Fragment podstępnie wykradzionego przez ćwiąkalistów scenariusza ocalony w
ostatniej chwili dzięki nieocenionej Stefanii P. której niniejszym składam
wyrazy podziekowania.
Motto [dla nieprzytomnych- parafraza Szpotańskiego]:
"Nie mogac Kaczorowi sprostac, nasz Donek musiał kompleksów dostac.
Bo jak naucza Freud profesor w czlowieku rodzi sie agresor,
gdy mu o sobie zle mniemanie nasuwa z innym porównanie.
Gdyż nikt nie godzi sie z ochota z tym ze zwyczajnym jest idiotą"
Sierpień 2008, sobota, godzina 21:57, gabinet premiera RP. Mrok w gabinecie
rozświetla tylko premierowska lampka. Biurko absolutnie schludnie puste,
wyczyszczone. Leży na nim centralnie tylko jedna kartka. Nad tą jedną kartką
zwisa pochylony Premier, ubrany w błękitną koszulę bez krawata, kołnierzyk
swobodnie rozpięty, rękawy zawinięte od niechcenia. Ujęcie trwa jakieś 6
minut. Premier w absolutnym bezruchu wpatruje siÄ™ w jednÄ… i tÄ™ samÄ… kartkÄ™
papieru. W tle muzyka, smętne i cichutko zawodzenie irlandzkie się niesie.
Np. takie: (można zapętlić, jak za krótko)
Skrzypią zawiasy, w uchylonych drzwiach pojawia się głowa Nowaka Sławomira.
Wyraz zatroskania marszczy wysokie czoło ministra.
- Panie premierze.
Cisza. Premier nie zmienia pozycji. Dalej wpatruje siÄ™ w kartkÄ™ przed sobÄ….
- Donaldzie.
Premier drga. Podnosi znad kartki głowę i patrzy na swojego wiernego
towarzysza. Zbliżenie na twarz premiera, ujęcie trwa jakieś 3 minuty,
podkreśla uważne spojrzenie premiera. Może to wyglądać tak:
http://lh3.ggpht.com/klientnaszpan/R1XrOvUbR8I/AAAAAAAAA6M/PofrOUFAdQY/s800/Donald...
W końcu premier odzywa się, precyzyjnie oddzielając kolejne sylaby:
- najs - tu - mit - ju.
Widać, jak powietrze schodzi z Nowaka Sławomira, wyluzowuje się, uśmiecha.
- Ach, Donaldzie.
Podchodzi do premiera i delikatnie dotyka go w ramiÄ™.
- jes? - pyta premier.
- Donaldzie - uśmiech Nowaka Sławomira jest pełen wyrozumiałego ciepła -
wizyta misys rajs dopiero za dwa tygodnie. Mamy czas. Nie przemęczaj się.
- Mamy czas? łi-haf-tajm.
- Tak, mamy czas, łi haf tajm. Całe dwa tygodnie. Musisz odpocząć. Chodź, w
cyfrze właśnie transmitują mecz lacjo. Serje a. Tak to lubisz. Chodź, odpoczniesz.
Premier cieniutko się uśmiecha.
- Tak, muszę odpocząć. Lacjo.
Nagle nieco się ożywia, zwraca głowę w stronę ministra.
- Zabierz mnie tam, Sławomirze, zabierz. Tak lubię lacjo. Muszę odpocząć.
- Oczywiście, Donaldzie. Dość już dzisiaj pracowałeś.
Nowak Sławomir wyjmuje z kieszeni kluczyk, taki mały i srebrny, pochyla się,
znika za biurkiem czy też pod biurkiem. Po chwili słychać brzęk. Nowak
Sławomir wynurza się spod biurka z łańcuchem i kłódką, które kładzie do
szuflady. Następnie pomaga wstać zdrętwiałemu premierowi. Prowadzi go do
drzwi, mówiąc:
- Tomek przygotował sandłicze i bir.
Premier powtarza:
- Sandłicze, bir...
- Tak Donaldzie, będziemy mieli niezły fan.
- Fan... - powtarza premier, znikajÄ…c w mroku za drzwiami.
Uszu oglÄ…dacza dobiega Amazing Grace [dla nieprzytomnych- taki protestancki
hymn, napisany przez Anglika ale nie wiedzieć dlaczego kojarzony z Ameryka]
[...tu scenariusz sie urywa]
wpastował
J-23