z
http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200834&nr=14
Szukając szczęścia za granicą, można natknąć się na konfrontację, o jakiej
wielu naszym młodym imigrantom nawet się nie śniło.
Ostatnio na fali wzrastającej niechęci wobec Polaków ukazał się w angielskim
dzienniku "The Times" tekst Gilesa Corena, który stwierdził m.in., że kiedy
patrzy na falę imigracji Polaków w Wielkiej Brytanii, ma mieszane uczucia.
Przypomina mu się, jak jego żydowska rodzina musiała uciekać z Polski.
Wszystko przez "Polaków, którzy dla rozrywki otaczali w Wielkanoc synagogi,
a potem podpalali zamkniętych w nich Żydów".
Coren dodał, że Polska nigdy nie rozliczyła się ze swojego antysemityzmu.
Ani przed sobą, ani przed Żydami.
Przeciw tym stwierdzeniom zaprotestowała ambasador RP w Wielkiej Brytanii
Barbara Tuge-Erecińska, uważając je za "niesprawiedliwe, nierzetelne,
wynikające z niewiedzy i uprzedzeń wobec Polaków oskarżanych o antysemityzm".
W odpowiedzi na to w liście do "Timesa" baronesa Ruth Deetch, członek rady
zarządzającej BBC, działaczka żydowska na Wyspach, oskarżyła polski rząd, że
nie wywiązuje się z obietnic wypłaty odszkodowań Żydom, którzy stracili
mienie w czasie wojny światowej.
Według Deetch, polski rząd powinien powołać komisję ds. roszczeń do dawnego
mienia żydowskiego w Polsce (przypomnę, że Żydzi domagają się 67 miliardów
dolarów odszkodowań za mienie pozostawione w Polsce).
To nie koniec antypolskich publikacji w "Timesie". W numerze z 2 sierpnia
br. redakcja zamieściła list Martina D. Sterna z Salford, który twierdzi, że
Niemcy umieścili obozy koncentracyjne w Polsce i innych krajach Europy
Wschodniej, a nie na Zachodzie, dlatego że byli świadomi niechęci miejscowej
ludności do żydowskich współmieszkańców.
Podobne treści, mówiące już wprost o "polskich obozach koncentracyjnych",
pojawiają się dość często w prasie światowej, a tacy ludzie, jak Martin D.
Stern plotą różne głupstwa i kłamstwa.
- Pytanie jednak: czemu ma to służyć?
Przecież to Polacy mają najwięcej drzewek pamięci w Instytucie Yad Vashem,
to Polska była jedynym krajem w okupowanej Europie, w którym za pomoc
ludności żydowskiej groziła kara śmierci!
A co do odszkodowań, to baronesa Ruth Deetch, a także inni liderzy
żydowskich organizacji, głównie w USA, domagający się od Polski odszkodowań,
doskonale wiedzą, że nasz kraj stał się w 1939 r. obiektem zbrojnej agresji
ze strony Niemiec i Rosji Sowieckiej.
Dokonujące się wówczas przekształcenia własnościowe nie mogą więc obciążać
ani moralnie, ani materialnie państwa polskiego.
Jeśli już, to na gruncie prawa międzynarodowego prawnymi następcami Rzeszy
Niemieckiej i Związku Radzieckiego są Niemcy i Rosja, dlatego do tych krajów
należy zwrócić się o odszkodowania.
Zadziwia jednak, że ostatnio do upokarzania naszego kraju na arenie
międzynarodowej dołączył Kongres USA, uchwalając rezolucję w sprawie zwrotu
majątków żydowskich rzekomo zagrabionych przez Polskę.
Zapewne ta deklaracja Kongresu jest tylko przedwyborczym chwytem potężnego
lobby żydowskiego w USA, pragnącego rozbić i zmarginalizować Polonię w
wyborach prezydenckich, dlaczego jednak nie usłyszałem jakiegoś protestu
polskiego rządu na te nieuzasadnione żądania?
W Ameryce przeciw tej rezolucji protestował, o ile wiem, jedynie USOPAŁ.
U nas nieśmiało odezwał się tylko klub parlamentarny PSL, proponując w
rewanżu wystąpienie do USA o odszkodowania za niewyobrażalne straty, jakie
przyniosła Polakom Jałta.
Pisząc o oskarżeniach Polaków o antysemityzm czy nazizm, mam wrażenie, że
sami przyczyniamy się do rozpowszechniania tego zarzutu.
Na wielu pamiątkowych tablicach w Warszawie znajdują się np. napisy, że w
tym miejscu faszyści albo naziści rozstrzelali Polaków albo Żydów.
Amerykańscy turyści pytają: "A kim byli ci faszyści lub naziści?".
Na to pytanie muszą sobie sami odpowiedzieć.
I odpowiadają, że zapewne faszystami byli tzw. źli Polacy.
Czy nie należałoby na tych tablicach napisać dokładniej, że sprawcami mordów
byli Niemcy lub Rosjanie?
Dlaczego nikt do dzisiaj nie pomyślał o wymianie starych, PRL-owskich tablic
na nowe, kilkujęzyczne?
Przecież faszyści, naziści, a także komuniści nie byli przybyszami z
kosmosu.
Oni mieli swoją narodowość, to byli Niemcy albo Rosjanie, ale także i polscy
komuniści.
Właśnie dlatego powinno się pisać i mówić o tym bardzo dokładnie.
A swoją drogą, to współczuję wielu młodym Polakom, którzy wyjeżdżając z
kraju, napotykają upokorzenia, są oskarżani czy to o antysemityzm, czy
faszyzm.
Cóż, emigracja zawsze prowadzi do pewnej konfrontacji historycznej, do
weryfikacji postaw.
Emigrując, trafia się często do środowiska o zróżnicowanych poglądach, jest
to bardzo często czas próby.
Dlatego tak ważne jest doświadczenie wyniesione z domu rodzinnego, z
polskiej szkoły, ważna jest wiedza historyczna, a także wszystkie te
składniki osobowości, które dają mocne poczucie przynależności do wspólnoty
określanej mianem "naród".
To poczucie narodowe jest powszechne i silne u Polaków.
Dlatego na pytania o jakiekolwiek nasze historyczne winy należy odpowiadać,
że Polska przez stulecia była "krajem bez stosów", do którego ściągały
wszelkie grupy narodowościowe uciekające z innych zakątków Europy przed
prześladowaniami etnicznymi bądź religijnymi, zaś ludność żydowska, którą
dziś przedstawia się jako tak bardzo prześladowaną nad Wisłą, cieszyła się
przywilejami, niemającymi odpowiednika w innych państwach.
Prawdą jest, że obecnie pod rządami Platformy Obywatelskiej żądania
odszkodowań od Polski mogą przybierać na sile (premier Tusk, będąc w
Izraelu, zobowiązał się do szybkiego uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej).
Nie dziwią więc bezprawne działania takie jak - z jednej strony - baronesy
Deetch, a z drugiej - środowisk niemieckich - Eriki Steinbach.
Niestety, sami musimy przekonać świat, że nie jesteśmy antysemitami,
nazistami, faszystami, ani też wielbłądami!
Czesław Ryszka