Sezon ogórkowy w polityce przerwał dość brutalnie szef Polskiego Stronnictwa
Ludowego Waldemar Pawlak, który ze swą zimną miną terminatora dał gawiedzi do
zrozumienia, że praktyki nepotyzmu są jak najbardziej usprawiedliwione, ponieważ
nie można dyskryminować w zatrudnianiu rodziny i znajomych, gdy przy władzy mają
inną swoją rodzinę i znajomych. Ujął to zresztą bardziej poetycko: "Największą
nagrodą dla rodziców jest, gdy dzieci podejmują ich dzieło i twórczo je
rozwijają". Zafałszowane już w chwili ponownego powstawania PSL - nie jest to
żaden następca mikołajczykowskiego PSL i ogólnie ponad stuletniego ruchu
ludowców, ale przerobione z komunistycznego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego
siedlisko karierowiczów i obrotowych koalicjantów raz z PZPR, raz z Sojuszem
Lewicy Demokratycznej, raz z Platformą Obywatelską - zawsze odznaczało się na
polskojęzycznej scenie polityki, brakiem jakichkolwiek hamulców, kiedy chodziło
o dorwanie się do żłoba i ustawieniu przy nim dodatkowo bliższych i dalszych
pociotków. Jest to główny powód istnienia "stronnictwa chłopskiego" - od góry do
dołu obstawić Brukselę, Warszawę, województwa, powiaty, gminy i sołectwa braćmi,
siostrami, kuzynami, szwagrami i teściami królika, aby dzięki więzom rodzinnym
PSL po wsze czasy trwał przy władzy i czerpał z tego prywatne profity. Ot,
mentalność małorolnego dorobkiewicza, który traktuje Polskę niczym wielki tort
do pokrojenia na weselu.
Stronnictwo Pawlaka nie stanowi w tym procederze jakiegoÅ› wyjÄ…tku. Demokracja w
Polsce jest kuriozalnym w świecie systemem dziedzicznym. Władzę dziedziczą po
sobie kolejne wcielenia partii o zmieniających się na wzór pór roku nazwach oraz
politycy o tych samych gębach, a po nich ich dzieci i pozostała rodzinka.
Dodatkowo dobrze jest umieścić córunię lub synusia w opiniotwórczych mediach i
polskojęzyczny model nepotycznej demokracji rozwija się aż miło. Mamy do
czynienia - wypisz, wymaluj - ze schyłkowym okresem I Rzeczypospolitej, kiedy
grupa karmazynów i kupa zubożałych szlachetków na ich wikcie, rozwalała na
sejmach i sejmikach każdą próbę reform umierającego państwa, bo groziło to
"despotyzmem" i odebraniem "złotych wolności".
Tzw. demokracja szlachecka wyrodziła się w tkankę rakową prywaty i kompletnego
lekceważenia kroków pro publico bono. Ważne było, że latyfundia rosną (nawet za
pieniądze Prus, Moskwy czy Austrii), pan rządzi na zagrodzie, chłopa trzyma za
mordę i kieszeń szynkarz Żyd, rodzimego mieszczaństwa w kraju nie ma (po co, gdy
karmazynom służą w interesach starsi bracia i Niemcy?), zaś król może sobie
siedzieć na Zamku w Warszawie i pisać konstytucje, które nigdy nie wejdą w
życie, bo do tego była potrzebna silna ręka, monarchia (nie demokracja!)
dziedziczna i duża armia na państwowym żołdzie. Tego wszystkiego zabrakło, za to
szalała demokracja szlachecka i straciliśmy niepodległość bez większego
przejęcia ówczesnych "elit".
I trzeba powiedzieć jasno, że sytuacja nie zmieniła się ani o jotę, albowiem
PolskÄ… znowu rzÄ…dzÄ… Domy i Dwory - w nowym wcieleniu wielkie partie -
obsługiwane finansowo przez obcych władców (banki, trusty, grupy kapitałowe
itp.), zaś prezydent-król kłania się mocarstwu zza oceanu, a nawet Żydom, którzy
już nie handlują wódką i nie załatwiają interesów dla kogoś, lecz siedzą na
samym szczycie Domów i Dworów, skąd robią interesy wyłącznie dla siebie.
"Obywatele", współczesna szlachecka czerń, mogą sobie wybrać przy urnie różne
ugrupowania, pod warunkiem, że będą to PO, PiS, SLD i PSL, bo na innych - jak
podpowiadają media - nie ma co marnować głosów. No to nie marnują, w dzień
wyborów większość Polaków siedzi w domu. Obrzydzono im wszelką aktywność
narodowo-państwową, skoro w kraju panuje wszechwładny system demokracji
nepotycznej i dziedzicznej, do tego na zagranicznym łańcuchu, a za krytykę tych
albo tamtych świętych krów (przeważnie z wiadomej mniejszości) można dostać
wyrok ze sławetnych artykułów 256 i 257 k. k.
Osobiście, gdy jakiś koczkodan ględzi mi z telewizora o dobrodziejstwach
demokracji, to siekiera sama wyskakuje z piwnicy, a noże fruwają po kuchni. Żeby
przynajmniej zamknęli mordy i rozpieprzali tudzież rozkradali Polskę po cichu.
Ale gdzie tam! Gwałcą ci Ojczyznę na twych oczach, rabują jej portmonetkę z
torebki i w oczy łżą jak psy, że są wzorowymi urzędnikami państwowymi
ewentualnie dziennikarzami i każdą minutę doby, poświęcają dla Polski. Nie, to
nie może trwać wiecznie - Tuski, Kaczory, Napieralscy, Pawlasy, Michniki,
Żakowscy, Semki - ktoś się wreszcie zdenerwuje i wypłaci wam takiego kopa, że za
tyłki zdążycie się złapać w okolicach Marsa. Robienie z taty-Polaka wariata nie
wyjdzie wam w ostatecznym rozrachunku na zdrowie!
http://www.polskapartianarodowa.org/index.php?option=com_content&task=view&id=506&Itemid...
boukun