Witam Grupę.
Jest czas, to mogę napisać relację. Dwa tygodnie temu (a nawet może trzy
14.04) pojeździłem sobie po różnych śląskich i śląskowatych liniach. W sumie
były to takie różne ogryzki, których mi brakowało do zaliczenia oraz
odcinki, którymi już dawno nie jechałem, więc chciałem je sobie odświeżyć.
Zatem do rzeczy, bo relacja spóźniona (jak większość pociągów podczas tego
kółeczka), i każda minuta droga. Trasa wycieczki fikuśna: Wrocław -
Kamieniec - Nysa - Opole - Kędzierzyn - Racibórz - Chałupki - Rybnik -
Pszczyna - Katowice - (wariantowo Bytom - Gliwice) - Wrocław zapowiadała
duże emocja, część przesiadek była mocno na styk. Kawa w McDonaldzie na
dworcu głównym, EN57 do Międzylesia (5:35) podstawiony, czas zająć miejsca -
i jedziemy. Wrocławska jednostka na pierwszy rzut oka zrobiła na mnie miłe
wrażenie - czysto, wnętrze zmodernizowane, ładne siedzenia, sporo pasażerów.
Tylko makabrycznie gorąco. Nie wiem - czy to termostaty jakoś dziwnie
ustawione, czy nie działające w ogóle, ale temperatura wewnątrz pociągu
przypominała okolice wielkiego pieca w hucie. Co przy bliskiej zeru
temperaturze na zewnątrz było idealne do hurtowego wywoływania przeziębień u
pasażerów. Z Wrocławia ruszamy z pięciominutowym opóźnieniem. Niefajnie, bo
w Kamieńcu są cztery minuty na przesiadkę do Nysy. Zaraz po odjeździe
przychodzi pani konduktor, sprawdza bilety, a starannie wyselekcjonowanym
(ciekawe, na podstawie jakich kryteriów?) pasażerom wręcza ankiety PKP PR. W
ankietach pytania o punktualność, czystość, uprzejmość obsługi, ceny
biletów, czas jazdy, itp, i czy się te parametry ostatnio poprawiły, czy
nie. Fajnie, że pytają o takie rzeczy, tylko taka wątpliwość mnie naszła -
skoro ankiety rozdaje i zbiera obsługa pociągu, to czy przypadkiem ta sama
obsługa ich hurtowo nie wypełnia? W kilkanaście minut po ruszeniu z
Wrocławia ogrzewanie przestaje działać. I do samego Kamieńca już działać nie
będzie. Na szczęście, bo w przedziale robi się znacznie przyjemniej.
Zapełnienie pociągu oceniam na jakieś 70%%, co, jak na wczesną porę, i
kierunek podróży (o tej porze raczej ludzie do Wrocławia jadą) zdaje mi się
wynikiem znakomitym. Od Strzelina linia jest jednotorowa, w Białym Kościele
pan mechanik wybiega ze swojej kabiny i coś gmera w wagonie silnikowym, w
Henrykowie mijamy się z pociągiem do Wrocławia, i po tych urozmaiceniach
mamy już 10 minut opóźnienia. Jednak opolski SA109 do Nysy (6:54) czeka. I
słusznie, bo, choć z naszego pociągu przesiada się tylko kilka osób, to te
kilka osób stanowi większość pasażerów szynobusu. Jest przeraźliwie pusty -
około 10 pasażerów naliczyłem podczas tej podróży. Na przystankach
pośrednich wymiana zerowa. A linia biegnie przez okolice gęsto zaludnione,
pamiętam, jak ś.p. pociąg Legnica - Katowice na tym odcinku miał już
wszystkie przedziały zapełnione, a w składzie były 4 dwójki... Co zabawne -
ten pustowóz jedzie znacznie szybciej, niż strasznie się wlokący na odcinku
Strzelin - Kamieniec pełny pociąg z Wrocławia. Ponieważ jest opóźnienie,
spowodowane czekaniem w Kamieńcu, pan kierownik pyta pasażerów o przesiadki
na Opole i Kędzierzyn w Nysie. Bardzo miłe. W Nysie wjeżdżamy na peron
