Książka łamie tabu milczenia
  Home FAQ Contact Sign in
pl.soc.polityka only
 
Advanced search
POPULAR GROUPS

more...

 Up
Książka łamie tabu milczenia         

Group: pl.soc.polityka · Group Profile
Author: boukun
Date: Jun 23, 2008 13:51

Książka łamie tabu milczenia - wywiad z Andrzejem Gwiazdą i Joanną
Duda-Gwiazdą

Z założycielami Wolnych Związków Zawodowych i członkami władz
pierwszej "Solidarności" - Andrzejem Gwiazdą, członkiem Kolegium Instytutu
Pamięci Narodowej, i Joanną Duda-Gwiazdą, rozmawia Mariusz Bober

Inspirował Pan napisanie książki o związkach Lecha Wałęsy z SB? Jest
Pan uważany za jednego z jego głównych krytyków...
Andrzej Gwiazda: - Nie, nie miałem wpływu na napisanie tej książki.
Trzymałem się nawet z daleka od jej autorów, by nie dawać przeciwnikom
pretekstu do oskarżeń, że autorzy działali pod moim wpływem.

Książka dr. Sławomira Cenckiewicza i dr. Piotra Gontarczyka wywołała
burzę polityczną i ostrą krytykę m.in. ze strony byłego prezydenta, który
uważa, że powielają oni tylko fałszywki SB...
- Obecne reakcje na książkę o Lechu Wałęsie to, według mnie, taki
krzyk rozpaczy: "zdradzacie nasze tajemnice". Dlatego różne środowiska stają
w obronie agentury. Bowiem książka złamała tabu milczenia przyjaciół
agentów. Nie dotyczy ona tylko Lecha Wałęsy. Przeczy oficjalnej wersji
historii narzuconej Polakom przez beneficjentów Okrągłego Stołu. Ostre
sprzeciwy wobec tej publikacji świadczą o tym, że stanął problem cenzury,
także badań naukowych. Spór, który teraz obserwujemy, toczy się też w dużej
mierze między funkcjonariuszami bezpieki a ich tajnymi współpracownikami.
Joanna Duda-Gwiazda: - Wszystkie mafie są przeciwko tej książce. Oni
wiedzieli wcześniej, co w niej jest. Pełny komplet dokumentów znajduje się
pewnie na Łubiance.
A.G.: - Na pewno jest, ponieważ cała dokumentacja archiwalna była
sporządzana w trzech egzemplarzach. Jeden zostawał w komendzie wojewódzkiej,
drugi szedł do Warszawy, a gdzie trafiała trzecia kopia - można się tylko
domyślać.
J.D.-G.: - Sądzę, że kopie tych dokumentów są w posiadaniu wielu
wywiadów, także prywatnych, i mogą być wykorzystywane do szantażu w polityce
i biznesie.

Z reakcji byłego prezydenta wynika, że materiały opublikowane przez
IPN nie są wielką nowością?
J.D.-G.: - Przecież różne fakty z życia Lecha Wałęsy, opisywane w
książce, są powszechnie znane.
A.G.: - Różnica polega na tym, że w książce Cenckiewicza i Gontarczyka
przedstawiono na to dokumenty.

W takim razie, dlaczego niektóre środowiska bardzo boją się tej
publikacji?
J.D.-G.: - Wałęsa jest zwornikiem układu, który boi się, że jeśli tyle
powiedziano o byłym prezydencie, to można też napisać o innych naszych
"autorytetach". Gdy PiS zaczęło walkę z korupcją i sięgnęło do "najwyższej
półki", nie wahając się, by odpowiednie służby aresztowały nawet ministrów,
podniósł się krzyk, bo złamano tabu bezkarności.
A.G.: - Ponieważ Wałęsa zataił fakt współpracy, bezpieka mogła go
szantażować ujawnieniem dokumentów. Jeśli SB nie ujawniła dokumentów
"Solidarności", to znaczy, że Wałęsa był im potrzebny.

Ale były prezydent broni się, że przedstawione w książce materiały to
fałszywka SB, obliczona na to, by go skompromitować, go żeby nie otrzymał
Nagrody Nobla.
A.G.: - Całkowicie co innego wynika z hasła w holenderskiej
encyklopedii o przyznaniu mu tej nagrody. Można tam przeczytać, że Wałęsa
otrzymał Nagrodę Nobla w rzeczywistości za poskromienie radykalnego skrzydła
"Solidarności". Tak naprawdę dzięki przyznaniu mu nagrody podniesiono jego
spadającą wówczas popularność.
J.D.-G.: - Po wyjściu z ośrodka w Arłamowie Wałęsa miał trudne chwile,
bo wówczas jeszcze inni przywódcy siedzieli w więzieniu. Wszyscy spodziewali
się, że po wyjściu wodza ruszymy do ataku. Tymczasem Wałęsa zaczął się
migać. Chyba nie wiedział wtedy, co robić. Ludzie zaczęli się dziwić:
przewodniczący, a siedział w jakimś ośrodku wypoczynkowym, gdy inni
przebywają w więzieniu.

