Sanctum Officium pisze:
>>
>> Ten artykuł jest niskiej jakości i nie bierze pod uwagę faktów.
>
> Wręcz przeciwnie - bierze pod uwagę wyłącznie fakty a że nie pasuje do
> obrazu świata niewolników to już inna kwestia. Bo wymyślać bat na własną
> dupę i proponować odpowiedzialność zbiorową ze świadomością, że dotknie
> ona nas samych może tylko kompletnie odmóżdżony niewolnik. Bez urazy,
> ale taka jest prawda.
>>
>>
>
> W artykule piszą, że "nie pomagają ograniczenia prędkości", że zapinanie
> pasów nie ratuje życia, że złe drogi są przyczyną wypadków.
Złe drogi - i mam tu na myśli drogi dziurawe albo zbyt wąskie do ich
przepustowości. Na siódemce KAŻDE wyprzedzanie jest loterią, ta trasa
powinna być dwujezdniowa po minimum dwa pasy ruchu w jedną stronę. Ilość
wypadków spadła by drastycznie. Ile mamy dróg takich jak siódemka? 90%%.
> Są to
> bzdury. Większość dróg nie nadaje się do jazdy po nich z dowolną
> prdkością. Muszą być ograniczenia. Nie ograniczają one wolności, tylko
> ją rozszerzają.
Ciekawa teoria.
Ale już się z nią spotkałem, w innym kontekście co prawda ale to
DOKŁADNIE ten sam sort - mianowicie, że Irakijczycy są zabijani dla ich
własnego dobra.
Choć właściwie racja, ograniczenia są wprowadzone bo władza chce mojego
dobra, ale ja mojego dobra nie oddam.
> Nie czuję się wolny, gdy ciągle wisi mi nad głową
> śmiertelne niebezpieczeństwo. Przykładowo jakiś czub jadący 200 km/h w
> mieście po zaśnieżonej drodze, bo nie ma ogrniczeń prędkości.
Zawsze i w każdej chwili wisi nad Tobą niebezpieczeństwo. Możesz się
poślizgnąć w wannie, uciąć sobie palec nożem, wpaść pod samochód,
utopić, może Cię zagryźć pies i nie zmienią tego żadne przepisy. W
Polsce trudno o pozwolenie na broń, a u mnie pod firmą dni temu kilka
była strzelanina - kto ma mieć ten ma. I kto ma jeździć 200 ten jeździ.
Przepis daje jedno: Daje świadomość że nie wolno co osłabia Twoją
czujność. Kontrolowane strefy zgniotu, certyfikaty, pasy bezpieczeństwa
i poduszki powietrzne także dają nieuzasadnione poczucie bezpieczeństwa
i osłabiają czujność kierowców. Teraz doszły jeszcze przepisy z pieszych
czyniące święte krowy na jezdni. A pieszy z samochodem nie ma
najmniejszych szans tylko weź to pieszemu wytłumacz. I weź mu wytłumacz,
że ja mu po chodniku nie jeżdżę więc grzeczność by nakazywała nie
szwendać mi się po jezdni. W ramach wzajemności...
> Pasy w
> zdecydowanej liczbie wypadków ratują życie, w minimalnej liczbie
> wypadków zagrażają życiu.
Zamiast się bezproblemowo zabić zostajesz sparaliżowanym kaleką. Musze
zapytać żonę co by wolała: Być wdową czy mieć w domu warzywo do
obsłużenia? Skórka za wyprawkę...
> Oczywiście pozostaje dyskusyjna sprawa
> obowiązku zapinania pasów. A im lepsza droga tym szybciej kierowcy jadą
> i liczba wypadków na takiej drodze rośnie, a nie spada.
Bzdura. Na dobrej drodze przyczyną wypadków jest wyłącznie niski poziom
wyszkolenia kierowcy powodującego wypadek. A marny kierowca spowoduje
wypadek bez względu na prędkość. Ja na początku mojej kariery kierowcy
spowodowałem wypadek przy 40 km/h - przyczyną było zagapienie. I co?
Ograniczysz prędkość do 20?
> Dobre drogi są
> bezpieczeniejsze od złych, ale przy założeniu jazdy na nich z tą samą
> prędkością. To znaczy jazda powiedzmy 80 km/h na dobrej drodze jest
> bezpieczeniejsza niż jazda 80 na złej. Ale jazda 160 na dobrej drodze
> nie jest bezpieczeniejsza niż jazda 60 na złej.
Gdyby było jak piszesz to wszyscy producenci produkowali by samochody
rozwijające tę samą prędkość. A jednak tego nie robią - sugerujesz że
mniej znają się na samochodach niż Ty?
Na drodze trzeba być non stop czujnym i mieć oczy dookoła głowy. Nigdy
nie wiesz co jednemu z drugim baranowi do łba strzeli i to jest
niezależne od jakichkolwiek przepisów. Tymczasem przepisy są bezduszne:
Jeśli z naprzeciwka wyskoczy na Ciebie na czołówkę facet z prędkością
200 a Ty ratując swoje życie uciekniesz na pobocze i zabijesz jadącego
poboczem rowerzystę albo idącego pieszego to to będzie wyłącznie TWOJA
wina i pójdziesz siedzieć. A taka sytuacja może mieć miejsce ZAWSZE, bez
względu na obowiązujące przepisy. I wiem co mówię, bo coś takiego
przeżyłem. Miałem szczęście - pobocze było wolne. Niedawno był przypadek
jak gość beemką zabił robotnika naprawiającego drogę - na ograniczeniu
do 30 wpadł ponad setką i zrobił z gościa mokrą plamę. Złapali go i się
okazało że nawet nie miał prawa jazdy bo mu zabrali za punkty - co w
takiej sytuacji pomogą przepisy? Nawet jak by dostał czapę to i tak
robotnika to nie wskrzesi.
Obstawiaj się przepisami. Na Twoim nagrobku napiszą: "Tu leży ten, który
miał pierwszeństwo".
Jakie wnioski?
Jak dla mnie takie: Zapinaj pasy jeśli chcesz, każ zapinać pasażerom
jeśli chcesz, włączaj światła jeśli chcesz, jeździj z taką prędkością z
jaką masz pewność, że zapanujesz nad samochodem jak by co. Warunek jest
jeden: Masz nie powodować wypadków a jak spowodujesz - masz przekichane
i święty Boże nie pomoże. Najlepszym ogranicznikiem prędkości jest
instynkt samozachowawczy...