Najgłupsza antyrosyjska propaganda, powinna dać sobie spokój z budowaniem
kolejnego wcielenia stracha w postaci imperialistycznej Rosji, która napadła tym
razem na miłującą pokój Gruzję. Prawda jest przeraźliwie jasna, bo to gruzińskie
oddziały rozpoczęły krwawą agresję na Osetię Południową, zrywając rozejm i
perfidnie wykorzystując fakt, że właśnie zaczęła się Olimpiada w Pekinie, Putin
jest daleko, Rosja pewnie nie zdąży podciągnąć wojsk i nieliczni Osetyjczycy
łatwo ulegną terrorystycznemu ostrzałowi artylerii i natarciu doborowej 1
Dywizji Zmechanizowanej, jedynej wartościowej uderzeniowo jednostce gruzińskiej,
szkolonej i ekwipowanej m.in. przez Amerykanów, Ukraińców i Żydów z Izraela.
Izrael to zresztą wypróbowany przyjaciel Tbilisi, przebywa tam wielu żydowskich
instruktorów wojskowych i cywilnych inżynierów, popularne samoloty bezzałogowe
Gruzja sprowadza właśnie z Tel Awiwu. Nie do końca sprawdzone informacje podają
o obecności oficerów izraelskich na gruzińskich pozycjach przed atakiem na
Osetię Płd. Czyżby przekazywanie doświadczeń jak obracać miasta w perzynę na
wzór Bejrutu, gdy armia żydowska dokonała inwazji na Liban?
Prezydent Micheil Saakaszwili nie ma łatwej sytuacji wewnętrznej, spacyfikowana
przez tamtejsze ZOMO opozycja go nie znosi za dyktatorskie zapędy, w kraju
panuje bieda, chaos i marne nastroje społeczne, na co najlepszym lekarstwem
byłaby zwycięska wojna błyskawiczna i przyłączenie do Gruzji zbuntowanej
prowincji Osetii Południowej. Cały naród zapomniałby prezydentowi liczne
grzechy. Dodatkowo podniecany optymistycznymi raportami CIA o słabości Rosjan w
tym rejonie, Saakaszwili (Amerykanie w rzeczywistości, chcieli rękami Gruzinów
przetestować stopień rosyjskiej determinacji militarnej i politycznej na
Zakaukaziu) - pewny moralnego i wojskowego (zupełna paranoja!) wsparcia USA i
NATO - zdecydował się na spektakularny atak w środku nocy z użyciem rakiet
ziemia-ziemia i ciężkich dział, a następnie marsz w głąb Osetii wspomnianej 1
Dywizji.
Przyniosło to 1400-2000 ofiar wśród cywilnych Osetyjczyków, głównie mieszkańców
stolicy separatystycznej republiki Cchinwali i pobliskich wiosek; zginęli także
rosyjscy żołnierze misji stabilizacyjnej z mandatu OBWE. Obywatele Osetii Płd.
opowiadali rosyjskim mediom elektronicznym i osobiście przybyłemu tam
Władimirowi Putinowi o gruzińskich zbrodniach: rozjeżdżaniu starszych ludzi z
dziećmi czołgami i wozami pancernymi, rzucaniu granatów do piwnic z cywilną
ludnością i ich podpalaniu (potwierdził to częściowo na swym blogu Mateusz
Piskorski-znany teoretyk myśli eurazjatyckiej, podróżujący po Kaukazie),
podrzynaniu gardeł niemowlakom - mówiła o tym młoda kobieta, czy ostrzeliwaniu
osiedli mieszkaniowych i szpitali. Miasto po gruzińskiej ofensywie jest
kompletnie zniszczone. Relacje osetyjskich cywilów były objęte embargiem w
polskojęzycznych środkach masowego przekazu, całkowicie antyrosyjskich i
stojących po gruzińskiej (amerykańsko-syjonistycznej?) stronie.
Nie pokazano ani jednego (!) przekazu TVP, TVN i Polsatu z zaatakowanej przez
Gruzinów Cchinwali i szerzej Osetii Południowej. Mistrzem kłamliwej manipulacji
stał się nie kryjący obrzydzenia do Rosjan red. Jacek Pałasiński z TVN 24. Każdą
gruzińską plotę, przedstawiał jako prawdę objawioną - np. marsz Rosjan na
Tbilisi i zajęcie Gori. Przeciwko Rosji judził też perfidnie znany Żyd Jerzy
Pomianowski, redagujący liberalny, rosyjskojęzyczny miesięcznik "Nowaja Polsza".
Straszni bracia w swej masie, jak zwykle szczuli Słowian na Słowian.
