# Muszę się przyznać do słabości: lubię oglądać telenowele. Robię to
wyrywkowo, nie orientując się w niuansach akcji. Interesują mnie raczej
schematy zachowań, figury inscenizacyjne, tępa powtarzalność sytuacji,
jednym słowem - swego rodzaju hiperrealizm.
Podobną satysfakcję osiągałem w dzieciństwie, kiedy bawiłem się
"ludzikami". Kowboje, Indianie, konie i dyliżansy układały się w pełne
harmonii obrazki w pejzażu piaskownicy. Robiłem im zdjęcia aparatem
Druh, jakby to były fotosy z filmów "Dyliżans" czy "Rio Bravo". A "po
zdjęciach" destruowałem scenografię.
****
Co by się stało, gdyby ktoś do telenoweli wpuścił wirusa, jak do
komputera? Doktor Lubicz przebierałby się w sukienki. Doktor Burska
klęłaby jak szewc, z pasją oddając się rozpuście na szpitalnych łóżkach.
Listonosz ze Złotopolic okazałby się piromanem-sadystą. Mielibyśmy fun,
a oglądalność by wzrosła.
Ale zwykle los telenoweli jest gorszy. Kręcona od lat wyczerpuje swój
dramaturgiczny potencjał. Odchodzą aktorzy z pierwotnego składu,
reżyserują dawni asystenci, za kamerami stoją technicy z firmy typu
"wesela i pogrzeby kręcimy na VHS".
Nadawana już tylko o trzeciej nad ranem dostarcza rozrywki stróżom
nocnym oraz trzeźwiejącym bankietowiczom. Ale nie można jej zdjąć z
anteny, bo gra siostrzenica prezesa, a w dialogach pojawiają się
zręcznie wplecione szlagworty aktualnej ekipy rządowej.
I na ekranie odbywa się tzw. SB*. Postacie, które same nie wierzą w
siebie, sprawiają wrażenie uwięzionych w tekturowych dekoracjach. Rzadko
podnoszą wzrok, patrzą w podłogę. Zestaw min się wyczerpał, producenci
muszą więc dodawać śmiech z taśmy jak w sitcomach. Nawet psy i koty
poukrywały się w kątach dekoracji, skąd apatycznie śledzą dawno już
umarłą akcję. Muzyka jak z wytartej kasety magnetofonowej. Kolorki jak
ze starego Secamu na wielokrotnie przepisywanym VHS-ie.
****
Tego lata brałem udział w kilku imprezach. Festiwal Era Nowe Horyzonty -
mnóstwo świetnych filmów. Koncert Marianne Faithfull - co za
publiczność! Rewelacyjny koncert Rolling Stonesów. Woodstock Jurka
Owsiaka, a tam - w ramach Akademii Sztuk Przepięknych - seria spotkań z
publicznością prowadzonych przez Zbyszka Hołdysa: z bp. Józefem
Życińskim, Dorotą Masłowską, Anną Dymną, Tomaszem Lisem, Tomaszem
Sekielskim, Stanisławem Sojką, naczelnym Imamem Polski, rabinem
Michaelem Schudrichem, a nawet z moją osobą. Zastrzyk energii i
pozytywnego myślenia od pokolenia młodych Polaków.
Dwa dni po Woodstocku zacząłem zdjęcia do filmu. Zajęty od rana do
wieczora nie czytałem gazet i tylko rzucałem okiem na TVN 24. I właśnie
zderzenie prawdziwego życia artystycznego z naszą "sceną polityczną"
uświadomiło mi, jak przypomina ona schyłkową, zwyrodniałą telenowelę.
Może nie ja pierwszy wpadłem na to skojarzenie, ale ja jestem z branży.
W TVN 24 zobaczyłem galerię postaci, które nie wierzą już w swoje
istnienie, nie mówiąc już o wierze w sens swoich działań. Kłamią i mówią
prawdę w ten sam sposób. Zaperzają się jak aktorzy brazylijskich
telenowel (Leoncio wzorem, takoż i Isaura). Zresztą nikogo to wszystko
już nie bawi - zarówno aktorów, jak i widzów stać tylko na obumarły
grymas. Tylko czekać, jak TVN 24 zacznie podkładać śmiech z taśmy.
