Witam !
Nadrabiania zaległości ciąg dalszy.
Dawno nie byłem w Czechach, więc już najwyższy czas przejechać się Czeskimi
Drahami. :) Tym razem cele wyprawy były dwa. Pierwszy to zaliczenie linii
Hněvčeves - Smiřice, którą można zaliczyć tylko specjalnym pociągiem retro
kursującym 6 razy w roku, a drugi to zaliczenie linii z Trutnova do
Sędzisławia przez Lubawkę. Wyjazd rozpoczyna się o 17:07 w pociągu z
Kędzierzyna do Chałupek, w towarzystwie kol. Krzyśka (SMall42). Do Chałupek
jazda bez przygód, potem jak zwykle przejście pieszo do granicy, a następnie
przejazd autobusem na dworzec w Bohumínie. Tam mała zmiana: kasa
międzynarodowa w której zawsze kupowaliśmy bilety jest nieczynna, trwa jej
przebudowa na coś w rodzaju ČD Centrum (a może właśnie na to). Szybko
zakupujemy bilecik do Ostravy i wsiadamy w gotowy do odjazdu kibel.
Dojeżdżamy tam bez przygód. Teraz mamy kupę czasu do EXCELSIORA, więc
postanawiamy pozwiedzać sobie trochę ostravską sieć tramwajową. Zakupujemy
bilecik dobowy i wyruszamy na przejażdżkę. Trasa: Hlavní nádraží - Náměstí
Republiky - Hranečník - Výstaviště - Nová huť jižni brána - Výstaviště -
Zábřeh - Kino Luna - Výškovice - Palkovského - Dubina Interspar - Hlavní
nádraží. Na dworcu głównym meldujemy się o 23:30, tak więc EXCELSIOR już za
10 minut. Udajemy się na peron. Niestety zaszła zmiana i większość jego
składu stanowią wagony słowackie, bez firanek w przedziałach. Ludzi sporo,
więc musimy się do kogoś dosiąść. Jakby było mało pecha to trafiamy na
faceta, któremu buzia się nie zamyka i zmusza wszystkich współpasażerów do
rozmowy, a gdy zorientował się, że jesteśmy z Polski to już w ogóle mieliśmy
przerąbane. Krzysiek został przez gościa ochrzczony "Polskim Janosikiem".
;-P Facet jest handlarzem perfumów i niestety jedzie z Havířova aż do Teplic
v Čechách, więc się go nie pozbędziemy. O północy osiągamy Studénkę. Nikt
wtedy nie przypuszczał, że za niespełna tydzień wydarzy się tu katastrofa...
Podczas postoju na stacji kontrola biletów. Pokazujemy zarówno SONE+ ważny
od Studénki jak i jednorazowe, na których dojechaliśmy i dostajemy pieczątkę
na wszystkich biletach. W Ołomuńcu okazuje się, że naszemu innemu
współpasażerowi zginęła komórka. Przeszukujemy przedział. Gdy podnosimy tą
część siedzenia na której siedzimy moim oczom ukazuje się widok gorszy niż w
niejednym śmietniku. Gaduła też przyłącza się do poszukiwań, ale na wszelki
wypadek pilnuję swojego plecaka, bo nigdy nic nie wiadomo. Komórki nie
odnajdujemy. Na korytarzu przy naszym przedziale nieustannie rozrabia jakaś
parka. Generalnie przejazd bardzo ciekawy. ;-P Za Červenką gadułę w końcu
zmógł sen, więc mamy spokój. Mimo, że nie mieliśmy nigdzie nienaturalnie
długich postojów, jedynie czasem gdzieś zwalnialiśmy w Kolínie meldujemy się
z 30-minutowym opóźnieniem. Tak więc z prawie godziny czasu zrobiło się
mniej.
