Kaługa
  Home FAQ Contact Sign in
pl.soc.polityka only
 
Advanced search
POPULAR GROUPS

more...

 Up
KaÅ‚uga         

Group: pl.soc.polityka · Group Profile
Author: mkarwan
Date: Sep 17, 2008 01:59

z http://www.prawica.net/node/10409
Im bliżej dnia poboru, tym intensywniej wyobrażał sobie ojciec jak by to
było kapitalnie dostać się do ułanów. Ułani byli najwyższą formą
żołnierowania, w polskiej opinii. Na amerykańskie kryteria przekładając,
ułani polscy byli nie tylko tak uważani, jak w Ameryce żołnierze piechoty
morskiej Marines, ale musiałbyś się np. jako Amerykanin najpierw dostać
gdzieś do niewoli, następnie przesiedzieć w niej parę miesięcy, następnie
zostać odbity przez US Marine'a wyglądającego jak nastoletni Rock Hudson -
ale nie gej - wtedy jako Amerykanin w przybliżeniu byś poczuł, co Polacy
czują do swoich ułanów dzień w dzień.

Na egzaminie ułańskim w Wilnie ojciec miał tremę, aż ślizgały mu się w
butach palce z piskiem, kiedy podchodził do wskazanego konia. Ale był on
wiejski chłopak, świetny w woltyżerce na oklep, a co dopiero jak zobaczył
skórzane siodło. A jak już znalazł się na koniu i przeszedł w stępa, kłus,
galop, z powrotem w kłus, poczuł się tak naturalnie, że podczas najbardziej
karkołomnych manewrów nie schodził mu uśmiech z ust, a nawet umiał sprawić,
że i jego koń też wyszczerzał pysk jak dopiero co spryskany wapnem płot.
Wobec takiej pary panowie oficerowie egzaminatorzy roztopili się jak masło i
przyjęli ojca z otwartymi rękami i nogami, jak się mówiło soczyście po
kawaleryjsku.

Co doprowadziło do prawie że odrąbania sobie przez ojca nogi dziesięć lat
później, w 1945. Z powodu Ruskich, żeby ich, tego farszu in future na
chiński pasztet. Ruski, uzależniki od cudzego libido, podsysali życie z
Polski przez prawie dwie setki lat, ale kiedy w II-giej Wojnie przestali
wreszcie zwiewać, tylko ponaciskali czapki i sami zaczęli gonić Tetojczów do
ich Berlina, i właśnie mieli odbić od nich Wilno, uroczą stolicę
Wileńszczyzny, to mieli czelność zwrócić się do ojca, który w tym czasie był
oczywiście wileńskim leśnym, żeby razem nimi zaczął przyiwaniać tamtym.
Pawka, Pawka, pomoż nam wysiudać Tetońca, nam nada kogo kto ma dobra
orientacja w gorodie. No to oczywiście przecież, że ojciec lubił Wilno, i
znał jak własną samodziałową kieszeń. W Wilnie służył w ułanach, a gdzie.
Miał też zdobyczną mauzerkę, którą i tak podstrzeliwał po lasach
skapcaniałego od jaszczurzego darwinizmu Tetojcza, więc zaklął tylko z
wileńska, a żebyż was, i co, zgodził się.

Ruski byli pod wrażeniem, jak ojciec dobrze znał miasto. Parki, ulice,
bramy, boczne aleje, nawet dziury w jezdniach, te większe. Chciał im też
pokazać gdzie leży serce Piłsudskiego, ale nie wyobrażacie sobie jakiego
Ruski dostali wtedy nagle świra! Może dlatego, kiedy zdobyli już Wilno ramię
w ramię, zamilkli. Kompletnie przestali do ojca się odzywać, nawet w jego
stronę patrzeć. To trwało prawie cały dzień. A pod wieczór, kiedy nastała
szarówka, a potem zaczęło robić się całkiem ciemno, nagle cała ich kupa jak
nie skoczy na niego z tyłu, jak nie rozbierze do slipek! Nu paidi, dziesiat'
szagow wpieriod, pasmatri na twoj nowoj uniform! I że to niby taki sam
mundur jak przed wojną przed nim na ziemi leży, zielony, orzełki na guzikach
też, tylko bez tych zwariowanych polskich koron. I że ojciec co ma tylko
zrobić, to przejść te dziesięć kroków, wciągnąć nowe drelichy i już nic
między nimi nie było, nigdy nic się nie stało, pełna zgoda, wódki i kiełbas
tam na stołach jest.

