, w związku z tym poszli
za
> nim i ustalili, kto to jest i gdzie mieszka. Sprawdziliśmy, nie był
> zabezpieczony. Więc ja go zabezpieczyłem". Z materiałów ujawnionych przez
> Kaczyńskiego wynika, że był on podrzędnym działaczem "Solidarności", z
dalekiego
> szeregu. Od liderów dzieliły go lata świetlne. To zresztą widać w
prezentowanych
> przez prezesa PiS materiałach - bezpieka zajmowała się nim pobieżnie i
raczej
> przypadkowo. A w roku 1982 przestali się nim zajmować - jego teczka kończy
siÄ™
> na sierpniu 1982 r. adnotacją, że Jarosław Kaczyński nie prowadzi szkodliwej
> działalności, i wnioskiem o przekazanie teczki do archiwum. Tymczasem
działał on
> w podziemnej "Solidarności", coraz bliżej jej najwyższych władz. Choć proces
> owego zbliżania był rozłożony na lata. Ale warto w tym miejscu zastanowić
siÄ™
> nad jednym elementem - dlaczego bezpieka lekceważyła Jarosława Kaczyńskiego?
> Odpowiedź na to pytanie może być dwojaka. Wszystko zależy od tego, jak
oceniamy
> SB, czy była wszechpotężna i silna, czy też swą niewiedzę nadrabiała
pewnością
> siebie i jej materiały i oceny w wielkim stopniu mijały się z
rzeczywistością.
> Jeżeli bowiem Jarosław Kaczyński był ważną postacią w "Solidarności" i
szkodził
> PRL, i jeżeli bezpieka tego nie zauważyła, to znaczy, że była nieudolna,
miała
> słabe rozpoznanie i myliła się. W związku z tym trzeba odpowiednio
krytycznie
> patrzeć na tworzone przez funkcjonariuszy SB dokumenty. Z kolei wrogowie
Wałęsy,
> apologeci IV RP, utrzymują, że bezpieka była wszechpotężna, to ona
skonstruowała
> Okrągły Stół i patronowała, poprzez swoich agentów, przejściu z PRL do III
RP. I
> że jej wewnętrzne dokumenty to prawda i tylko prawda. Jeżeli tak, to w tym
> świetle Jarosław Kaczyński jawi się jako mały pikuś, funkcjonujący gdzieś na
> obrzeżach opozycji demokratycznej, jej odłamu związanego z Antonim
> Macierewiczem. Kim więc był Jarosław Kaczyński w czasie, gdy Lech Wałęsa był
> wrogiem PRL numer 1, był internowany i inwigilowany?
>
> Raport Nowaka
>
> Najprostszą odpowiedzią na to pytanie byłoby stwierdzenie, iż rzeczywiście w
> tamtym czasie był postacią dalekiego planu, że zacznie piąć się do góry
dopiero
> za kilka lat. Ale czy PiS-owcy z czymś takim są w stanie się pogodzić?
Historia
> podpowiada, że nie, i pokazuje wiele przykładów świadczących o tym, że
rozmaici
> przywódcy po latach dorabiali sobie legendy do życiorysu. W ten sposób w
czasach
> ZSRR bitwa o Małą Ziemię, w której brał udział Leonid Breżniew, była
opisywana
> jako jedna z najważniejszych bitew II wojny światowej. Podobny mechanizm
można
> zauważyć w przypadku Jarosława Kaczyńskiego - gdy pojawiają się tezy, że był
> opozycjonistą tak przebiegłym, że po prostu bezpieka go nie przejrzała. Ale
> szerokie pole do interpretacji pozwala na tworzenie różnych wersji. Jedną z
nich
> rozpowszechnia na swojej stronie internetowej raportnowaka.pl były poseł
> Samoobrony Zbigniew Nowak. Fakt, że należał on do grupy niekonwencjonalnych
> posłów, każe na jego rewelacje patrzeć z dużą ostrożnością. Ale popatrzmy.
Otóż
> Nowak stawia tezę, chyba zupełnie logiczną, że teczka Kaczyńskiego nie
zawiera
> wszystkich dokumentów i że SB nie powinna odpuścić sobie nawet tej rangi
> działacza. W związku z tym inaczej patrzy na materiały z jego teczki, które,
> zdaniem Kaczyńskiego (i zdaniem sądu), były sfałszowane. Idzie mniej więcej
tÄ…
> samą drogą, którą poszli Cenckiewicz i Gontarczyk, kwestionujący wyrok Sądu
> Lustracyjnego w sprawie Lecha Wałęsy. I zatrzymuje się nad notatką ppłk.