drugi, z tego samego peronu po chwili odjeżdża SA103 do Kędzierzyna. Pełny
ludzi. I po co było dzielić relacje na linii podsudeckiej na idiotyczne
kawałki? W Nysie jest miły dworzec - czysty, kameralny, nie ma żuli, jest za
to wesołe kolejowe malowidło na ścianie głównego holu. Po godzinnym pobycie
w Nysie czas ruszać w dalszą drogę. Przy peronie trzecim (za barierką) stoi
pociąg do Opola (8:36). SP (a może SM, na pewno nie SU) 42 + przedziałowa
dwójka + bonanza. Czyli klasyka. Ludzi, tak na oko, 50%%, ale na każdym
postoju ktoś się dosiada. dzień wstaje piękny, słoneczny, wiosenny, i bardzo
fajnie się jedzie takim lokalnym pociagiem przez lasy i pola. Większość
pasażerów to ludzie zdążający do pracy i szkół w Opolu. W Szydłowie mijamy
się z SA103 do Nysy, w środku widać stojących pasażerów. Krótką podróż
szybko kończymy w Opolu Głównym. Ładny budynek dworca, czysty hol, Opole po
remoncie prezentuje się miło. I już po kilkunastu minutach nadjeżdża Ślązak
z Zielonej Góry do Przemyśla (10:24). Szybka jazda do Kędzierzyna bez
większych wrażeń - dziwi mnie tylko trochę pusta jedynka w pełnym pociągu. W
Kędzierzynie więcej czasu - można się przejść po mieście i coś zjeść, bo
pociąg do Raciborza odjeżdża planowo o 12:07. Dworzec w Kędzierzynie byłby
na pewno ładniejszy, gdyby go, tak jak Opole, poddano remontowi. Jest
czysto, ale na ścianach widać odrapaną farbę, zacieki, no i coś też zdałoby
się zrobić z pragotronami w hallu, które wyświetlają tylko te pociągi, które
aktualnie stoją przy peronach. EN57 do Raciborza podstawiono przy peronie
1A. Kto zna Kędzierzyn, ten wie, gdzie to. Kto nie zna, może się poczuć
odrobinę zagubiony - po wyjściu z przejścia podziemnego na peron 1 nie widać
żadnego pociągu. Trzeba przejść kilkaset metrów peronem, żeby dotrzeć do
stojącego daleko za budynkiem dworca pociągu. Super zabawa dla licznych
przesiadkowiczów z kierunku Opola, którzy muszą tę odległość przebiec, jako
że przesiadki tutaj są często pięciominutowe... Jednostka wewnątrz
zmodernizowana, z zewnątrz typowa, ludzi w środku też na oko 50%%. Czekamy na
opóźniony pociąg z Wrocławia. Odjazd z Kędzierzyna z pięciominutowym
opóźnieniem. Pierwszym przystankiem jest Kędzierzyn-Koźle Azoty. Fascynujące
miejsce. Wygląda jak po katastrofie nuklearnej. Wygląda tak od paru lat. Z
roku na rok gorzej. I nic. Krajobrazy też naokoło ksieżycowo - industrialne
- zakłady chemiczne, jakieś kopalnie żwiru i piasku, i stacje bez wyrazu.
Budynek dworca w Nędzy na pierwszy rzut oka prezentuje się korzystnie, ale
po dokładniejszych oględzinach widać wybite szyby i zabite okna. W Raciborzu
jest 8 minut na przesiadkę do Chałupek, tymczasem juz opóźniony pociąg za
Nędzą stoi sobie jeszcze kilka minut pod semaforem. I znowu na dwoje babka
wróżyła - poczeka / nie poczeka. W Raciborzu zapowiedź z głośników, że
pociąg do Chałupek (12:50) stoi przy peronie trzecim. Gdzie może być peron
trzeci? Bynajmniej nie tam, gdzie logika podpowiada, czyli jako następny za
drugim. Nie - jest to przedłużenie peronu... pierwszego. Co za upiorna
okolica - wszędzie jakieś tajne perony poukrywane przed biegającymi,
spanikowanymi ludźmi. Do Chałupek pojedzie klasyczna, skajowa jednostka.
