# O tym, dlaczego Lech i Jarosław to psychopaci, o nauczaniu Leppera
mówienia prawdy i o wydmuszce Kazimierzu Marcinkiewiczu opowiada Piotr
Tymochowicz.
Na przykład mówiąc, że premier to psychopatyczny agresor?
To jest niezwykle zabawne. Od 24 lat zajmuję się diagnozowaniem różnych
postaci. Ja nikogo nie chcę obrażać i szastać epitetami. Moje opinie –
także ta o psychopatycznym agresorze – wynikają z analizy, którą
wykonuję w oparciu o mój zawód, który opiera się na błyskawicznym
diagnozowaniu ludzi. Kogo jak kogo, ale liderów PiS-u dość dobrze już
znamy. Przypuśćmy, że nie mówimy o liderach największej partii, a
zwykłych ludziach chcących się zatrudnić w jakiejś firmie. Ani
Jarosława, ani Lecha jako psychopatów w firmie bym nie zatrudnił, nawet
przy czyszczeniu butów. Jeżeli prezes koncernu zgłosiłby postulat
zatrudnienia przy taśmie jednego z tych panów, to bym wiedział, że ta
taśma jeszcze tego samego dnia przestanie pracować. Ja bym przed tym
przestrzegał, ale cóż znaczy zdanie Tymochowicza manipulatora i cynika.
No taką mam opinię, ale szkoda, że ludzie nie posłuchali Lecha Wałęsy,
który przestrzegał, że będziemy obserwować niekończący się spektakl
mieszanki paranoi z psychopatią. Dla mnie zabawne jest to, że wszyscy o
tym wiedzą, mówią w zaciszu domowym, a udają, że moje słowa są ostre i
nikt się ich nie podziewał. Przecież nawet średnio inteligentny człowiek
patrząc na tych panów, nie powie, że są normalni.
Ale jakieś zmiany wizerunku u premiera można chyba zauważyć. Trochę nad
sobÄ… pracuje.
No tak, przy chłodnej analizie nie można się kierować emocjami. Jednak
na ogół, to były zmiany sztuczne i krótkotrwałe. Pojawił się lepszy
garnitur, ale sposób noszenia tego lepszego garnituru był równie
szambiarski. Owszem, dał się łaskawie namówić na zmianę stroju, ale
wewnątrz pozostał wciąż takim samym ignorantem w stosunku choćby do
pielęgniarek czy swoich wyborców, jak był na początku. To jest mania
wielkości charakterystyczna szczególnie dla karłowatych postaci.
A prezydent, lepiej się prezentuje? Okrzepł trochę, nabrał doświadczenia?
Jakby to powiedzieć... cóż, chyba nikogo nie zaskoczę, jak powiem, że
prezydent niewiele się różni od premiera. Zarówno wyglądem jak i
sposobem bycia. Jak Kubą Rozpruwaczem miał być Jarosław, a strażakiem,
który gasi pożary, miał być Lech, to była prosta retoryka zaproponowana
przez Michała Kamińskiego. Taktyka nie udała się. Prezydent w roli
dbającego o porozumienia, dialog, koalicję, funkcjonuje jak ociężały
umysłowo. Z powodów pewnie impotencji umysłowej. Choć wizerunkowo była
to dobrze zdefiniowana rola. Prezydent powinien być kimś kto łączy,
rozwiÄ…zuje spory, a nie jeszcze je zaognia. No, ale skoro prezydentowi
nie przeszkadza mieszanie z błotem własnej żony, to marny z niego mężczyzna.
To może choć prezydentowa zasługuje na ciepłe słowo.
Może to dziwnie zabrzmi, ale mam większy szacunek dla pani
prezydentowej, niż do pana prezydenta czy jego brata. Wydaje mi się, ze
to po prostu dobra kobieta jest. I mówię to zupełnie bez żadnych gier i
zupełnie szczerze. Generalnie chce dobrze, ale niezbyt komfortowo czuje
się w roli w jakiej występuje, ale się stara. Zła prasa na temat jej
wyglądu, nie ułatwia jej roboty i skłania do pewnego współczucia.
Instynktownie chciałoby się pomóc jej, a nie innym członkom jej rodziny.
I z wizażystami coraz lepiej się rozumie...
Tak, to jest taktyka zachowywania siÄ™ bez zarzutu. I jej siÄ™ to udaje.
Co można by jeszcze poprawić w wizerunku pary prezydenckiej?
Najpierw trzeba posłać prezydenta na leczenie. On jest w głębokiej
depresji. Mam nadzieję, że jakichś tajemnic lekarskich nie zdradzam.
Obserwuję, że u prezydenta występuje - nazywana w psychiatrii – depresja
jednobiegunowa. Prezydent jest w permanentnej depresji. Im częściej ma
gdzieś występować lub jechać, tym bardziej jest załamany, a do tego
dochodzą jeszcze kłopoty żołądkowe jako skutek. Niedobrze jeśli
psychofizyczne ułomności wpływają na politykę państwa.
Już kiedyś zdiagnozował Pan u Kaczyńskich tzw. syndrom Napoleona.
Tak, to jest nieprzytomna mania wielkości. Jest to antidotum na potworne
kompleksy wyniesione jeszcze z dzieciństwa. W najłagodniejszej formie
psychologicznej można to nazwać syndromem Napoleona. Choć tu mam pewne
wątpliwości. Bo jak porównywać obu braci do Napoleona. To tak jakby
zestawić Shreka z Apollo. #
Ze strony:
http://www.pardon.pl/artykul/2250/tymochowicz_prezydenta_trzeba_poslac_na_leczen...