http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,5661132,Tylko_metro_moze_odkorkowac_wroclawskie_ulice...
Tylko metro może odkorkować wrocławskie ulice
Jacek Kulesza
2008-09-05, ostatnia aktualizacja 2008-09-04 19:28
Jeśli nie będzie rewolucji w myśleniu o wrocławskiej komunikacji, to za parę
lat staniemy w gigantycznym korku. Pilnie potrzebne sÄ… nowe drogi, szybka
komunikacja miejska albo metro.
Namiastkę tego, co nas czeka, pokazał przed rokiem kongres kardiologów.
Miasto stanęło. Zdezorientowani kierowcy nie wiedzieli dlaczego.
Podejrzewali, że za sprawą wypadków, ale wypadków o tej porze dnia nie było.
Wystarczyło, że z kilku hoteli w stronę Hali Stulecia ruszyło parę setek
samochodów i taksówek wiozących lekarzy na poranne wykłady.
Co roku miasto staje w bezruchu na początku października, gdy zaczyna się
rok akademicki. Powodują to auta wracających na uczelnie studentów. Trudno
policzyć, ile tych samochodów wtedy przybywa, ale bez względu na to, ile ich
jest, chaos mamy niesamowity.
Codziennie rano, w czasie gdy wrocławianie wiozą dzieci do szkół i jadą do
pracy, klniemy na korki. Na poczÄ…tku weekendu mamy problem z wyjazdem z
miasta, a w niedzielÄ™ z wjazdem.
Chaos komunikacyjny potęgują przebudowy ulic. Ale z tym faktem trzeba się
pogodzić. Chwała za to, że nasze drogi są remontowane i z roku na rok miasto
przeznacza na ten cel olbrzymie i coraz większe pieniądze. Chciałoby się
powiedzieć, że to akurat jest jedynie słuszna droga, choć uciążliwa.
Ale i tak będzie gorzej. W samym Wrocławiu zarejestrowanych jest ponad 300
tys. samochodów osobowych i ciężarowych. Dodajmy do tej liczby auta
przejeżdżające przez miasto tranzytem, dodajmy samochody ludzi, którzy
przyjeżdżają do miasta na zakupy, do pracy, do szkoły, samochody i autokary
turystów.
Tylko w ostatnich dziesięciu latach liczba samych samochodów osobowych we
Wrocławiu zwiększyła się o 50 tys., czyli średnio licząc, co roku przybywało
5 tys. samochodów. Liczba aut będzie rosła, bo społeczeństwo stało się
bogatsze, a samochody tańsze. Rynkowa oferta aut używanych jest w zasadzie
na kieszeń każdego pracującego obywatela.
Żeby zobrazować, w jakim miejscu dziś jesteśmy, powiedzmy, że Wrocławiowi od
wojny przybył tylko jeden most, a w roku 1937 po ulicach miasta jeździło
jedynie 14 629 samochodów.
Jak z tego wybrnąć? Na pewno miasto rozładuje Autostradowa Obwodnica
Wrocławia. Ma być skończona wiosną 2011 roku. Niewątpliwie pomoże nam
obwodnica śródmiejska, ale nikt nie wie, kiedy zostanie ukończona.
Władze stawiają na komunikację miejską. Pierwsza z dwóch linii szybkiego
tramwaju ma połączyć Huby i Gaj z Maślicami, na których powstaje stadion
piłkarski na Euro 2012. Nią kibice mają dojeżdżać już na mecze mistrzostw.
Drugą pojedziemy z Leśnicy na Sępolno.
Rozbudowana komunikacja miejska ma sens pod warunkiem, że na rogatkach
miasta powstaną wielkie parkingi, na których ludzie zostawią swoje samochody
i przesiądą się do autobusów, tramwajów czy pociągów. Myśląc o rozwoju
komunikacji miejskiej, trzeba o tych parkingach pamiętać. To model na
Zachodzie sprawdzony.
Ważne są też parkingi w centrum miasta. Już dziś nie ma gdzie zaparkować. Za
chwilę będzie to problem nie do przeskoczenia. Wystarczy pojechać do
pobliskiej Pragi, by zobaczyć, ile aut chowa się pod ziemią. Jestem w stanie
wyobrazić sobie taki podziemny parking nawet pod pl. Solnym, a sam plac
wolny zupełnie od samochodów. Tak samo jak ulice okalające Rynek.
Kolejnym pomysłem jest metro. Oczywiście wielu uzna go za szalony. Odpowiem
więc od razu: jakie jest szaleństwo w realizowaniu XIX-wiecznego pomysłu?
Chyba takie, że jest tak stary. Metro nie zawsze musi iść pod ziemią. Skoro
300-tysięczne francuskie Lille mogło sobie zafundować dwie linie metra i
jest z tego powodu szczęśliwe, to dlaczego nie może sobie na to pozwolić
ponad dwa razy większy Wrocław?
Czy to jest szaleństwo? Nie, to poszukiwanie metody.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław