Jan Tomasz Gross twierdzi, że antysemityzm mamy w genach. Szacunki IPN świadczą
jednak, że w ratowanie Żydów przed holocaustem zaangażowane było od 300 tys. do
1 miliona Polaków.
Na medalu "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata" przyznawanym przez jerozolimski
Instytut Yad Vashem tym, którzy w czasie wojny ratowali Żydów, widnieje cytat z
Talmudu: "Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat". W ten sposób Polacy
ocalili go wielokrotnie. Wśród odznaczonych za ratowanie sąsiadów przed
holocaustem 30%% to Polacy - 6066 osób, jednak mogło ich być nawet milion.
"Dziennik" podaje, że o nieznanych bohaterach ma przypomnieć specjalna akcja
Instytutu Pamięci Narodowej.
Instytut Pamięci Narodowej, opierając się na badaniach historycznych i relacjach
z Holokaustu, szacuje, że w ratowanie Żydów w czasie wojny angażowało się od 300
tysięcy do nawet miliona Polaków. Dzięki ich poświęceniu ocalało od 40 tysięcy
do 100 tysięcy Żydów z trzech milionów zamieszkujących nasz kraj przed II wojną
światową. "Polscy antysemici" o których pisał Jan Tomasz Gross, aby ocalić
swoich żydowskich sąsiadów, ryzykowali nie tylko swoje życie. W Polsce za pomoc
udzieloną Żydom Hitlerowcy rozstrzeliwali nie tylko tego, który jej udzielił,
ale całą jego rodzinę.
IPN chce upamiętnić tych nieznanych bohaterów. Ma w tym pomóc akcja edukacyjna
"Życie za życie" i uruchomiony przez Instytut portal
www.zyciezazycie.pl. IPN
przypomina los rodzin, które zostały wymordowane przez Niemców, za to, że
ukrywały Żydów. Są wśród nich Ulmówie z Markowej na Podkarpaciu, Kowalscy z
Ciepielowa i Barankowie z Siedliska. Na stronie możemy przeczytać:
Niemcy pojawili się we wsi 15 marca 1942, po tym jak przechwycili listy
kontaktujących się ze sobą rodzin żydowskich. Przeszukując wieś znaleźli u
rodziny Baranków pięciu ukrywających się Żydów, krawców z Miechowa. Małżeństwo
Łucja i Wincenty Baranek zostali zastrzeleni strzałem w tył głowy we własnej
stodole. W tym samym miejscu, wkrótce po nich, zastrzelono ich synów:
12-letniego Henryka i 10-letniego Tadeusza. [...]
W ciągu dwóch dni, 6 i 7 grudnia 1942 roku, na terenie dwóch wsi w
województwie radomskim, w Ciepielowie i Rekówce, za udzielanie pomocy Żydom -
sąsiadom i znajomym licznie zamieszkującym Ciepielów przed wojną, Niemcy
zamordowali 33 Polaków; między innym siedmioosobową rodzinę Kowalskich, 14 osób
z rodziny Kosiorów, 6 osób z rodziny Obuchów oraz małżeństwo Skoczylasów. Byli
paleni żywcem lub wrzucani do ognia po za zastrzeleniu.
Czytając o tym, jak Polacy ryzykowali ratując żydów, trudno się dziwić oburzeniu
w Polsce po wydaniu "Sąsiadów" i "Strachu" Grossa. Nie przywiązywałbym jednak do
tych książek większej wagi. Są celowo bardzo kontrowersyjną i tendencyjną
publicystyką, a nie pracami historycznymi. To po prostu nekromarketing, dzięki
któremu Gross robi grube pieniądze na nadpalonych kościach swoich przodków. Co
jest o tyle przerażające, że ojciec historyka przeżył wojnę dzięki Polce Hannie
Szumańskiej - matce Jana Tomasza Grossa i członkini Armii Krajowej.
Nie zaprzeczajmy jednak, że coś takiego jak antysemityzm w Polsce istnieje.
Tylko czy będąc historykiem, można powiedzieć o okresie powojennym, że: "akty
przemocy wobec Żydów w tym czasie mają zawsze podłoże antysemickie"? Czy
bandytyzm i chaos jaki panował wtedy w Polsce dotykał tylko Polaków? Zdaniem
Grossa, każdy napad na Żyda był przejawem antysemityzmu. Czy można gładko
prześlizgnąć się nad faktem, że duża część społeczności żydowskiej szukała
opieki u sowietów, którzy w ramach antagonizacji polskiego społeczeństwa,
obsadzili żydami około 30-37%% stanowisk w służbie bezpieczeństwa? (Gross nawet
nie próbuje temu zaprzeczać)
Pan Gross chciał wmówić Polakom i światu, że Polacy to "genetyczni antysemici".
Jednak prawda nigdy nie jest tak czarno biała jakby tego chciał. W jego
książkach nie znajdziemy historii żydówki Ireny Franziak, która zadenuncjowała
NKWD lokalną komórkę AK. Aresztowano wtedy pięciu żołnierzy, w tym Ludwika
Janiaka, który wraz z rodziną przechowywał Irenę Franziak wraz z dzieckiem przez
całą okupację. Janiak zmarł na Syberii, a jego rodzina współcześnie została
uhonorowana przez Yad Vashem. A to tylko jedna z wielu historii, dzięki której
Polski historyk mógłby napisać własną wersję "Strachu".
W Polsce jest niejeden oszołom-antysemita, ale nie dajmy sobie wmówić, że to
nasza cecha narodowa. Zwłaszcza, że mentalność Leszka Bubla i Jana Tomasza
Grossa niczym się nie różni - tylko wroga znaleźli sobie gdzie indziej. Jak
mawia mój znajomy: "Każdy nieudacznik musi znaleźć sobie kozła ofiarnego".
Gniewomir Świechowski
http://www.pardon.pl/artykul/6252/milion_polakow_pomagalo_zydom_tacy_z_nas_antys...
Moja mama też jako 8-letnia dziewczynka szmuglowała ziemniaki i warzywa z
narażeniem życia do getta w Brodach. Raz nawet jak przeszła przez druty, to o
mało ją wartownik niemiecki nie zastrzelił, udawała potem chyba jakąś chwilę
żydowskie dziecko.
boukun