Nasze nieszczęście polega na tym, że po 1918 r. Polska została
zdominowana przez dawny zabór rosyjski. Królestwo Kongresowe - ze
stolicą w Warszawie - przez 124 lata było elementem systemu, który
zaczął przybierać cywilizowane formy dopiero w ostatnich
dziesięcioleciach XIX w. Dopiero wtedy w Rosji zaczęły działać
instytucje przestrzegające prawa. Wcześniej biurokracja carska była
systemem zorganizowanego żerowania na ludności.
Niestety, właśnie tę tradycję Polska odziedziczyła.
- Zarówno większość urzędników, jak i mentalność ludzi, którzy tym
krajem naprawdę rządzili w okresie międzywojennym, wywodziły się z
zaboru rosyjskiego. Dmowski i Piłsudski - dwaj najwybitniejsi polscy
politycy lat międzywojennych - mieli ze sobą tyle wspólnego, że obaj
wywodzili siÄ™ z zaboru rosyjskiego.
Wpływ sowiecki w PRL przedłużał carskie tradycje - głównie te złe. W
czasach Stalina urzędnicy byli osobiście uczciwi, bo inaczej mogli
dostać w czapę. Ale system jako całość występował wobec obywateli w
roli narzędzia terroru. Dopiero po śmierci Stalina administracja
zaczęła się powoli cywilizować.
Bardzo przykro mi to powiedzieć, ale jednym z istotnych hamulców na
naszej cywilizacyjnej drodze jest Kościół katolicki. Protestantyzm
umiał wytworzyć poczucie czegoś, co się po angielsku nazywa "community
responsibility" - odpowiedzialności za wspólnotę. Tam nie ma księdza
dobrodzieja, który pasie swoje owieczki. Pastor to urzędnik powoływany
przez wspólnotę i przed nią odpowiedzialny.
Kościół - najpotężniejsza instytucja wychowawcza działająca w Polsce -
nie kształtuje takich postaw. Nie traktuje ludzi jako dorosłych, ale
jak dzieci. Bardzo rzadko kształci do działania na rzecz zbiorowości i
rzadko naprawdę uczy, że człowiek bogaty ma obowiązki wobec
pozostałych, a nie tylko wobec parafii.
http://www.gazetawyborcza.pl/1,82709,4679384.html?as=3&ias=3&startsz=x