Osetyjczycy i Gruzini to narody żyjące w nienawiści, opisywane wyżej gruzińskie
okrucieństwa mogły mieć miejsce, ma to ustalić specjalna komisja, co obiecał
prezydent Dmitrij Miedwiediew i premier Władimir Putin. Prezydenckie lica
Saakaszwiliego emanowały triumfem, bo pierwsze godziny blitzkriegu przebiegały
pomyślnie. Sukcesy skończyły się bardzo szybko, ponieważ do akcji błyskawicznie
wkroczyły jednostki 58. Armii Federacji Rosyjskiej, dwa pułki komandosów
Specnazu, lotnictwo i praktycznie w kilkadziesiąt godzin oczyszczono z wojsk
gruzińskich Osetię Południową, których wycofywanie przed Rosjanami zamieniło się
w bezwładną ucieczkę. Rosyjskie lotnictwo i komandosi, zaatakowali kilka miast,
baz wojskowych, lotnisk i zakładów zbrojeniowych na terytorium Gruzji właściwej,
mobilizację i stan wojenny ogłosiła druga zbuntowana przeciwko Tbilisi
prowincja, liczniejsza od Osetii Południowej, Abchazja, gdzie według niektórych
komentarzy, Rosja miała zamiar otworzyć drugi front gruziński.
Jednak Abchazom zależy na odbiciu Wąwozu Kodorskiego i na tym tle toczyły się w
tym rejonie walki, zakończone zresztą powodzeniem. Rozeszły się pogłoski o
planowanym natarciu Rosjan na stolicę Gruzji, zaś kluczowe miasto strategiczne
Gori, gdzie urodził się zresztą Stalin (jego zdobycie dzieli praktycznie kraj na
pół), przeżyło kilka ograniczonych nalotów rosyjskiego lotnictwa. Natężenie
rosyjskich ataków poza Osetią Południową zostało przez gruzińską i
polskojęzyczną propagandę mocno przesadzone. Wystraszony Saakaszwili zawiesił
walki i zwrócił się do drugiej strony z propozycją rozejmu i rozmów, lecz Moskwa
nie uważa go już za partnera do dialogu za awanturnictwo polityczne,
destabilizację Kaukazu, nieuleczalną antyrosyjskość i domniemane zbrodnie
wojenne.
Jest prawie pewne, że Rosja dążyć będzie do ustąpienia Saakaszwiliego, lecz
raczej w pokojowy sposób i nawiązania dialogu z umiarkowanymi przedstawicielami
gruzińskiej opozycji. Dlatego trudno uwierzyć w rosyjską chęć podbijania
Gruzji - co bardziej wiarygodne, po wyparciu wojsk gruzińskich z Osetii
Południowej, mieliśmy do czynienia z kontrolowanym naciskiem militarnym w celu
zmiany reżimu Saakaszwiliego. Obecny gruziński prezydent wpakował swój naród w
bagno, nie mając żadnych kart przetargowych w konflikcie z sąsiadującym
mocarstwem. Waszyngton - główny sojusznik Tbilisi - nie robił nic poza
werbalnymi protestami przeciwko naruszaniu integralności i niepodległości
Gruzji, podobnie jak Unia Europejska, której flagami Saakaszwili wyraźnie lubi
się obwieszać. Ocenę kompetencji gruzińskiego prezydenta w powyższej,
dramatycznej sytuacji zawarł opozycjonista Georgij Chaindrawa: "Saakaszwili jest
idiotą. I przestępcą (...) to awanturnik i szantażysta". Chaindrawa widzi w
posunięciach szefa Gruzji kompletną nieodpowiedzialność, kompromitujący brak
daru przewidywania "o dwa kroki naprzód" i próbę jednoczenia Gruzinów poprzez
wojnę z Rosją (pośrednio z Osetią Południową), co ma krótkie nogi, bo taki
konflikt jest nie do wygrania. Gruziński opozycjonista demaskuje dyktatorskie
zapędy prezydenta, sfałszowanie wyborów, brak wolnej prasy w kraju, niemożność
otwartego dyskursu społecznego i daje prztyczka w nos głównemu lokatorowi Pałacu
Prezydenckiego w Warszawie: "Wasz prezydent także jest odpowiedzialny za to, co
dzieje się dziś w Gruzji. On musi widzieć, że należy poprzeć kraj i naród, a nie
reżim". Nic dodać, nic ująć.