> Kijowskiego z 17 grudnia 1981 r. Tę notatkę sąd uznał za nieprawdziwą,
> wytworzoną później. Kijowski zmarł w roku 1990, nie mógł więc potwierdzić
ani
> zaprzeczyć, natomiast zaprzeczył jej autentyczności były jego zwierzchnik z
SB,
> płk Wacław Król. Załóżmy jednak, że nie wierzymy byłym esbekom, za to
> przemawiają do nas byle esbeckie dokumenty. Możemy więc mniemać, że Jarosław
> Kaczyński w SB pojawił się dwa dni po swoim pierwszym przesłuchaniu. To
akurat
> potwierdza inny dokument, który prezes PiS uważa za autentyczny - jego
noszÄ…ce
> datę 17 grudnia oświadczenie, w którym odmawia podpisania
lojalki. "Jednocześnie
> stwierdzam, że nie istnieją podstawy prawne zobowiązujące obywateli PRL do
> składania tego rodzaju deklaracji", napisał Kaczyński. Kijowski w swej
notatce
> (tej uznanej za nieprawdziwą) to wydarzenie przedstawia tak, że miał
> zaproponować Kaczyńskiemu napisanie dwóch oświadczeń. Pierwszego, że odmawia
> podpisania lojalki, drugiego - że będzie przestrzegał przepisów stanu
wojennego.
> I że to pierwsze będzie włączone do akt, a to drugie zostanie u Kijowskiego
i
> będzie "podstawą do zwolnienia", na co Kaczyński miał przystać. W dalszej
części
> Kijowski pisze, że Kaczyński zgodził się na propozycję, by raz w miesiącu
> spotykać się i dyskutować na tematy polityczne: "W moim odczuciu dokonałem
> wstępnej fazy pozyskania; dalsze rozmowy określą jego przydatność jako
osobowego
> źródła informacji". Jest jeszcze inna notatka Kijowskiego (też uznana za
> fałszywą), że 17 grudnia "figurant Jar" miał się załamać i zgodził się na
> kontynuowanie rozmów na neutralnym gruncie. Kijowski miał też proponować, by
w
> celu zakonspirowania Jara jako ewentualnego TW nie rejestrować go w Biurze C
> (czyli w archiwum SB). Tak oto mamy dokument, który historyka o
temperamencie
> Cenckiewicza czy Gontarczyka powinien rzucić na kolana. A przynajmniej
zachęcić
> do przekopywania archiwów. Na początek zaczęli go badać prokuratorzy - bo
> Jarosław Kaczyński złożył doniesienie do prokuratury, że jego teczka była
> fałszowana. Na razie jednak prokuratura nie zakończyła prac, nic nie wiadomo
o
> badaniach notatek Kijowskiego, sprawdzaniu, kiedy rzeczywiście zostały
> wytworzone. Sprawa jest niejasna. Na poparcie tezy, że te dwie notatki (a
> przynajmniej druga z nich) to fałszywki, wystarczy logiczny wywód - jeżeli
> Kaczyński miał być tak głęboko zakonspirowanym współpracownikiem, że nawet
> informacja o tym nie miała prawa iść do archiwum, to skąd tam się wzięła?