Przedrzeźniają się nawzajem, powtarzając, że to lub tamto jest
"porażające" albo że ten lub tamten kłamie. Dodają rutynową końcówkę
"dla dobra Polski".
Aktorstwo, z nielicznymi wyjątkami, fatalne. Częściowo bez winy samych
aktorów, którzy zostali źle obsadzeni. Od Głowy Państwa poczynając: jak
On się męczy, żeby wypowiedzieć najprostszą kwestię! Jak on maszeruje u
boku innej Głowy! Albo minister sprawiedliwości - szeryf o twarzy
dziecka i piskliwym głosiku, to jego mamy się bać? Kojarzy się raczej z
kowbojem z NRD-owskiego westernu. A "rycerze opozycji" obsadzeni w
szekspirowskich rolach: Tusk - Hamlet, Rokita - Prospero? Aktor źle
obsadzony nic nie może na to poradzić, żaden reżyser mu nie pomoże. Może
się tylko dalej pogrążać.
Scenarzyści ukryci pod pseudonimami, reżyseria zbiorowa. Bezwstydne
"product placement", ostatnio koncernu Sony. Wszyscy wszystkich
nagrywają. Poruszenie na rynku - rośnie sprzedaż dyktafonów, minikamer,
telefonów na karty. Wszyscy wszystkich zdradzają! Nikt nie jest tym, za
kogo się podaje. Zwyrodniałe, przerasowane reality show. Rwie się
dramaturgia, czasem akcja nawet przyspiesza, ale znowu siada na długim,
nudnym monologu.
Jeśli są momenty śmieszne - to też przypadkiem i bez sensu. Jedna z
postaci czyta długą ekspertyzę lekarską ilustrowaną rycinami z
anatomicznym przekrojem zdrowego i chorego człowieka. Winda z
aresztowanym szwarccharakterem zatrzymuje się na półpiętrze. Tajni
agenci zapominają kominiarek. Jak na starym rysunku Mleczki - mnóstwo
ludzi biega po planie, w kącie reżyser i dymek: "Serial wymknął mi się z
rąk".
Oczywiście, wrzucam wszystkich do jednego worka, a są też lepsze
postacie, jeszcze ich trochę zostało. Jednak ton nadają trzeciorzędni
aktorzy i - jak się mówi w branży o nieudanych filmach - "reżyser
nieobecny".
****
Co zrobić z tą polittelenowelą? Może zostawić na antenie, ale o trzeciej
w nocy? Och, jaka to by była ulga! Dla wielu inteligentnych dziennikarzy
deklasujących się w rozmowach z politykami. Dla nas - widzów.
Wreszcie... dla dobra Polski. Bo my, widzowie, zasługujemy na coś więcej.
Jak byłem mały, wystarczały mi ludziki. Kiedy tylko chciałem, mogłem je
powywracać. Teraz czekam, już trochę zniecierpliwiony, na dobrego
scenarzystę, inteligentnego reżysera i utalentowanych aktorów. Na
historię na poziomie, opowiadaną błyskotliwie, nowocześnie i bez ściemy.
Czekam na kogoś, kto zrobi prawdziwy, dobry film.
*SB - skrót od niecenzuralnego określenia "Suchy Branzel", które wiele
lat temu wymyślił wybitny aktor krakowski X na określenie metody
twórczej wybitnego reżysera Y. Polegała ona na powtarzaniu bez końca
fragmentów sztuki aż do całkowitej utraty spontaniczności i ludzkich
odruchów aktora. Nb. ta metoda przynosiła często dobre, a nawet, o
zgrozo, wybitne rezultaty.
Piotr Łazarkiewicz - reżyser filmowy, teatralny, telewizyjny i radiowy.
W latach 1994-97 członek rady nadzorczej TVP SA #
Ze strony:
http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4438481.html
Więc branzlujcie dalej politszwoleżerowie
kłopoty zwykłych ludzi trzymajcie na samym dnie.
Ile jest w was obłudy każdy się dowie
bo może być tylko gorzej,
bo może być tylko źle.