Nie zaskoczyło Polaków psychopatyczne wprost w swej rusofobii stanowisko
prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zagroził Rosji nieomal wojną w towarzystwie
równie "potężnych" państw Litwy, Łotwy i Estonii (następnie dołączyła do tego
koncertu ratlerków Ukraina), wspólnie nazywając Moskwę brutalnym agresorem i
wybierając się gromadną wycieczką do Tbilisi w celu wsparcia Saakaszwiliego. Tam
znowu prezydent RP popisywał się fanatyczną antyrosyjskością. Wyraźnie widać,
iż L. Kaczyński nie ma zamiaru wspierać niezależnych gruzińskich polityków - z
prześladowaną opozycją na czele - to Saakaszwili jest dla niego idolem i
wyłącznym reprezentantem Gruzinów. Indywidualnie polski prezydent wieszczył, że
imperializm rosyjski po skonsumowaniu Gruzji, pożre Ukrainę i Polskę. Stwierdził
też, iż w zaistniałej sytuacji postawienie tarczy antyrakietowej jest
koniecznością, czym zdemaskował jej nie wymierzone w Iran, lecz antyrosyjskie
przeznaczenie bojowe.
Cholera wie, może opisywana awantura była, obok innych podtekstów, spiskiem
prezydentów USA, RP i Gruzji w celu wciśnięcia Polakom nikomu nie potrzebnej
tarczy? Kaczyński, z braku partnerów w Europie, jest czołowym na świecie
mentorem i sympatykiem Saakaszwiliego, biorąc współodpowiedzialność za
uderzające w interes narodu gruzińskiego i istnienie samej Gruzji jego
nieodpowiedzialne, cyniczne i awanturnicze działania. Kaczyński wciąga w swoje
znajomości Polskę i antagonizuje ją coraz bardziej z Moskwą. Polskojęzyczne
media trąbią o strategicznym sojuszu polsko-gruzińskim. Jaki to sojusz? Tysiące
kilometrów odległości, szczątkowe kontakty, minimalna wymiana handlowa,
księżycowe projekty ropo-gazociągu i pokryte staroświecką patyną sentymenty. PiS
i PO lamentują nad losem napadniętych (?) przez Rosję Gruzinów, ale nie
wspominają, iż tą wojenkę zaczął Saakaszwili i ma na sumieniu setki-tysiące
Osetyjczyków. Mieszkańcy Osetii Południowej, to w większości obywatele Rosji, a
więc kto miał stanąć w ich obronie, kiedy byli miażdżeni artylerią i czołgami?
Federacja Rosyjska zachowała się godnie i nie pozwoliła na niewykluczone dalsze
zabijanie i wyrzucanie Osetyjczyków z ich domów.
Przed armią gruzińską uciekło ich 30 tysięcy, chyba nie z wiary w humanitaryzm
gruzińskich sił zbrojnych? Trzeba sobie uzmysłowić - czego nie rozumie POPiS -
że oprócz imperializmów wielkich są imperializmy małe. Na przestrzeni wieków
Osetia i Abchazja zachowywały niezależność, również jako księstwa i królestwa,
broniąc się przed przyłączeniem do Gruzji i wybierając na opiekuna bliższą sobie
kulturowo i etnicznie Rosję. Gruzja - także w czasach bycia republiką sowiecką -
zawsze dążyła do wchłonięcia siłą obu narodów, które żyją od długich setek lat
na własnej ziemi, co odróżnia je na przykład od Albańczyków z Kosowa, gdzie ci
zaczęli się osiedlać po wypędzeniu stamtąd rdzennych Serbów w wyniku
terytorialnego parcia Imperium Tureckiego.
Pozwolenie Osetii i Abchazji na samodzielną egzystencję w ramach niepodległych
państw, autonomicznej części Rosji lub Gruzji (ten ostatni scenariusz jest
najmniej prawdopodobny - Osetia Południowa dąży do zjednoczenia z rodakami z
Osetii Północnej w granicach Federacji Rosyjskiej, zaś Abchazja nie chce słyszeć
o podleganiu Tbilisi), to ostateczna desowietyzacja Kaukazu i przywrócenie
wolności ludom i narodom, które nie chcą funkcjonować w granicach byłych
republik związkowych ZSRR.
W tym miejscu należy przypomnieć Kosowo, które zrabowano Serbii i obdarzono
niepodległością wbrew wszelkim prawom i umowom międzynarodowym, bo Stanom
Zjednoczonym i kliku państwom Unii się tak zachciało. POPiS był w niechlubnej
czołówce zaborców i niech teraz nie leje krokodylich łez nad "naruszaniem"
integralności Gruzji. Stworzono precedens i cała konstrukcja powojennego status
quo się sypie. I zawsze bywa tak, że tam, gdzie amerykańsko-syjonistyczny biznes
sobie tego życzy, powstaje jakieś Kosowo ewentualnie proamerykańska Gruzja, zaś
w wypadku naruszenia strefy interesów Rosji, wyciąga się brudny arsenał
dyplomatycznych i propagandowych sztuczek, aby Moskwę maksymalnie oczernić,
pozbawić sojuszników i otoczyć marionetkowymi kraikami, utrzymywanymi dzięki
obsłudze baz US Army.
