| Re: Przejechalem sie na Zeran... |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
Group: pl.misc.kolej · Group Profile
Author: Tomek JaniszewskiTomek Janiszewski Date: Sep 5, 2008 01:55
Piotr P. napisał:
>> i bardzo fajnie sie jedzie przez te wszystkie Pragi towarowe [...]
>> przez wszystko patataj dwudziestka [...]
>> Setki torow po horyzont[...]
>
> dla mnie to kolejowa analogia wycieczki statkiem po porcie - klimaty
> postindustrialne i spacerowe predkosci umozliwiajace obserwacje z otwartych
> okien.
Brrrr, wlaśnie przywołałeś wyjątkowo traumatyczne wodniacko - kolejowe
wspomnienia ;-( W poniedziałek poprzedzający sierpniwo - długi weekend
zadecydowałem o skróceniu warszawsko - mazurskiego rejsu na którym
przebywalem od trzech tygodni: właśnie po to aby pociągami pojeździć. Ile sił
w małej dwukonnej "Hondzie" (tylko na Zegrzu postawiłem żagle, bo wstyd by mi
było tego nie robić) gnałem Pisą i Narwią, tak ze po niespełna trzech dobach
przebyłem niemal całą drogę z Mazur do Warszawy. I oto we wczesne czwartkowe
popołudnie w odległości kilkuset metrów od remontowanego mostu kolejowego na
Żeraniu zorientowałem się że to coś dziwnego co widzę perzed sobą od jakiegoś
czasu, to nie są odbicia w wodzie jakichś leżących na brzegu śmieci, lecz
stojąca w poprzek Kanału Żerańskiego barka pełna gruzu, skutego z przęsła
mostu! Robotnicy nie mieli pojęcia kiedy kanał zostanie udrożniony, telefon
Rejonowego Zarządu Gospodarki Wodnej ani śluzy na Żeraniu nie odpowiada...
Bliski już byłem zawrócenia na Zalew, w nadziei że po ponownym przepłynięciu
15km kanału znajdę jakiś porcik na kilka dni, zupełnie jak rok temu kiedy
powrót uniemożliwił mi niski stan wody na Wiśle. Tylko ile mi to zajmie wraz
z późniejszym dojazdem do domu, czy zdołam złapać jakikolwiek wieczorny
pociąg PKP PR wyjeźdżający z Warszawy? Na szczęście udało się wcześniej
dodzwonić wreszcie do Urzędu Żeglugi Śródlądowej, gdzie zapewnono mnie że
jedzie już ekipa mająca po fajrancie o 15:00 odciągnąć barkę. Jednak chęć
działania zwyciężyła we mnie, podpłynąłem do północnego brzegu kanału, gdzie
okazało się że jest jakaś szansa aby się przecisnąć. Jak niegdyś głazy przy
pokonywaniu Głaźnej Strugi - odwaliłem przeszkadzające kawały gruzu (kalecząc
sobie przy tym dłonie; nie spodziewałem się że leżący w wodzie beton ma aż
tak szorstką powierzchnię), zdjąłem maszt z krzyżaka kładąc go na samej
kabinie, po czy z niewielką pomocą zaciekawionego ochroniarza który podniósł
nieco niezbyt na szczęście mocno napięte cumy trymające barkę przedostałem
się na drugą stronę mostu. Jeszcze tylko oddzwoniłem do UŻŚ zawiadamiając że
pośpiech nie jest już konieczny, jako że dałem sobie radę, tylko dobrze
byłoby aby śluza poczekała, jeśli nadal pracuje tylko na pierwszą zmianę. I w
ostatniej chwili, tuż przed godziną 15:00 dopłynąłem do śluzy. I
na "kółeczko" zdążyłem pojechać :-)
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski
|