- Nu kompał ja sie jednego dnia przeszłego lata w Wilii, już w
partyzance... - zaczął ojciec na to i rozumiało się, że zamierzał
opowiedzieć historię; Ruski prawie że zaraz pokotem się rozsiedli, bo oni
bardzo lubią siedzieć, leżeć najlepiej, i słuchać historii. - Nu po drugiej
stronie Wilii tam też jedne sie kompali, tylko to już była, my wiedzieli z
wywiadu, ruska partyzanka, nie nasza. Nu ale kompać sie każdy potrzebui, to
my pozwolili. Nu wykompali my sie, oni też, i każdy wciąga co swojego ma,
jak kalisony to kalisony, jak krótkie majtki to krótkie majtki, no i widze
ja u tamtego ruskiego za Wilią coś nie tak. I wołam ja do niego, ej ty
Saszuk, ty kalisony na druga strona włożył. A to po czym ty tak rozpoznał,
po szwie, woła tamten na nasza strona, zadowoliony, nie wiedzieć czemu. Ni
tam po szwie, ja jemu odwołuje, po skorupie! Nu to nasze śmieli sie, co
który spoczoł to drugi zaczynał. Tamte nawet strzelali do nas potem
troche...

- Wot żesz sobaczyszka-polaczyszka! - Ruski zaklęli siarczyście i wzięli
ojca do niewoli, bo żaden naród nie lubi jak się z niego robi jaja, a Ruski
to już mają najcieńszą skórę na ten temat ze wszystkich.

W niewoli wsadzili ojca do pociągu, wieźli, wieźli w stronę uralską, aż
wysadzili pod Kaługą w lesie i postawili do rąbania drzew. I jak to Ruski,
jak samogonu skombinują, to przyniosą, naleją i tobie, machorki też
wyciągną, nawylewają żalów i uciech do rana, naśpiewają, nacałują, popłaczą
się na koniec, posmarkają, ale jak w sprawie praw człowieka, to wszystkiego
dawali ojcu dziennie kawałek chleba jak trociny, nie większy od
papierośnicy. Po roku takiej diety, ciężkiej harówki i niemożliwych glątw,
ojciec myślał, że wyzionie ducha z dosłownie każdym następnym zamachnięciem
się siekierą. Jednego lutowego ranka, a mróz był że język przylepiał się do
zębów, ojciec poczuł że już dłużej tak nie pociągnie i jak nie zamachnie się
siekierą, tak że ta przeszła specjalnie koło kloca i wbiła mu się prawie
cała w but. I poszedł do lekarza, wziął zwolnienie i przeleżał w ziemlance
prawie miesiąc na chorobowym. To mu rzeczywiście dało odetchnąć i przez
następny rok nie miał już kłopotów z kondycją.

Ale tu pojawił się następny problem. Ponieważ rok zrobił się 1946, wojna
dawno się skończyła i ten polityk, Stalin, podniósł w końcu słuchawkę i
wykręcił do innego polityka z drugiej strony Europy, Churchilla, którym
pogardzał jak psem od czasu Teheranu i Jałty. Stalin powiedział:

- Słuchaj, jest u mnie ten Pawka... Tfutfutfuski... co ścina lasy. To już
ciÄ…gnie siÄ™ dwa lata, o co tobie chodzi?! Dlaczego nie gderasz o prawach
człowieka, jak ty potrafisz, nie zabierasz go stąd? On wtranżala mi pajdę
chleba dziennie. Mój chleb jest dla moich ludzi, które słowo w tym ostatnim
zdaniu jest dla ciebie za trudne, to pomogÄ™, co?

Churchill był bystry, ale opryskliwy facet, i to było dokładnie takie
mówienie, co wychodziły w nim te cechy. Powiedział:

- Ja nie rozumiem, dlaczego ty każesz mu wycinać lasy. Lasów w Rosji tyle,
on w życiu tej roboty nie skończy. To jest wiek dwudziesty, nie wiem czy
zauważyłeś, postaw go do robienia cegieł. Albo, słuchaj, jeszcze lepszy
pomysł. Wypraw małą piekarnię dla niego i on wypiecze chleb dla siebie i
jeszcze dla połowy was starczy. No co myślisz?

To wbiło się Stalinowi pod skórę, którą miał zawsze cienką.

- Słuchaj - warknął do słuchawki. - Nigdy w ten sposób nie próbuj do mnie
bełtać. Tego aroganckiego Wiślańczyka to ja, gdybym chciał, mógłbym
podziurawić jak rybę w beczce. Nie robię tego, bo moi oficerowie go lubią,
mówią że ma tęgą głowę do wódki. A ja moim oficerom, przynajmniej na razie,
nie będę robił szkody, oni wygrali mi wojnę. Gdybym miał tu zaraz gdzieś
pistolet, to twoją cegłówkę bym ci z pleców zdmuchnął. Klucho.

