Mija 28 lat od podpisania Porozumień Sierpniowych i de facto powstania
"Solidarności". Niestety nasze przemyślenia w ocenie sukcesów i porażek, a
przede wszystkim dziedzictwa powstałego wtedy ruchu społecznego są mało
optymistyczne. Czy mógł on mieć narodowy charakter, jeżeli dopuścił do
rozkradzenia i zniszczenia polskiego potencjału przemysłowo-kapitałowego? Czemu
z jego szeregów wyroiła się szemrana kasta politykierów o zdradzieckiej i
kosmopolitycznej mentalności?
"Solidarność" w sferze ideowej była skazana na porażkę, ponieważ jej struktury
przywódczo-doradcze opanowali czynni i zakamuflowani członkowie tzw. Komitetu
Obrony Robotników(KOR), przed czym ostrzegał Polaków jeszcze w sierpniu 1980
roku w Częstochowie( kiedy wszystko się zaczynało) Prymas Tysiąclecia, Stefan
Kardynał Wyszyński. Niestety, siły patriotyczno-narodowe - najbardziej
prześladowane w epoce komunizmu z podkreśleniem stalinizmu i nie posiadające
przez to szerokiej bazy intelektualnej w kraju, jak i układów na Zachodzie nie
potrafiły uczynić z "Solidarności" fundamentu odrodzenia narodowego, pozostając
na marginesie głównego nurtu polityczno-społecznego Związku.
Zwyciężał w nim KOR-owski duch trockizmu, filosemityzmu, pseudokatolickiego
modernizmu, antynacjonalizmu, chaotycznego anarchizmu i reformowania
socjalizmu - główna pasja kolejnych pokoleń rewizjonistów z PZPR. Cały świat
usłyszał o Bronisławie Geremku, Tadeuszu Mazowieckim, Adamie Michniku, Jacku
Kuroniu, Sewerynie Blumsztajnie, Karolu Modzelewskim, bliźniakach Kaczyńskich i
ich robotniczych marionetkach, o Lechu Wałęsie, Władysławie Frasyniuku,
Zbigniewie Bujaku i Janasie, Janie Rulewskim, Bogdanie Lisie(wymieniam tylko
najbardziej nagłaśnianych przez Radio Wolna Europa i Radio Ameryka doradców i
"trybunów" związkowych). Rachityczne skrzydło narodowe reprezentował w
"Solidarności" Marian Jurczyk, spychany na margines jako antysemita, a dzisiaj
wrobiony po latach we współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, co odebrało mu cześć
i wiarygodność. Być może jest to szyta grubymi nićmi prowokacja tajnych służb i
KOR-owców, żeby skompromitować jedynego byłego przywódcę historycznej "S" o
nacjonalistycznych poglądach.
Trockistowsko-kosmopolityczny przekrój "Solidarności" umocnił się w stanie
wojennym, gdy Wałęsa z doradcami wykosił swych bardziej propolskich
współpracowników, co przyniosło w efekcie zawarcie porozumienia z
kapitalistyczno-antypolską frakcją PZPR przy Okrągłym Stole. I trudno się
dziwić, że tego typu towarzystwo musiało znieść unicestwić polską gospodarkę,
rozprzedać rodzime banki, zmarnować narodową dynamikę Polaków i tworzyć kolejne
partie w służbie USA, Unii Europejskiej i Izraela. Gdy zadajemy sobie pytanie,
co przyniosła "Solidarność" weźmy pod uwagę, iż CAŁY przedstawiony wyrywkowo
powyżej związkowy i doradczy "gwiazdozbiór", należący do KOR-u, lub z nim
współpracujący, błyszczał później w Unii Demokratycznej/Wolności i jej
klonach(Unia Pracy, Porozumienie Centrum) lub był związany z "Gazetą Wyborczą".
Osobną rolę grał i gra w tej orkiestrze Lech Wałęsa, kreowany przez to
środowisko na malowanego wodza "Solidarności".
Polityczne potomstwo obozu koro-udeków w postaci Donalda Tuska i Platformy
Obywatelskiej, trzyma się bezwzględnie politycznej linii UD-UW, ubierając ją w
znośniejsze dla oka liberalne, a nie otwarcie kosmopolityczno-trockistowskie
szatki, choć w rzeczywistości na to samo wychodzi. Sam nowy związek NSZZ
"Solidarność", nie obronił po 1989r. żadnej polskiej fabryki i żadnego banku.
Wegetuje pożerając składki związkowców, bazując na ostatnich dużych branżach
górniczej i stoczniowej. Pracownik - szczególnie w prywatnym przedsiębiorstwie -
nie ma co liczyć na "S".
Ogólna spuścizna ruchu solidarnościowego prezentuje się ponuro. Zrodziła
aferzystów, zdrajców sprawy narodowej i klasę pazernych na władzę politykierów.
Trudno czuć rocznicowe podniecenie słuchając odgrzewanych hasełek, które hurtowo
wyrzucono na śmietnik, budując Judeo-Polonię dla wybranych i niszcząc z
premedytacją Naród Polski, jego Państwo i potencjał duchowo-materialny.
"Solidarność" to klęska - w krajach byłego bloku komunistycznego nic takiego nie
istniało, zaś nacjonalizm i własność narodowa, ma się tam po stokroć lepiej niż
u nas. Jako radykalni patrioci sądzimy, że KOR, w porozumieniu ze służbami
specjalnymi, zachodnimi lewakami, liberałami, zjudaizowanymi chadekami i
syjonistami, powołał "Solidarność" w efekcie erozji systemu
socjal-kosmopolitycznego, aby zachować władzę nad Polakami i Polską. Nie mamy
czego świętować! Te wypełnione goryczą słowa, nie dotyczą tysięcy zwykłych
aktywistów "Solidarności" i milionów jej członków, którzy w dobrej wierze
walczyli w szeregach tego Związku o dobro i godność Ojczyzny, oraz o człowieka
pracy, płacąc za to dotkliwymi represjami, a nawet śmiercią. Oni padli ofiarą
spisku KOR-owców i żyją teraz w biedzie i zapomnieniu. Wam, drodzy rodacy,
należy się wdzięczność wymienionych i niewymienionych w tym artykule zaprzańców
i oszustów.
ROBERT LARKOWSKI
boukun