> Kierownictwo "Gazety Wyborczej" oskarżone o bezwględne potraktowanie
> śmiertelnie chorego dziennikarza. A Maleszce okazali miłosierdzie.
> Dzisiejsza "Rzeczpospolita" opublikowała tekst Barbary Kalabińskiej. To
> wdowa po Jacku Kalabińskim, legendarnym dziennikarzu i działaczu
> podziemnej "Solidarności". Między 1991 a 1997 r. był on korespondentem
> "Wyborczej" w Stanach Zjednoczonych. Tam dopadła go śmiertelna choroba.
>
> Zaczął pluć krwią, kiedy wreszcie w lutym 1997 dał się zawieźć do
> szpitala. Spędził tydzień na reanimacji. Każdego dnia ważyło się Jego
> życie. Drugi tydzień spędził na oddziale onkologicznym.
>
>
> Miesiąc później - jak relacjonuje żona dziennikarza - zadzwoniła z Polski
> Helena Łuczywo, zastępczyni Adama Michnika.
>
> Helena Łuczywo: Jak się czujesz?
> Jacek Kalabiński: Lepiej. Właśnie szykuję się wrócić do pisania.
> Helena Łuczywo: Nie musisz. Właśnie dyskutowaliśmy tu w redakcji i
> zdecydowaliśmy, że "Gazeta" nie może ponosić ryzyka trzymania
> nieubezpieczonego korespondenta.
> Jacek Kalabiński: ??
> Helena Łuczywo: Zaraz dostaniesz faksem zwolnienie. Widzisz, nie jesteśmy
> bezwzględnymi kapitalistami, tylko humanitarnymi demokratami, dlatego nie
> dzwoniliśmy do ciebie w lutym, kiedy gorzej się czułeś.
>
> Jacek Kalabiński został pozbawiony pracy i poczucia bezpieczeństwa, gdy
> potrzebował go najbardziej. Helena Łuczywo usiłowała namówić Jacka do jak
> najszybszego
> powrotu do Warszawy, nie oferując żadnego konkretnego stanowiska w
> "Gazecie".
>
>
> Jacek Kalabiński po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r. pisał do
> podziemnej prasy, w 1983 r. uciekł do Nowego Jorku. Tu pracował dla Radia
> Wolna Europa. To on tłumaczył na angielski słynne przemówienie Lecha
> Wałęsy do połączonych izb amerykańskiego parlamentu w 1989 r. Miał dopisać
> do tekstu słowa z amerykańskiej konstytucji "We, the People", którymi
> przewodniczący "Solidarności" rozpoczął swoją mowę. Więcej o Kalabińskim
> przeczytacie tutaj.
>
> Jego żona zdecydowała się opisać historię jego rozstania z "Gazetą
> Wyborczą" po tym, jak ponownie nagłośniona została sprawa Lesława
> Maleszki - TW "Ketmana".
>
> Z jednej strony "Gazeta" latami kryje, chroni i opłaca gangstera
> moralnego, jakim jest Maleszka, nazywając to "aktem miłosierdzia
> chrześcijańskiego" oraz stosowaniem kryteriów "socjalnych i
> humanitarnych". (...) Z drugiej strony to samo kierownictwo "Wyborczej"
> pozbawiło pracy swojego wieloletniego korespondenta Jacka Kalabińskiego,
> gdy był śmiertelnie chory i Jego życie zbliżało się do końca. Wobec Jacka
> Kalabińskiego "GW" nie zdobyła się ani na "akt miłosierdzia
> chrześcijańskiego", ani na zastosowanie kryteriów "socjalnych i
> humanitarnych".
>
>
> Jacek Kalabiński zmarł w lipcu 1998 r. na atak serca, trzy tygodnie
> wcześniej na etacie korespondenta zatrudniła go "Rzeczpospolita".
>
> Umarł przed ekranem komputera z zaczętą korespondencją.
>
>
> Wstrząsająca historia. Empatia w gazecie, której dziennikarzom "nie jest
> wszystko jedno" jest tylko dla wybranych? Odpowiedź Pawła Ławińskiego,
> zastępcy naczelnego "Wyborczej", znajdziecie tutaj.
>
> Bartosz Kowalczyk
>
>
http://www.pardon.pl/artykul/5451/michnik_i_spolka_pomagaja_tylko_agentom
> --