Chce tego Rzecznik Praw Obywatelskich. Zapowiedział złożenie do Trybunału
Konstytucyjnego wniosku o zniesienie kar za tzw. kłamstwo oświęcimskie.
O swojej decyzji Janusz Kochanowski pisze dziÅ› w "Rzeczpospolitej". Wczoraj
sędziowie trybunału uchylili przepis przewidujący karę więzienia za
przypisywanie Polakom udziału w zbrodniach komunizmu lub nazizmu. Zrobili to na
wniosek rzecznika, który argumentował, że przepis ten został uchwalony w
niewłaściwy sposób. Dziś w "Rzeczpospolitej" Kochanowski wyjaśnia, że chodziło
mu również o ochronę wolności słowa i swobody badań historycznych - w tym prawa
do popełniania błędów. To wartości - jak pisze Rzecznik Praw Obywatelskich -
chronione także przez Konstytucję RP.
Dlatego Janusz Kochanowski postanowił zwrócić się do Trybunału Konsytucyjnego o
uznanie za niezgodny z konstytucją przepisu o tzw. kłamstwie oświęcimskim.
W ustawodawstwie polskim do kłamstwa oświęcimskiego odnosi się art. 55 ustawy
o IPN, która wprowadza zakaz publicznego negowania zbrodni nazistowskich,
komunistycznych oraz innych zbrodni wojennych - tj. zarówno zaprzeczania faktom
historycznym, jak również kłamstwa rozumianego jako świadome i celowe
fałszowanie faktów. Notabene to, co potocznie określa się mianem kłamstwa
oświęcimskiego, nie ogranicza się w tym przypadku wyłącznie do negowania
Holokaustu i zbrodni popełnionych na osobach narodowości żydowskiej, ale
obejmuje także zbrodnie popełniane na członkach innych narodowości.
Podobne zakazy funkcjonują także w innych krajach Europy Zachodniej na czele z
Niemcami. To na ich mocy w Austrii na rok więzienia skazano brytyjskiego
historyka Davida Irvinga, który od lat twierdzi, że Holocaustu nie było. I jest
dzięki temu bohaterem wszystkich neonazistów.
Polski Rzecznik Praw Obywatelskich nie ma oczywiście zamiaru stawać w jednym
szeregu z ludźmi, którzy starają się wybielić hitlerowców.
Występując przeciwko penalizacji negacjonizmu jako niespełniającego owego
wymogu konieczności ograniczenia wolności słowa i badań naukowych, trzeba od
razu powiedzieć, że zakazy te mogą i powinny być podważane tylko tam i tylko o
tyle, o ile nie dotyczy to tzw. mowy nienawiści (hate speech). W Polsce
podlegają one odrębnej penalizacji z art. 256 i 257 k.k. zakazujących
publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju
państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych,
etnicznych, rasowych, wyznaniowych, a także publicznego znieważania grup
ludności albo poszczególnych osób z powodu ich przynależności.
Janusz Kochanowski słusznie zauważa, że pamięć o zbrodniach tak nazizmu, jak i
komunizmu nie zależy od zapisów w kodeksach, ale postawy społeczeństwa. A także
edukacji. Tylko, że z tym ostatnim - co pokazała choćby historia ze zdjęciem z
krematorium w obozie zagłady na Majdanku - mamy problem.
Bartosz Kowalczyk
Chce tego Rzecznik Praw Obywatelskich. Zapowiedział złożenie do Trybunału
Konstytucyjnego wniosku o zniesienie kar za tzw. kłamstwo oświęcimskie.
O swojej decyzji Janusz Kochanowski pisze dziÅ› w "Rzeczpospolitej". Wczoraj
sędziowie trybunału uchylili przepis przewidujący karę więzienia za
przypisywanie Polakom udziału w zbrodniach komunizmu lub nazizmu. Zrobili to na
wniosek rzecznika, który argumentował, że przepis ten został uchwalony w
niewłaściwy sposób. Dziś w "Rzeczpospolitej" Kochanowski wyjaśnia, że chodziło
mu również o ochronę wolności słowa i swobody badań historycznych - w tym prawa
do popełniania błędów. To wartości - jak pisze Rzecznik Praw Obywatelskich -
chronione także przez Konstytucję RP.
Dlatego Janusz Kochanowski postanowił zwrócić się do Trybunału Konsytucyjnego o
uznanie za niezgodny z konstytucją przepisu o tzw. kłamstwie oświęcimskim.
W ustawodawstwie polskim do kłamstwa oświęcimskiego odnosi się art. 55 ustawy
o IPN, która wprowadza zakaz publicznego negowania zbrodni nazistowskich,
komunistycznych oraz innych zbrodni wojennych - tj. zarówno zaprzeczania faktom
historycznym, jak również kłamstwa rozumianego jako świadome i celowe
fałszowanie faktów. Notabene to, co potocznie określa się mianem kłamstwa
oświęcimskiego, nie ogranicza się w tym przypadku wyłącznie do negowania
Holokaustu i zbrodni popełnionych na osobach narodowości żydowskiej, ale
obejmuje także zbrodnie popełniane na członkach innych narodowości.
Podobne zakazy funkcjonują także w innych krajach Europy Zachodniej na czele z
Niemcami. To na ich mocy w Austrii na rok więzienia skazano brytyjskiego
historyka Davida Irvinga, który od lat twierdzi, że Holocaustu nie było. I jest
dzięki temu bohaterem wszystkich neonazistów.
Polski Rzecznik Praw Obywatelskich nie ma oczywiście zamiaru stawać w jednym
szeregu z ludźmi, którzy starają się wybielić hitlerowców.
Występując przeciwko penalizacji negacjonizmu jako niespełniającego owego
wymogu konieczności ograniczenia wolności słowa i badań naukowych, trzeba od
razu powiedzieć, że zakazy te mogą i powinny być podważane tylko tam i tylko o
tyle, o ile nie dotyczy to tzw. mowy nienawiści (hate speech). W Polsce
podlegają one odrębnej penalizacji z art. 256 i 257 k.k. zakazujących
publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju
państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych,
etnicznych, rasowych, wyznaniowych, a także publicznego znieważania grup
ludności albo poszczególnych osób z powodu ich przynależności.
Janusz Kochanowski słusznie zauważa, że pamięć o zbrodniach tak nazizmu, jak i
komunizmu nie zależy od zapisów w kodeksach, ale postawy społeczeństwa. A także
edukacji. Tylko, że z tym ostatnim - co pokazała choćby historia ze zdjęciem z
krematorium w obozie zagłady na Majdanku - mamy problem.
Bartosz Kowalczyk
http://www.pardon.pl/artykul/6295/negowanie_holocaustu_nie_bedzie_karane
boukun