Azraelbis
Stracony gambit Saakaszwilego
Micheil Saakaszwili przegrał. Przegrała też Gruzja, przegrała moralne i
polityczne prawo do Osetii i Abchazji. Nie wygrała też oczywiście Rosja, bo
bomby na Gori i inne miejscowości Gruzji nie zostaną zapomniane. Przegrała Unia
Europejska, która jest bezradna wobec tego konfliktu, przegrały Stany
Zjednoczone, które chciały tu (również rękami Polski) zbudować swoją strefę
wpływów. Przegrała Polska, swoje interesy partnerstwa wschodniego i nowego ładu
energetycznego, jako chciała na linii Saakaszwili Juszczenko Kaczyński zbudować.
I przegrały już setki, a może tysiące niewinnych ludzi, którzy stracili życie w
wyniku działań wojennych.
Rzadko się zdarza, aby przywódca kraju w ciągu 24 godzin odstrzelił sobie głowę,
zniszczył stabilizację swojego kraju i swoja karierę polityczną. Czytając i
słuchając doniesień Andrzeja Mellera, korespondenta "Tygodnika Powszechnego" z
terenów objętych wojną wiadomo, że Gruzini swemu prezydentowi nie darują. Jego
kariera dobiega końca.
Polacy, jak zwykle, ustawili się po stronie "słabszego", nie bacząc, że jest on
agresorem. Bo jest i to nie po raz pierwszy. Warto przypomnieć, że już w czasie
rewolucji Osetyńcy ciążyli bardziej ku Rosjanom, a nie Gruzinom. Warto również
pamiętać, że po rozpadzie imperium sowieckiego, kiedy sytuacja była płynna
Gruzini weszli na tereny Osetii Południowej, pomimo sprzeciwu jej mieszkańców.
Było to w styczniu 1991 roku i w wyniku działań wojennych zginęło 3000 ludzi
głównie Osetyńców, z rąk Gruzinów.
Ustawiamy się po stronie Gruzji, bo Grigorij, z "Czterech pancernych...", bo
:Taniec z szablami..", czerwone wino zapominamy, że wielki Stalin pochodził z
Gori, gdzie stoi jego pomnik, a nauki komunizmu pobierał w Tyflisie i Baku, na
Kaukazie Jesteśmy wreszcie po stronie Gruzji, bo ponoć mamy tam swoje interesy,
nie widząc, że realizujemy interesy USA. I że prawdziwa real politik to jest to,
co robi Rosja. Stanowisko polskich władz, ostre noty i stanowisko nie ma
praktycznie żadnego znaczenia, również na forum Unii Europejskiej.
Oskarża się Rosję, że chce odbudować swoje imperialne interesy, kosztem Gruzji.
Brutalna prawda, pisana na mapie, pisana ropą i gazem, interesami i siłą jest
taka, że Rosja nigdy z tych interesów nie zrezygnowała i nie zrezygnuje. Uważa
tamte tereny za swoją strefę wpływów i zawsze, kiedy jeżeli ktoś da Rosji prawo
i pretekst do zaakcentowania swojej pozycji to z tego skorzysta. Tak samo, jak
USA dla obrony swoich interesów naftowych skorzystał z okazji zaanektowania
Iraku.
Osetia Południowa zamieszkała jest w ponad 60%% przez Osetyńców, a tylko w 25%%
przez Gruzinów. Do tego 80%% ludności ma paszporty rosyjskie. I dlatego, nawet z
punktu widzenia prawa (Rosjanie stacjonują na tym terenie na podstawie mandatu
ONZ) Rosjanie mieli mandat obrony ludności, swoich obywateli, przed agresją
Gruzji.
Saakaszwili postąpił jak naiwne dziecko, zaplanował akcję, jak murzyński kacyk,
sądząc, że małe terytorium, wielkości i ludności polskiego powiatu, da się
przyłączyć przy pomocy kilku czołgów do "macierzy". Że Rosjanie, zajęci
olimpiadą w Pekinie nie zareagują, a nowy prezydent, Dmitrij Miedwiediew, jest
niedoświadczony i będzie niezdecydowany. Pomylił się bardzo, Rosjanie brutalnie
go sprowadzili na ziemię a społeczność międzynarodowa, nie wprost, powiedziała
mu radź sobie sam. Angela Merkel już W PRZYSZŁYM TYGODNIU przyjedzie na
konsultacje do Moskwy, szef prezydencji francuskiej, Nicolas Sarkozy nie zabrał
głosu w ogóle. George W. Bush dał głos ale wiadomo, że też nie ruszy palcem. A
Rada Bezpieczeństwa ONZ jest ciałem bezwładnym i bez znaczenia, bo Rosja z
prawem veta zablokuje wszystko.
Społeczność międzynarodowa potępi Rosję, werbalnie, za bombardowania Gruzji, ale
winą za awanturę kaukaską obarczy Saakaszwilego, za to, że złamał rozejm, który
miał finalnie doprowadzić do rozmów wielostronnych o przyszłości Osetii
Południowej.
Europa ma oczywiście problem. Problem, którego nie chcą widzieć także polscy
politycy. Precedens z lutego tego roku, kiedy Unia Europejska uznała
niepodległość Kosowa, jak niektórzy twierdzą nie zbyt zgodnie z wewnętrznymi
regulacjami samej wspólnoty dał natychmiast Rosji asumpt do stwierdzenia, że
jeżeli na Bałkanach tam można było to na Kaukazie też nie ma przeciw temu
żadnych przeciwwskazań.
Dlatego słowa polskich i niektórych zachodnich polityków o integralności
terytorialnej Gruzji brzmią fałszywie, obłudnie. Z tym, że w przypadku Kaukazu
sprawa jest jeszcze bardziej jednoznaczna, niż w przypadku Serbii i Kosowa.
Terytorium Osetii Północnej ( w ramach Federacji Rosyjskiej) i Osetii
Południowej nie podlegają sankcjom umów międzynarodowych, ponieważ swe ramy
terytorialne zostały określone sztucznie, po rozpadzie imperium sowieckiego. W
związku z tym zasada prawa narodów do samostanowienia ma w tym przypadku
zastosowanie i może zostać zrealizowana. Oczywiście nie czarujmy się - Rosja nie
pozwoli na powołanie niezależnego bytu państwowego, ponieważ mogłoby to
przynieść reperkusje w innych rejonach kraju (choćby w Czeczenii) ale bardzo
chętnie przyjmie protektorat na całym zjednoczonym terytorium Osetii, jak okręgu
autonomicznego.
Co się będzie działo dalej? Zależy to od tego, jak się rozwinie wewnętrzna
sytuacja w samej Gruzji. Mówiąc wprost kiedy zostanie obalony Micheil
Saakaszwili. Najlepsze, co będzie mógł zrobić, jako przegrany przywódca to
odejść sam ze stanowiska. Bo jeżeli dojdzie do wewnętrznego konfliktu i rozlewu
krwi to nie ma dla Gruzji ratunku.
Osetia (i Abchazja) będą natomiast protektoratami Rosji, tak, jak to było do tej
pory.
W gambicie poddaje się piona, czasem nawet skoczka, w celu uzyskania lepszej
pozycji. Saakaszwili miał szansę, aby spokojnie wyrobić sobie pozycję, mając za
plecami Stany Zjednoczone, niedawno zdobyta przychylność NATO i UE, wsparcie
Polski.
On natomiast zrobił silne otwarcie ale tak jak by był ślepym graczem, który nie
widzi pionów przeciwnika.
Azrael
http://azraelbis.pardon.pl/dyskusja/1163598/stracony_gambit_saakaszwilego