http://kobieta.gazeta.pl/poradnik-
domowy/1,63125,5377621,Doba_na_Centralnym.html?as=1&ias=2&startsz=x
Małgorzata Szamocka2008-07-09, ostatnia aktualizacja 2008-06-25 12:20
Dworzec Centralny w Warszawie. Któż go nie zna? Tego klimatu i zapachu nie
da się zapomnieć. To nie tylko perony i hala kasowa, ale też bazar,
sypialnia, miejsce spotkań i przestępstw. Kiedyś był dumą stolicy, ba, całej
Polski. Dziś jest reliktem PRL-u.
Godzina 6.00
Maj, pogodny ranek. Z podmiejskiego pociągu wysiadam na peronie Dworca
Warszawa Śródmieście. Z miejsca owiewa mnie fetor. Ludzka fala płynie do
wyjścia, a ja ruszam w przeciwnym kierunku, do tunelu łączącego stację z
Dworcem Centralnym.
Na schodach przyspieszam, nie czuję się tu bezpiecznie. W przejściu jest
pusto, tylko jakaś skulona postać trzyma czapkę w rękach i coś mamrocze.
Kiedy zagaduję, odpędza mnie rękami, a kiedy zdradzam, że piszę reportaż o
Centralnym, wykrzykuje - To ja go budowałem! I pewnie tu umrę! - dodaje. Był
elektrykiem i te trzy lata budowy były najszczęśliwszymi w jego życiu. Wtedy
się ożenił, urodził mu się syn. Dlaczego teraz bieduje? Na własne życzenie.
Żona z synem wyemigrowali do USA, a on przepił wszystko, co miał. Nawet
pieniądze na bilet lotniczy.
W hali kasowej "najnowocześniejszego dworca w Europie", jak nazwano go w
latach propagandy sukcesu, spory ruch. Próbuję chłodnym okiem spojrzeć na
znajomą budowlę. Dworzec oddano do użytku w grudniu w 1975 r. Projekt
autorstwa Arseniusza Romanowicza był wielokrotnie zmieniany. Zrezygnowano
m.in. z betonowych estakad dla pieszych prowadzących do pobliskich
wieżowców. Dworzec zbudowano błyskawicznie w związku z wizytą Leonida
Breżniewa. Potem wielokrotnie obiekt remontowano. Nie jest wygodny dla
podróżnych. Odległość między halą główną a peronami wynosi aż dwa piętra.
Ruchome schody są wąskie i często wyłączane. Jedyna winda (towarowa) jest
dostępna tylko dla pracowników PKP. Architekt nie pomyślał o
niepełnosprawnych. Od niedawna mają oni do dyspozycji elektryczną platformę
uruchamianą na syrenę, która przywołuje pracownika dworca.
Godzina 7.00
Idę wzdłuż peronu trzeciego. "Pociąg pospieszny z Poznania wjedzie na tor
drugi przy peronie pierwszym". Perony miejscami ukryte są w mroku. Mimo że
maszyny czyszczące polerują granitowe posadzki, jest brudno. Z czeluści
tunelów zionie zaduch zmieszany z kloacznym smrodem. Ponoć dlatego, że
polskie pociągi mają otwarte ciągi sanitarne.
Dosiadam się do drzemiącej na ławce brunetki. Częstuję gumą do żucia, pytam,
dokąd jedzie. - Jeszcze nie wiem. Tydzień temu wyszłam z domu na imprezę -
odpowiada. Nie chce wracać, bo usłyszałaby, że jest darmozjadem, że się nie
uczy. Będzie powtarzała drugą klasę liceum. Gdzie mieszka? Różnie. To tu, to
tam. - Na dyskotece poznałam kilku kolesi z kasą. Stawiali. Dużo wypiłam i
nie tylko... Obudziłam się w mieszkaniu jednego z nich. Spędziłam tam kilka
dni, ale wczoraj wrócili jego starzy i musiałam się wynieść na Centralny -
mówi. Co dalej? Nie wie... Pojechałaby nad morze, ale nie ma za co.
Centralny to moloch. Kilometry tuneli, peronów, przejść, łączników.
Podziemne miasto otwarte ze wszystkich stron. Dla podróżnych, ale też i dla
szukających przygód, uciekinierów, bezdomnych, przestępców. To tutaj
wyszukiwali swoje ofiary warszawscy pedofile, tu zatrzymywani są dilerzy
narkotyków. Tu funkcjonariusze Komisariatu Kolejowego Policji aresztowali
Białorusina wprowadzającego do obiegu podrabiane karty VISA.
