Fajnie, że mimo tego całego kotła, izraelska demokracja wciąż działa
bez zarzutu.
*****
Tytuł jest nieco podkręcony:-)
Madżale Wachabe, druzyjski wiceszef Knesetu, przejął dziś obowiązki
szefowej Knesetu (Dalii Icik), która poleciała do USA. A całkiem
niedawno Icil stała się p.o. prezydenta Mosze Kacawa, którego uznano
za "czasowo niezdolnego" z racji śledztwa dotyczącego molestowania.
Izraelski dziennik "Maariw" zauważa, że Wachabe od dziś nie tylko
kieruje Knesetem, ale ma upranienia do ułaskawiania skazanych (nie na
śmierć, bo takiej kary nie ma w Izraelu) czy też przyjmować listy
uwierzytelniające. Czyli pełni obowiązki prezydenta.
Wachabe jest druzem, czyli Arabem z grupy religijnej, której
zdecydowana większość muzułman nie uznaje za część islamu. Izraelscy
druzowie służą w armii i zasadniczo są proizraelscy. Oprócz tych
mieszkających na Wzgórzach Golan - ci uznają się za Syryjczyków i
zawsze odmawiali przyjęcia obywatelstwa izraelskiego.
Sprawa z arabskim "prezydentem" to ciekawostka, która dużo mówi o
Izraelu (majÄ…cym od niedawna swego pierwszego arabskiego ministra). W
warunkach wojen, zagrożenia terrorystycznego, ciągłego napływu nowych
fal imigrantów Izraelczycy są stosunkowo odporni (nie całkowicie -
obecnie mają też ministra arabofoba) na rasizm i ksenofobię.
Oczywiście, to nie spadło z nieba i jest m.in. wynikiem wielu dekad
nieustajacej pracy izraelskich NGO i polityków piętnujących,
gadających, będących wyrzutami sumienia.
Na szczęście, nigdy nie zamilkli w obliczu "poważniejszych
problemów".
http://tomaszbielecki.blox.pl/html#entry_1967872