Pisaliśmy niedawno, że pornografia made in Poland podbija świat. Świat może tak,
ale w Polsce zainteresowanie porno... maleje z roku na rok. W wyniku... rosnącej
bezpruderyjności społeczeństwa.
Jak mówią specjaliści, popularność pornografii zawsze jest funkcją represyjności
seksualno-obyczajowej, jaka panuje w konkretnej cywilizacji. Według danych
"Przeglądu", w roku 2006 największe zyski branża porno generowała w Chinach (27
mld dolarów), Korei Południowej (26), Japonii (20) oraz... USA (13). O ile
pamięta się, jak religijne i pruderyjne jest społeczeństwo amerykańskie, można
zrozumieć, dlaczego przemysł porno ma się tam tak znakomicie.
Kolejna na liście jest Australia, z przychodami na poziomie... tylko 2 mld
dolarów. Do "wielkiej piątki" zgorszenia bardzo jej daleko. Natomiast lista
krajów o największej liczbie stron porno odzwierciedla nie tylko "zepsucie", ale
i możliwości technologiczne. Jednak i tu królują USA: ponad 244 miliony stron.
Drugie na liście Niemcy mają ich ledwie... 10 milionów. Polska jest ósma z nieco
ponad milionem witryn - za UK, Australią, Japonią, Holandią i Rosją.
Wcale więc nie jesteśmy wśród liderów. W światowym internecie działa ponad 420
mln stron porno - polski milion raczej więc w tej masie ginie. Choć branża jest
nie do pogardzenia - pomyślmy, że na świecie co sekundę witryny dla dorosłych
odwiedza 28 tys. osób. A ta sekunda to 3 tys. dolarów zysku.
Światowa popularność polskich amatorek jest jednak stwierdzona. Zagadnienie to
specyficzne. Z jednej strony, jak już pisaliśmy, Polki rzeczywiście coraz
chętniej rozbierają się publicznie, fotografują nago i uprawiają seks w dość
ryzykownych odmianach.
Z drugiej jednak oficjalna branża porno, na przykład wielkie wytwórnie w rodzaju
Private czy Vivid, zdominowane są przez aktorki z Czech, Węgier, Rumunii,
Chorwacji, Słowenii i Ukrainy. Nie mamy w chwili obecnej ani jednej polskiej
gwiazdy porno, która kultywowałaby chlubne tradycje niegdysiejszych Teresy
Orlowski czy Danuty Lato.
Po prostu, Polki wolą robić to po cichu i anonimowo. Od ich nagich zdjęć pękają
portale dla amatorów, ale czeskie. Topless opalają się chętnie, ale w Egipcie.
Zaś w porno chętnie występują, ale internetowym. Bo z reguły pochodzą z
prowincji i liczą, poniekąd słusznie, że może nikt się nie dowie.
Zarobki nie są złe - zwłaszcza dla kogoś, kto jako alternatywę ma tylko posadę
kasjerki w Tesco za 850 zł na rękę. W porno tyle zarobi w jeden dzień zdjęciowy,
czyli 10 godzin seksu z panami o wątpliwej atrakcyjności, bo tacy zaludniają
niestety plan polskich filmów dla dorosłych.
Porno to jedyna branża, w której kobiety zarabiają więcej, średnio o jedną
czwartą. Ale za to ich "kariera" jest znacznie krótsza. Panuje bardzo duża
rotacja - podobnie jak na całym świecie. Większość aktorek, które widzimy, zagra
w tylko jednym filmie. Dłużej wytrzyma niewiele.
Polska branża porno miała swoje eldorado w latach 2002-2003. Po tych żniwach nie
ma już jednak śladu. Konsekwentnie spadają nakłady pism z gołymi dziewuszkami.
"CKM" w ciągu roku stracił jedną piątą czytelników - dziś sprzedaje 75 tys.
egzemplarzy. "Playboy"w ciągu trzech lat zjechał z 81 tys. do 59. Prof. Marian
Filar, karnista zajmujący się zagadnieniami prawnymi pornografii:
Ten rynek przestał się rozwijać, heroiczny okres minął. Podstawą pornografii
jest pruderia, której ubywa. Z drugiej strony nasz poczciwy pszenno-buraczany
narodek raczej nie chce się gorszyć. Zanika masowa produkcja, zastępuje ją
specjalizacja kierowana do odbiorców o określonych upodobaniach.
Hurraoptymistyczne zapewnienia przedstawicieli rodzimej branży porno o burzliwym
rozwoju trzeba więc przyjmować dość sceptycznie. Rynek porno jest coraz bardziej
niszowy - i tutaj rola naszej produkcji istotnie gwałtownie wzrasta.
Otóż polska produkcja dla dorosłych znakomicie wypełnia niszę "nastolatki". W
USA przepisy wymagają niezwykle surowo ukończonych 18 lat. W Polsce wiele
internetowych "aktorek" ma lat 16, gdyż od tego wieku, za zgodą rodziców, mogą
podpisywać umowę o pracę. Ze zgodą problemów nie ma. Tego zajęcia, podobnie jak
prostytucji, raczej nie uprawia się z dobrego życia. Albo nieokiełznanej
nimfomanii.
Druga dziedzina, w której zaczynamy dominować, to specyficzne produkcje, w
których nie widać twarzy mężczyzn. W Polsce podyktowane jest to raczej unikaniem
prezentowania pięknych, myślących oblicz panów spod znaku granatu i pługa, w
naszym rodzimym porno się produkujących. Ale okazuje się, że na świecie ma to
wymiar fetyszu - oraz rzesze koneserów.
Mianowicie za pomocą jakichś zawiłych mechanizmów psychologicznych oglądacz może
się identyfikować z aktorem, którego twarzy nie widzi. Anonimowość mężczyzny
jest natomiast tym większym poniżeniem kobiety - która twarz pokazuje, więc jest
uległa i podporządkowana - oraz jakby bardziej naga.
Jak się okazuje, w zdominowanej przez agresywny feminizm i kult "silnej
niewiasty" Europie taka archaiczna mizoginia japońskiego typu jest coraz
popularniejsza. Oglądając tego rodzaju porno - w którym kobieta "zna swoje
miejsce" - wystraszeni chłopcy, w jakich zmieniło się ostatnio wielu panów, mogą
do woli odreagowywać urazy z życia biurowego i kompensować lęki o swą zagrożoną
"męskość".
Słowem, siermiężność polskiego porno, tych wszystkich "Bzyku-bzyku na kocyku" i
"Rżnięć w tartaku" okazała się jego atutem. Zblazowany silikonową urodą gwiazd -
i przerażony ich drapieżnością - koneser porno niczym ożywczą bryzę wita
naturalne, świeże i naiwne polskie dziewczątko.
Które rozkłada nogi na ekranie w sposób tak wzruszający, bowiem robi to tylko
hobbystycznie, marzy o księciu z bajki, a po wszystkim pójdzie się wyspowiadać.
Dla coraz bardziej lubieżnego i wyrafinowanego odbiorcy pornografii jest to
widok wywołujący nieokiełznany ślinotok.
Magda Hartman
http://www.pardon.pl/artykul/6164/polakom_znudzilo_sie_porno_ale_produkcja_rosni...
Dobre porno nigdy nie jest złe.
boukun