Po obejrzeniu dworca udajemy się na peron gdzie zostanie podstawiony nasz
motoraczek. Ludzi nawet trochę jest, pewnie powroty z imprez. Ruszamy
planowo. Bilety sprawdza kondi, który nie ma munduru, a twarz ma całą zlaną
potem. Na jednym z przystanków przysiada się do mnie gościu, który
natychmiast zasypia. Gdy kondi przychodzi sprawdzić mu bilet nie może go
dobudzić. Mimo mocnych szturchań i nawoływań gościu nie reaguje, w końcu
kondi odpuszcza. Na stacji Velký Osek jego towarzysz budzi go do wysiadania.
O dziwo facet wstaje od razu, tyle że ma problemy z trafieniem w drzwi. ;-P
W sumie ciekawy sposób na jazdę za free na krókich odcinkach. Odcinek
Nymburk - Mladá Boleslav wiedzie przez ładne pola. Od stacji Mladá Boleslav
hl.n. zaczynamy zaliczać. Od tej stacji ma też według cegły zostać dołączony
bezpośredni motorak Mladá Boleslav - Kopidlno i tak się dzieje, jednak
obsługa nie wiadomo czemu każe nam jechać w pierwszym motoraku. Stacja Mladá
Boleslav město jest położona dość ciekawie i jest bardzo nowoczesną stacją.
A linia raczej polna. Wysiadamy na stacji Dolní Bousov i tu pierwsze fotki.
Motoraczki zostają rozdzielone, nasz do Kopidlna przestawia się na drugi
tor. Po wykonaniu zdjęć zajmujemy w nim miejsce i o 5:59 ruszamy. Teraz
zaliczamy też dość trudną do zaliczenia linię. Są tu tylko 4 pary pociągów
jeżdżących jedynie w soboty i niedziele. Frekwencja nie zachwyca, jesteśmy
jednymi z nielicznych pasażerów. Po przyjeździe do Kopidlna następuje to co
zawsze czyli obfocenie stacji. Podczas oczekiwania na nasz następny pociąg
na stacji zjawia się grupka rowerzystów. Ku naszemu zdziwieniu wsiadają do
motoraka, którym przyjechaliśmy tak więc na kolejnym kursie frekwencja
będzie już lepsza. My natomiast pojedziemy teraz pociągiem w kierunku
Nymburka, żeby na mijance w Křincu przesiąść się do pociągu w przeciwnym
kierunku. Cykam stacyjki na tym odcinku. Na odcinku Ledečky - Křinec jest
posterunek odgałęźny o wdzięcznej nazwie Obora, gdzie łączymy się z linią z
Chlumca nad Cidlinou. Gdy wjeżdżamy do Křinca pociągu w przeciwną stronę
jeszcze nie ma, więc mogę szybko obfocić stację. Do Kopidlna wracamy tą samą
trasą, przez Oborę. ;-D W Kopidlnie mamy długi postój, większość osobówek
taki ma. Dalej do Jičína znów zaliczamy. Linia polna, w sumie wszystkie
linie w tym rejonie są podobne i płaskie. Po przyjeździe oczywiście fotki.
Stacja Jičín jest położona na fajnym łuku. Teraz w końcu coś lepszego niż
motorak czyli szynobus REGIONOVA. Baliśmy się, żeby nie był spóźniony,
ponieważ mamy z niego skomunikowanie na styk z retrem, ale na szczęście
przyjechał planowo. Ten odcinek mam zaliczony, więc wykorzystuję go na
krótką drzemkę. Wysiadka na stacji Hněvčeves. Szybkie fotki, bo w oddali
słychać już gwizd parowozu.