Lech Wałęsa mówił, że fałszywe dokumenty zostały podrzucone m.in.
Annie Walentynowicz. Także ona uznała je za niewiarygodne. Skąd więc
oskarżenia o współpracę z SB?
- Byłam niemalże świadkiem tego zdarzenia, gdy Ania dostała te
materiały. Przebywałyśmy wtedy w obozie dla internowanych w Gołdapi. Ania
otrzymała w pudełku z czekoladkami ksera materiałów, w których jakaś
organizacja oskarżała Wałęsę o współpracę z SB. Zaczęłyśmy się zastanawiać,
w jakim celu dostarczyła to bezpieka. Myślałyśmy więc, że albo Wałęsa
"stawia się" SB i chcą go "zdyscyplinować"...
A.G.: - ...albo była to próba skompromitowania Ani Walentynowicz,
obliczona na to, że na ich podstawie oskarży Wałęsę i będzie można jej
zarzucić, że posługuje się materiałami, których wiarygodności nie można
byłoby wtedy dowieść, by zdyskredytować przywódcę "Solidarności". Mogła to
być również próba dezinformacji zmierzająca do tego, aby wzmocnić pozycję
Wałęsy, pokazując, że nie ma wiarygodnych materiałów obciążających go.
J.D.-G.: - Dlatego ostatecznie spaliłyśmy te materiały. Władze szybko
zorientowały się, że nie było próby przemycenia ich na zewnątrz. Wtedy mnie
karnie przewieziono do Darłówka wraz z grupą ok. 30 koleżanek. Natomiast w
Gołdapi w całym ośrodku przeprowadzono tak dokładną rewizję, że zrywali
nawet parapety, szukając tych dokumentów. Kobietom przeznaczonym do
transportu zrobiono niezwykle dokładną rewizję. Bezpieka przewijała nawet
kłębki wełny w poszukiwaniu materiałów. To potwierdziło słuszność naszej
decyzji.

Lech Wałęsa broni się też w ten sposób, że przecież otrzymał od IPN
status pokrzywdzonego...
A.G.: - Status ten otrzymał bezprawnie w 2005 roku. Było to już po
decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że status pokrzywdzonego
przysługuje tajnym współpracownikom, na których donosili inni. A ponieważ
bezpieka starała się umieścić w każdej grupie przynajmniej dwóch agentów,
aby mieć nad nimi kontrolę, nie informując ich o tym, wszyscy agenci, którzy
byli w opozycji, mogli dzięki temu otrzymać status pokrzywdzonego. Ponadto
było jeszcze jedno absurdalne założenie, że jeżeli agent najpierw podjął
współpracę z SB, a później rozpoczął działalność opozycyjną, wówczas należy
mu się status pokrzywdzonego. Natomiast jeśli najpierw podjął walkę z
systemem, a potem dał się zwerbować, wówczas taki status mu nie przysługuje.
Wałęsa twierdzi, że był w komitecie strajkowym od 16 grudnia 1970 r., a więc
najpierw podjął działalność opozycyjną, a współpracę z SB - 29 grudnia, co
oznacza, że nie należy mu się status pokrzywdzonego, nawet według tego
absurdalnego prawa. Więc decyzja poprzedniego prezesa IPN była bezprawna.

Podejrzewali Państwo podczas działalności w "Solidarności", że
przewodniczący Komisji Krajowej może współpracować z reżimem?
J.D.-G.: - Od początku strajku byliśmy pewni, że był sterowany.
Opieraliśmy to przekonanie na naszych obserwacjach. Nie mieliśmy jednak
dowodów, a trudno było przekonać innych członków związku. Na zjeździe
"Solidarności" Wałęsa otrzymał prawo dobierania członków prezydium.
Pozwoliło mu to nie liczyć się ze zdaniem Komisji Krajowej. Po zjeździe
jesienią 1981 r. zbierało się tylko prezydium, na którym doradcy, tacy jak:
Geremek, Mich nik, Mazowiecki czy Kuroń, uzyskali pełne prawo głosu, tak
jakby byli wybranymi reprezentantami związku. Jednak mimo destrukcyjnych
działań Wałęsy aż do stanu wojennego "Solidarności" nie udało się
przesterować albo wmontować w system.
A.G.: - Nawet jeśli wielu związkowców rozumiało, kim naprawdę jest
Wałęsa, uważało, że nie trzeba o tym mówić, bo to osłabi "Solidarność", że
trzeba zachować jedność wobec komuny.

Dziękuję za rozmowę.

Za: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 21-22 czerwca 2008, Nr 144 (3161)

Źródło:http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20080621&id=my12.txt...
boukun
no comments
diggit! del.icio.us! reddit!