Godzina 8.00
Ruchomymi schodami wjeżdżam na poziom galerii Dworca Centralnego. Niczym na
olbrzymim bazarze można tu kupić prawie wszystko. Ciuchy, książki, "markowe"
torby i perfumy, przecenione gazety i płyty DVD. Mimo wczesnej godziny,
ogromny ruch. Kupuję drożdżówkę prosto z pieca, tak gorącą, że parzy usta i
idę do galerii północnej, do Komisariatu Kolejowego Policji (KKP), sławnego
na całą Polskę dzięki telenoweli "Złotopolscy".
Pomieszczenie nie jest tak kameralne, jak to z telewizji. Dyżurka i długi
korytarz z pokojami po obu stronach. Spotykam parę młodych ludzi. -
Jechaliśmy nocnym pociągiem z Krakowa. Do przedziału weszło dwóch mężczyzn.
Jeden zablokował drzwi, drugi przyłożył mi nóż do twarzy. Zabrali nam
komórki i pieniądze. Zatrzymali pociąg hamulcem awaryjnym i zniknęli za
nasypem - nerwowo opowiada dziewczyna. Dobrze, że nie okradli ich z bagaży,
dokumentów i biletów lotniczych, o 12. lecą do Bristolu w Wielkiej Brytanii.
Skończyli prawo. Od dwóch lat pracują w Anglii. - Tym razem rodacy nie
popisali się. Ładnie nas potraktowali... - wzdycha chłopak. Ale dyżurny
policjant przekonuje, że policja działa już coraz skuteczniej. - Choćby
wczoraj policjanci Sekcji Prewencji KKP zatrzymali na terenie Dworca
Centralnego trzech sprawców rozboju, którzy pobili poszkodowanego, a potem
zabrali mu pieniądze. Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia na wniosek
Prokuratora Rejonowego Warszawa Śródmieście zadecydował, że będą aresztowani
przez okres trzech miesięcy.
Godzina 9.00
Komendant komisarz Krzysztof Radzik przyjmuje mnie w swoim niewielkim
gabinecie. Jest równie przystojny jak Paweł Wawrzecki grający tę postać
w "Złotopolskich" i równie szarmancki. Ukończył studia informatyczne w WAT,
w policji pracuje szesnasty rok, a od dwóch lat kieruje Kolejowym
Komisariatem Policji.
- Wcześniej przez siedem lat pilnowałem metra. Tam stacje są nowoczesne,
przejrzyste i dlatego łatwiejsze do zabezpieczenia. Poza tym metro jest
zamykane, a Dworzec Centralny nigdy nie zasypia. Zresztą podlegający mi
policjanci zabezpieczają nie tylko Centralny, ale wszystkie inne dworce na
terenie Warszawy. Są to mundurowi i zwiadowcy. Jest ich stu pięćdziesięciu.
Mamy sekcję prewencji, kryminalną i dochodzeniowo-śledczą. Płeć piękna
stanowi 10 procent zatrudnionych, ale tylko dwie panie chodzą w patrolach -
opowiada komendant. Stara się, żeby przestępczość malała, ale na razie
zmniejszyła się o 10 procent rocznie. - Ważne, że zmieniła się struktura
przestępstw. Coraz mniej jest rozbojów z uszkodzeniem ciała. W tym roku było
ich dwadzieścia i żadnego morderstwa. Coraz więcej spraw udaje się nam
rozwiązać. Bardzo pomaga to, że dworzec jest monitorowany przez
kilkadziesiąt kamer. Przy czym tych ukrytych jest więcej niż widocznych -
mówi Radzik. - Czy są w tunelu łączącym dworce Śródmieście i Centralny? -
pytam. - Oczywiście, i to nawet widoczne. Jest zdecydowanie bezpieczniej niż
kiedyś. Wielu kieszonkowców przeniosło się z Centralnego do miejskiej
komunikacji i na ulice. Odstraszyły ich umundurowane patrole policyjne,
które widać na każdym kroku - odpowiada komisarz.
Ważna jest też organizacja pracy. Podczas odprawy patrole otrzymują
konkretny rejon i zadania, a po powrocie ze służby są rozliczane z ich
wykonania. Sprawdza się, z jakimi naruszeniami prawa mieli do czynienia i
jak na nie zareagowali. Komendant proponuje mi, bym dołączyła do jednego z
policyjnych patroli. Jest w nim Marta Manowska (3,5 roku w policji) i Tomasz
Rzążewski (8 lat pracy na Centralnym).
Godzina 10.30
Spotykamy się przy schodach wiodących do hali kasowej. Wchodzimy na galerię,
z której świetnie można obserwować całą halę. Szumi jak ul. Podróżni z
bagażami, kolejki do kas. Każdy gdzieś pędzi. Wielu niemal zaprasza złodziei
do działania. Pootwierane torby, portfele z dokumentami i pieniędzmi na
wierzchu.