Na stację zajeżdża pociąg retro Expres Primátor z parowozem 423 01245 na
czele, uruchomiony przez Společnost železniční výtopna Jaroměř. Na szczęście
nie jest nie wiadomo jak nabity, pasażerowie to głównie rodzice z dziećmi
dla których przejazd takim pociągiem zapewne jest nie lada atrakcją, a także
osoby starsze. Gdy nadchodzi godzina odjazdu zaczynamy cofać się do tyłu,
gdyż musimy się przetoczyć na tor przy peronie, z którego możliwy jest wjazd
na linię do Smiřic. Następnie odbijamy w prawo i rozpoczynamy przejazd tą
nieużywaną w ruchu pasażerskim linią, nie wiem jak z ruchem towarowym, ale
chyba też nie ma bo na peronie podsłuchaliśmy rozmowę kolejarzy, z których
jeden nie ukrywał zdziwienia, że ta linia w ogóle jest przejezdna. Po
odjeździe przychodzi do nas obsługa i sprzedaje nam bilety. Gdy widzą, że
jesteśmy z Polski jeden z konduktorów mówi, że zna nasze koleje bo jeździł
na parowozach w Wolsztynie. Podczas jazdy czasem ocieramy się o drzewa i
krzaki i pełno liści wpada do wagonów. ;-) Pierwsza stacyjka to Hořiněves,
gdzie mamy postój. Budynek stacyjny zaadaptowany na mieszkanie, ale tablice
z nazwą stacji oraz kierunkami nienaruszone. Na podwórku samochody, rowery,
różne graty i bawiące się dzieciaki. Podczas jazdy wiele razy widzimy fajne
reakcje tubylców, którzy pierwszy raz od długiego czasu zobaczyli na swojej
linii pociąg i to w dodatku retro z parowozem. ;-) Linia głównie polna.
Przez kolejne stacyjki przejeżdżamy już bez zatrzymania. Niektóre starsze
osoby wybrały się na przejażdżkę tym pociągiem w celach wspomnień. Jedna
pani pokazywała komuś przez okno gdzie się urodziła. Po 15 minutach jazdy
ukazuje się naszym oczom zelektryfikowana linia Hradec Králové - Jaroměř.
Przez jakiś czas jedziemy równolegle z nią, żeby w końcu się połączyć i
wjechać na stację Smiřice. Tutaj będzie dłuższy postój celem przepuszczenia
rychlika. Większość pasażerów wyległa na peron. My również korzystamy z
okazji i urządzamy sesję zdjęciową. Bardzo oryginalny i ładny budynek
stacyjny. Gdy zbliża się godzina odjazdu zajmujemy w miejsce w pociągu i
podjeżdżamy nim 7 km do stacji Jaroměř. Tutaj retro ma jeszcze dłuższą
przerwę niż ostatnio, a dla nas jest to koniec podróży tym pociągiem. Jak
zwykle stacja zostaje obfocona. Wykorzystałem również fakt, że dzień
przejazdu retra jest też dniem otwartym szopy (a właściwie muzeum
kolejnictwa) i obejrzałem sobie ją. Po powrocie wykonałem jeszcze trochę
fotek na stacji.
Po zakończeniu zwiedzania stacji zajmujemy miejsce w naszej osobówce, która
jest już podstawiona. Wybraliśmy wagon silnikowy, który posiada 1 klasę.
Według cegły pociąg ten prowadzi jedynie 2 klasę. Po konsultacji z
konduktorem okazało się, że możemy zająć miejsca w tej 1 klasie, tak więc w
Czechach też zdarzają się zdeklasowane jedynki. ;-) Ta akurat o bardzo
wysokim standardzie. Ruszamy punktualnie. Fotografuję stacyjki. Na stacji
Česká Skalice mamy krzyżowanie, więc można wyskoczyć na więcej fotek. Przed
stacją Starkoč widoki niezwykłe - jeziora pomiędzy górami. Tak oto wjeżdżamy
na wyżej wymienioną stację. Nasz pociąg jedzie dalej do Trutnova, gdzie i my
później dotrzemy, ale teraz szybko przesiadamy się do stojącego na "kusej
koleji" czyli ślepym torze motoraczka, którym pojedziemy do Náchodu. Pojazd
w nietypowym niebiesko-żółto-białym malowaniu. Oczekuje przy nim konduktorka
w towarzystwie jakiegoś chłopczyka (może synka). Teraz jedziemy krótkim
łącznikiem Starkoč - Václavice (3 km), który łączy linię Trutnov - Jaroměř z
linią Týniště nad Orlicí - Meziměstí. W Václavicach podczas błyskawicznej
zmiany czoła udało nam się wykonać równie błyskawiczne fotki. Po niewiele
dłuższej jeździe meldujemy się w Náchodzie. Tutaj mamy dłuższą przerwę.