Rosja ma prawo na to nie pozwolić. Trzeba być gówniarzem z piaskownicy, żeby
wciągać Polskę w amerykańsko-syjonistyczne gierki. Demonstracje przeciwko
"agresji" na Gruzję przed rosyjską ambasadą w Warszawie, zgromadziły
kilkanaście-kilkadziesiąt osób - działaczy PiS (co ciekawe), młodzieżówkę UPR
Korwina-Mikke "Koliber" i syjonistycznych piłsudczyków z klubu wielbicieli
"Gazety Polskiej". Oto pokaz siły zwolenników chorych, antyrosyjskich poglądów
prezydenta Kaczyńskiego i POPiS-owców. Polacy mają dosyć pakowania pogrążonej w
kryzysie i bezhołowiu ojczyzny w każdą awanturę, która służy budowaniu potęgi
Ameryki i Izraela. Obdarzyliście "niepodległością" utrzymywane z bandytyzmu i
terroryzmu Albańczyków serbskie Kosowo, a teraz szczekacie na rosyjską
"agresję" w obronie Osetii Południowej, zaatakowanej przez waszego kolegę
Saakaszwiliego? Trzeba być bezczelnym łajdakiem moralnym albo durniem z defektem
mózgu, żeby kierować się tak pokrętną logiką.
Gruzja pozostaje w naszych sercach w sferze sentymentalnego obrazu, który
darzymy sympatią, ale nie wiemy o nim zbyt wiele na tle skomplikowanych i
wielowiekowych konfliktów kaukaskich. Jako narodowcy ubolewamy, iż rządzeni
niepoczytalną ręką Gruzini muszą sami płacić za nie swoje rachunki wystawiane
na Wall Street. Życzymy im pokoju i pozbycia się watażków z przerośniętym ego,
zrzuconych z USA na spadochronie, aby mącić i mieszać w diabelskim tyglu
narodowych niechęci i nienawiści. Gdyby nie rosyjski pretekst, to znaleźli by
inny do podpalania kaukaskiego kotła. U nas jest nieco podobnie, siłom
rządzącym i tzw. opozycyjnym bardziej zależy na Amerykanach, Żydach, Ukraińcach
z UPA, Litwinach i diabli wiedzą kim jeszcze, niż na własnych rodakach, o ile ci
poprzetykani przodkami w jarmułkach politykierzy, są w ogóle naszymi rodakami.
Rosja - ustami prezydenta Miedwiediewa - ogłosiła zawieszenie działań zbrojnych
w Gruzji, wykluczając na razie podpisanie z nią rozejmu. Moskwa uznała, że
Osetia Południowa jest bezpieczna, a "operacja przymuszania Gruzinów do pokoju"
zakończyła się sukcesem. Miedwiediew zastrzegł, że działania mogą być
natychmiast wznowione, kiedy Tbilisi podejmie akcję w stylu ostrzału Osetii
Południowej. Stąd Rosja domaga się demilitaryzacji obszarów, z których artyleria
gruzińska nękała Cchinwali i pomniejsze miejscowości (stacjonowała ona m.in. w
okolicach Gori). Czyli na dzisiaj - 12 sierpnia - Rosjanie wstrzymali ten
konflikt na własnych warunkach, a co będzie dalej, trudno powiedzieć. Reżim
Saakaszwiliego nadal ma rosyjski pistolet przy głowie i szanse 50-50 na
zachowanie władzy, jeżeli naród zechce go rozliczyć za polityczną nieudolność.
Saakaszwili utracił de facto Osetię Płd. i Abchazję, doprowadził do rozbicia
armii, częściowej okupacji kraju oraz pewnie na długie lata zamknął przed Gruzją
drzwi do NATO i UE. Jego pozycja jest o tyle silna, że w Gruzji nie ma wolnych
mediów - prawie wszystkie służą prezydentowi - które przedstawią osetyjską
awanturę jako epokowe zwycięstwo przywódcy państwa. Utwierdzą go w tym fałszywym
przekonaniu sympatycy w rodzaju Lecha Kaczyńskiego, co będzie nieszczęściem dla
Gruzji i Gruzinów. Przegrały również USA i UE, bo Federacja Rosyjska pokazała
kły niedźwiedzia, zdolnego nie tylko do zakręcania kurka z gazem, ale mocnego
uderzenia przeciwnika za pomocą militarnej pięści, co Zachód przestał już brać
pod uwagę i przeżył na gruzińskim przykładzie duży szok.
ROBERT LARKOWSKI