Churchill dobrze odczuł, że co z tego że mądry przegadał, kiedy głupi pobił.
Odeszła od niego cała ta angielska flegma i zaczął piszczeć: "To ty klucho!
To ty klucho!..." Ale Stalin już nie słyszał, bo rzucił słuchawkę i zaczął
krzyczeć na Mołotowa, jego ministra spraw zagranicznych, bo ten kichnął bez
przykrywania ust ręką.

Ale tu właśnie można przyjrzeć się jak się robi historię. Bo kiedy premier
Wielkiej Brytanii zorientował się, że połączenie zostało przerwane, zaraz
zatelefonowal do tego polityka z drugiej strony Atlantyku, którego znał
dobrze, Trumana. Truman był zajęty, ale podszedł do telefonu i rozmawiał z
Churchillem jakby miał czasu jak lodu. Powiedział, "Nie przejmuj się, Lisie,
może nacisnął widełki przez przypadek, i jego zachowanie, no wiesz, oni tacy
są, ja do niego jutro przekręcę". Miał jeszcze zamiar powiedzieć, że
poczęstuje Stalina piekłem, ale Churchill wiedział, że Truman będzie chciał
się chwalić, i czujnie wyłączył się po angielsku przedtem.

Więc Truman prawdopodobnie zadzwonił do Stalina i Stalin musiał mu
powiedzieć, żeby przysłał przekaz pieniężny na bilet dla ojca, bo tydzień
potem ojcie czekał już na zmianę pociągu w Moskwie, a w niecałe dwa znalazł
siÄ™ z powrotem w Polsce.

Ale Wileńszczyzna w międzyczasie przestała już być częścią Polski. Ruski
zagarnęli ją jako łup wojenny. W zamian dali Polakom to miasteczko na
zachodzie, Luborg. Przez parę wieków Luborg był miasteczkiem niemieckim
Przedtem przez parę wieków polskim. Przedtem znowu niemieckim. I przedtem
znowu polskim. I jeszcze przedtem, to już nikt nie jest pewny, albo raczej
każdy. Tak czy tak, kiedy przyszedł front, niemieccy mieszkańcy Luborga po
zwyczajowym przeczołganiu zostali pogonieni w podskokach, i wprowadzili się
Polacy z Wileńszczyzny, zmieniając jego nazwę na Lubark. Tu właśnie
przyjechał ojciec z Kaługi pociągiem.

Rzędy opuszczonych poniemieckich domów jak szkielety gniazd czekały na
zasiedlenie w Lubarku, a na zamążpójscie tysiące repatriowanych z
Wileńszczyzny młodych kobiet. Te mdlały z niecierpliwości, żeby już
nareszcie gotować, wyszywać, prać, sadzić, sprzątać, nucić, chodzić do
sklepów i kościoła, a przede wszystkim żeby coś im się ruszało pod mostkiem.
Tkanka narodu została przez wojnę głęboko nadjedzona i potrzebowała
uzupełnień natychmiast. Ludzie pobierali się jak mormoni w drodze do Utah.

Jednego sierpniowego wieczoru Stenia, córka dekarza co przeprowadził się do
Lubarku z Wyszyszek, też miejscowości wileńskiej tylko bardziej w stronę
Kowna, wróciła do domu, puściła torebkę na podłogę, zsunęła się obok i
zaczęła chichotać do pozostałych dwóch sióstr, "Wychodzę za mąż, dziewczyny,
wychodzę za mąż, cha cha!" Jedenaście miesięcy później ja wysiadłem na tej
stacji na świat.

Tadeusz Korzeniewski:
Kaługajest polskim tłumaczeniem fragmentu angielskiego tekstu z 1990, który
otrzymał fellowship (20 tys. $$) z National Endowment for the Arts.
O Autorze: Urodzony w Elblągu. W 1977-1981 publikował w drugim obiegu w
"Zapisie", "Opinii", "Pulsie", "Bratniaku". W 1981 wydał w NOWej książkę "W
Polsce" (w 1984 nagroda Fundacji Kościelskich; w 2005 w rankingu Newsweek
Polska zaliczona do książek stulecia w kategorii "Polska literatura
piękna"). Od 1981 r. poza krajem. Fellowships za prozę po angielsku z
National Endowment for the Arts i New York Foundation for the Arts. Mieszka
w Seattle.
3 Comments
diggit! del.icio.us! reddit!

RELATED THREADS
SubjectArticles qty Group
Re: Canon: dÅ‚uga staÅ‚ka - jaka?pl.rec.foto.cyfrowa ·
DÅ‚uga rÄ™ka SBpl.soc.polityka ·
us³uga "wró¿ka TP"pl.misc.telefonia ·