Oglądamy sobie stację.
Przed budynkiem dworca spotykamy autobus PKS Kłodzko, którym można się udać
do Polski. Motoraczek, którym przyjechaliśmy wyrusza w drogę powrotną do
Václavic i tu zrobiliśmy błąd - mogliśmy się nim przejechać zamiast siedzieć
bezproduktywnie na stacji, dodatkowo sfocilibyśmy w Václavicach goniący nas
Expres Primátor. No ale trudno. W końcu przybywa nasz pociąg do Meziměstí.
Niestety nabity, więc przez kilka pierwszych stacji musimy siedzieć osobno,
aby mieć dogodne miejsca do focenia stacyjek. Na przystanku Náchod-Běloves
napisy w języku polskim. ;-) Jedziemy m.in. przez Teplice nad Metují gdzie
jeszcze później zawitamy. Stacyjki Bohdašín nie sfociłem bo nie mieliśmy tam
postoju. W Meziměstí mamy tylko 4 minuty na przesiadkę, więc trzeba się
streszczać. Motorakiem wyjedziemy w tą samą stronę skąd przyjechaliśmy,
chociaż ja wiele bym dał, żeby pojechać w drugą stronę do Mieroszowa i dalej
do Polski. Może kiedyś doczekam się reaktywacji tej linii... Na stacji
spotykamy też naszego rumunka z towarem. Teraz zaliczamy lokalkę do
Broumova. Na stacji końcowej też żałuję, że nie mogę pojechać dalej i
zaliczyć brakujących 4 km do Otovic zastávki. Na peronie jakiś facet
rozmawia z konduktorem pół-czeskim, pół-polskim językiem o pociągach w
rejonie granicy z Polską. Po zmianie czoła wracamy tą samą trasą do
Meziměstí. Tam znów niestety przesiadka na styk, co nie pozwala obejrzeć
dworca.
Dalej jeszcze kawałeczek się wracamy, aby wylądować w Teplicach nad Metují,
gdzie w końcu dłuższa przerwa. Chwilę po naszym przyjeździe odjeżdża motorak
do stacji Adršpach, jednak my go przepuszczamy, żeby pojechać następnym w
pełnej relacji do Trutnova. Na stacji pozostała doczepka, w której chcemy
zająć miejsce, ale manewrowy prosi, abyśmy to zrobili dopiero po podpięciu
motoraka. Urządzamy sesję zdjęciową. Ledwo kończę focić i zaczyna lać, na
szczęście to tylko przelotne. Gdy w końcu powraca motorak z Adršpachu i
podpina się do doczepki możemy wsiąść. Odjazd planowy. Zaczynam focić
stacyjki. Początkowo jedziemy bez żadnych problemów, jednak po ujechaniu
może dwóch przystanków nagle tracimy prędkość i w końcu stajemy. Linia
wiedzie pod górkę i motorak ma problem z podjazdem. Silnik huczy, ale nie
możemy ruszyć, dopiero po jakimś czasie nam się to udaje. Jakoś udało nam
się doczłapać do stacji Adršpach, gdzie wsiada bardzo dużo osób, głównie
niemieckich turystów co nie napawa optymizmem bo skład będzie cięższy.