Pełna ludzi. A to dopiero! Zawsze byłem przekonany, że na tej trasie to
tylko paru kolejarzy i powietrze... Większość pasażerów wysiada na kolejnych
stacjach, do końca mało kto zostaje. Prędkość kiepska, krajobrazy płaskie,
ciepło, sennie się robi. Na szczęście trasę do Chałupek pociąg pokonuje w
pół godziny. W Rudyszwałdzie do dwutorowej linii z Kędzierzyna dochodzi
jednotorowa, którą z pół godziny pojedziemy do Rybnika. Obie linie biegną
razem do Chałupek, by tam się połączyć. Chałupki to koniec świata. Stacja
graniczna w małej wiosce, więc perony kompletnie puste, w budynku dworca też
żywej duszy. Nie ma co zwiedzać, ale to dobrze, bo przy peronie pierwszym,
na żeberkowym torze zakończonym ciekawym kozłem oporowym stoi pojedynczy,
klasyczny EN57 do Katowic (13:39). W środku pusto, ledwie kilka osób. I tak
będzie przez całą podróż do Rybnika. Puste stacje, pusty pociąg, wolno
pełznący przez malownicze, pagórkowate okolice, a potem przez pełne hałd
przemysłowe krajobrazy. Znowu gęsto zaludniona okolica, w dodatku pora
powrotu z pracy i szkół, a pociągiem nikt jechać nie chce. Prędkość bardzo
słaba, tory kiepskie - trzęsie, skrzypi i szarpie. Typowe w tych okolicach.
Po niecałej godzinie jesteśmy w Rybniku. Dworzec spory, przy każdym peronie
stoi EN57. Bardzo to urozmaicone, można popaść w depresję na dłuższa metę.
Jednostka do Pszczyny odjeżdża o 14:40. Ludzi sporo, głównie oczywiście
powracający ze szkół i pracy w Rybniku. Do Żor jedziemy dwutorową linią
przez las, w Żorach widać jakieś zarośnięte resztki linii z Orzesza, którą
kiedyś przemierzałem kompletnie pustym pociagiem. Za Żorami już tylko jeden
tor, prędkość mocno spada, mijamy kopalnię w Suszcu i zaśmiecone osiedle
koło niej, i już po kilkunastu minutach koniec jazdy. Ciekawie wygląda ruch
na stacji w Pszczynie, bo wszystkie pociągi pasażerskie przyjmowane są na
jeden tor przy peronie 2. Drugi tor przy tym peronie jest zdemontowany, trwa
tam remontik, a na tor przy peronie pierwszym chyba nic od dawna nie
wjechało. Pociąg z Rybnika natychmiast po wyjściu ostatniego pasażera
zwalnia tor, którym już po chwili przejeżdża kolejny, i tak przez cały czas.
Duży ruch, peron cały czas pełen ludzi, przejeżdża mocno zapełniony Góral do
Żyliny. Dobrą kawę dają w barze na placu przed dworcem. Pociąg z Żywca do
Katowic (15:55) wjeżdża do Pszczyny oczywiście opóźniony, w składzie EU07 i
cztery przedziałowe dwójki, podróż spędzam na korytarzu. Na skutek
opóźnienia ostatnia część planu podróży - przejazd reaktywowanym odcinkiem
Bytom - Gliwice, nie dochodzi do skutku. W Katowicach szybka przesiadka na
Ślązaka, i do domu. Dziękuję za uwagę.
Obrazki z wycieczki:
http://www.pkp.neostrada.pl/pamiatki/obrazki/14.04.2008/index.html
Dźwięki:
http://pkp.neostrada.pl/pamiatki/dzwieki/dzwieki.html (trzeba przewinąć na
dół)
Marek A. Salwa