Ale
> jest i kontrargument - przytacza go Nowak: "Kaczyński twierdzi, że Lesiak
lub
> inny esbek sfałszował mu lojalki, przy czym nie zauważa, że w jego teczce
obydwa
> te dokumenty umieszczone są również w postaci mikrofilmów. Te pochodzą z
okresu
> do 1985 i co najważniejsze, w opublikowanych przez Kaczyńskiego dokumentach
jest
> mowa o tym, że prowadzący całą rozmowę nagrał na kasetę oraz załącza ją do
> notatki". I znów stajemy przed kolejnymi pytaniami: czy rzeczywiście te
> dokumenty zostały zmikrofilmowane? A jeżeli tak, to kiedy? Czy można
mikrofilmy
> sfałszować? Czy, poza tym, zachowała się kaseta z rozmowy Kaczyński-
Kijowski? W
> ten sposób wchodzimy w kolejny etap dywagacji. W gruncie rzeczy zupełnie
> niepotrzebny, bo przecież to, czy Kaczyński rozmawiał z esbekami, czy nie,
jest
> zupełnie bez znaczenia, oceniamy go przecież przez pryzmat ostatnich lat
> działalności, a nie jakichś mniej lub bardziej wiarygodnych zapisków. Tylko
że
> ludzie PiS uważają, że jest zupełnie inaczej. Dla nich to narzędzie do
> niszczenia przeciwników. To polityczne i stricte użytkowe podejście do
sprawy
> więcej przeszkadza, niż pomaga. 2 czerwca 2006 r. Jarosław Kaczyński na
> konferencji prasowej, mówiąc o rzekomej lojalce i notatkach Kijowskiego,
mówił
> pompatycznie, że to efekt tego, iż służby specjalne uważały go na początku
lat
> 90. za najniebezpieczniejszego przeciwnika. Tak jak SB Wałęsę w roku 1981 i
> latach późniejszych. "W początkach lat 90. byłem traktowany jako osoba
> szczególnie niebezpieczna, którą trzeba zniszczyć i której dawna służba
> bezpieczeństwa nienawidzi. Skądinąd to dla mnie wielka pochwała", mówił. W
> związku z tym - dodawał - fałszowano jego teczkę (zupełnie jak Wałęsie w
latach
> 80.). Argument Kaczyńskiego jest jednak o tyle chybiony, że zapomina on o
> jednym - teczkę Wałęsy fałszowano po to, żeby podrzucić ją innym działaczom
> "Solidarności" i Komitetowi Noblowskiemu. A nie ma śladu, by notatki
Kijowskiego
> ktoś komuś chciał podrzucać...
>
> Fałszowali czy mylili się?
>
> Jak się okazuje, teczka Jarosława Kaczyńskiego była sfałszowana, natomiast
> teczka Lecha Kaczyńskiego była pełna pomyłek. O tych pomyłkach mówił sam
> prezydent, jeszcze w roku 2005, podczas kampanii wyborczej. Lech Kaczyński
> przedstawił ją na początku lipca 2005 r., na konferencji prasowej w Centrum
> Foksal w Warszawie. Dokumenty dotyczące Lecha Kaczyńskiego zebrane były w
> siedmiu tomach i liczyły 440 stron. Pochodziły głównie z lat 1980-1982, były
> więc bardzo niekompletne, stanowiły w zasadzie wycinek z bogatej i długiej
> działalności opozycyjnej obecnego prezydenta. Dodajmy jeszcze, że te
dokumenty
> były oryginalnie zszyte przez IPN.
>
> Te resztki materiałów (bo oryginalna teczka osobowa Lecha Kaczyńskiego nie
> zachowała się, były to zatem tylko materiały zebrane z tzw. teczek
obiektowych,
> dotyczących instytucji, w których pracował, ale np. nie zachowały się żadne
> materiały dotyczące jego współpracy z Lechem Wałęsą) obecny prezydent
oceniał
> bardzo krytycznie. "To wszystko jest ubecka, nieprawdziwa wizja świata",
mówił.
> I dodawał, że bezpieka była bardzo źle zorientowana w tym, co się działo
> wewnątrz "Solidarności": "Jeden z działaczy w raporcie został
> nazwany >inteligentnym<, znam go dobrze, jeśli on jest inteligentny, to ja
> jestem wysoki". "Ujawniam teczkę, bo takie jest zapotrzebowanie społeczne",
> mówił trzy lata temu Lech Kaczyński. W gruncie rzeczy nie był to dla Polaków
> komplement.
>
> boukun
>

*****************************************************************************

Teczkę Lecha ukradł TW Bolek, ten lubi mieć kwity na każdfą okazję przy sobie.
A było tego sporo, kilka worków pocztowych, dobrze ze "człowiek honoru" kazał
wszystko to zmikrofilmować. Zintegrowany System Agentury bardzo przywiązuje
agentów wpływu do Włodka P.

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
no comments
diggit! del.icio.us! reddit!

RELATED THREADS
SubjectArticles qty Group
Re: Skandal! Lepper zwyzywa PiS i obrazi braci Kaczy skich :Ppl.soc.polityka ·