Znajduje się tu Skalne Miasto, będące dużą atrakcją turystyczną. Po
odjeździe z tej stacji (który oczywiście nastąpił z wielkim trudem) widoki
bardzo ciekawe. Widoki widokami, ale nas coraz bardziej martwi rosnące
opóźnienie spowodowane wydłużonymi postojami na stacjach oraz wielokrotnym
stawaniem w polu. Natomiast w ogóle nie martwi to niemieckich turystów,
którzy śpiewają sobie w najlepsze "Bergvagabunden". ;-) Jedyne co nas
pociesza, to rozkładowy długi postój na jednej ze stacji oraz godzina czasu
na przesiadkę w Trutnovie. Na każdej kolejnej stacyjce problemy się
powtarzają, ale chyba mechanik wynalazł jakąś metodę, bo zawsze jest taki
sam schemat: najpierw przez parę chwil stoimy, a silnik pracuje na pełnych
obrotach, a następnie ruszamy. Tak więc może jakoś dojedziemy, chociaż mamy
jeszcze spory kawałek. Przed samym Trutnovem linia również jest ciekawie
poprowadzona.
Na stacji Trutnov střed na hak bierze nas spalinówka i dociąga nas do
Trutnova hl.n. gdzie w efekcie zameldowaliśmy się z 25-minutowym
opóźnieniem, czyli nie jest źle. Mamy ponad pół godziny czasu, więc najpierw
zajmujemy sobie miejsca w pustawym jeszcze SA134 005. Na siedzeniach leżą
ulotki na temat zakupu szynobusów przez województwo dolnośląskie. Następnie
urządzamy sesję zdjęciową. Niestety zajmując miejsca popełniliśmy drugi dziś
błąd - zapomnieliśmy o zmianie czoła w Trutnovie-Poříčí i w efekcie na
większości trasy będziemy jechać tyłem do jazdy, no ale jest już za późno na
zmianę, bo szynobus zapełnia się. Polska konduktorka już w Trutnovie
wypisuje i sprawdza bilety na polski odcinek, podobnie kondi Viamontu,
którego twarz nie ukrywa zadowolenia z frekwencji. ;-) Mieli się tu do nas
dołączyć znajomi, jednak posypał im się plan i nie spotkamy się w Trutnovie.
W momencie odjazdu szynobus jest pełniusieńki, jedzie dużo rodzin z dziećmi.
Ruszamy punktualnie. W Trutnovie-Poříčí zmiana czoła i kierujemy się na
linię do Lubawki. Linia leśna. Na stacyjkach wymiana chyba zerowa. Od stacji
Královec zaczyna się najważniejszy, reaktywowany po kilkudziesięciu latach
odcinek. Widoczki sympatyczne. Pociąg ma chyba luzy w rozkładzie, bo do
Lubawki przybył przed czasem co pozwala wyskoczyć na fotki. Budynek dworca
to obraz nędzy i rozpaczy... Dalej jedziemy już z typowo polską prędkością
szynobusową. Pogoda się psuje, zaczyna lać. Parę osób wysiada w Błażkowej, a
dużo więcej w Kamiennej Górze. Jeszcze niecałe 10 minut jazdy i wjeżdżamy do
Sędzisławia łącząc się z linią Jelenia Góra - Wrocław. Szynobus zmienia tu
czoło. Mimo, że pada dość mocno nie rezygnuję z obfocenia stacji. Oczekujemy
teraz na ŚNIEŻKĘ, która lada moment powinna się zjawić. Wraz z nami
przesiadają się też jeszcze jakieś osoby. Skład krótki, bo to tylko grupa
wagonów. Zajmujemy miejsce w zdeklasowanej jedynce i wleczemy się
niemiłosiernie. Dopiero przed Wrocławiem nieco lepiej. We Wrocławiu dłuższy
postój na doczepianie wagonów i żegnam się też z Krzyśkiem, który udaje się
na północ na dalsze kółeczko. Do Kędzierzyna jadę już znaną trasą, trochę
drzemię. Budzę się gdy pociąg wjeżdża w perony Kędzierzyna i tak zakończyła
się ta wycieczka.
Fotki, skany biletów:
www.kolejomania.rail.pl/lub.html (JAVA)
www.kolejomania.rail.pl/0lub.html (linki)
Pozdr.
Grzesiek