Marta zawsze wiedziała, że będzie policjantką. Dlatego skończyła studia
pedagogiczne - specjalizacja resocjalizacja. - To mi pomaga w rozmowach z
dzieciakami, które bez opieki, późnym wieczorem, wałęsają się po dworcu.
Patrole pełnią służbę w systemie zmianowym - dzień i noc, a potem mają dobę
wolną. - Często pracujemy w święta, ale można się przyzwyczaić - wyznaje
Tomasz. Ludzie zwracają się do nich z najróżniejszymi problemami. Pytają,
jak mają się dostać np. na ul. Zielną, mają pretensje, że pociągi się
spóźniają, że jest brudno itd. Patrolujący twierdzą, że rzadko spotykają
teraz narkomanów, po których widać, że biorą. - Zmieniły się środki
odurzające. Najczęściej zatrzymuje się posiadaczy amfetaminy, którzy
wyglądają zupełnie przeciętnie. Ale my znamy newralgiczne miejsca, w których
spotykają się dilerzy i kupujący. Dlatego tak często udaje się naszym
policjantom na dworcach zatrzymać osoby za posiadanie narkotyków - mówi
Rzążewski. Żegnam się z policjantami i błądzę po galeriach w poszukiwaniu
centrum monitoringu wizyjnego, które od 1996 r. działa na Centralnym.
Okazuje się, że prowadzą do niego niepozorne drzwi w murze, a zamiast klamki
jest tu tablica z kodem cyfrowym.
Godzina 13.15
Cała ściana pomieszczenia zabudowana jest ekranami telewizji wewnętrznej. Za
długim pulpitem siedzi dwóch operatorów, pracowników Biura Bezpieczeństwa i
Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta St. Warszawy. Muszą w ułamku sekundy
rozpoznać sytuację, miejsce, obiekt obserwacji i powiadomić dyżurnego
policjanta. Mają do dyspozycji kamery, które dają kilkakrotne przybliżenie,
mają też zmienne pole widzenia. W tym roku sprzęt zostanie wymieniony na
nowocześniejszy. Będzie połączony z miejskim systemem monitoringu. Ukróci to
kradzieże, bo obraz będzie wyraźniejszy i sprawcy łatwiej rozpoznawalni.
Czas na lunch. Ruch na Centralnym nie maleje. Odkryłam, że są tu trzy sieci
kebabów czynnych całą dobę. Tureckie, egipskie i arabskie. Zjadam kebab z
cielęciną za 12 zł. Olbrzymi i smaczny.
Godzina 17.00
Po drugiej stronie ruchomych drzwi, które dzielą Centralny od Złotych
Tarasów (otwartej w zeszłym roku galerii handlowej), dostrzegam kobietę
opierającą się o ścianę. Równowagę pomagają jej utrzymać dwie kule. Z
Olsztyna wyjechała o 6.45. Według rozkładu do Warszawy powinna przyjechać o
10.28. Pociąg do Wiednia, na który miała zdążyć, odjeżdżał o 11. - W
Warszawie byłam dopiero o 11.30. Prosiłam kierownika pociągu o przekazanie,
by pociąg do Wiednia na mnie poczekał, że to wyjątkowa sprawa, bo jestem
niepełnosprawna, ale on odmówił. Teraz muszę do 21.05 czekać na następne
połączenie - opowiada zdenerwowana. Z ogłaszanych zapowiedzi orientuję się,
że opóźnionych jest wiele pociągów. Wszystkiemu ponoć winne są remonty torów.
Czytaj dalej »Reklamy googleZmęczenie
W ten sposób Organizm Mówi Ci: Czas na Oczyszczenie Organizmu
www.Colonix.pl/Zmeczenie
Commercial Union OFE
Jeszcze Zdążysz Przed Losowaniem ! Wybierz Szybko Największy Fundusz
WWW.FUNDUSZEMERYTALNY.COM
Męczą Cię korki?
Apartamenty w dobrej lokalizacji Całe miasto w zasięgu ręki
www.caapartments.pl.pl
Godzina 19.30
W podziemnym przejściu północnej galerii dostrzegam siedzącą na wypchanych
plastikowych torbach starszą kobietę. Zagaduję. Nazywa się Krystyna
Serafinowicz, z domu Szczepaniak. Siedzi tu od siedemnastu lat, zawsze
niemal w tym samym miejscu. Nigdzie się nie spieszy.
- Dworzec to mój dom. Tu śpię, tu jem, tu się ubieram. Mam 59 lat - wyznaje.
Choć narzeka na dworcowe życie, to twierdzi, że nie potrzebuje niczyjej
pomocy. Jakby bała się, że przenosiny do noclegowni albo jakiegoś mieszkania
pozbawią ją czegoś, co zna. - To pani dostała te pieniądze i ich nie wzięła?
Jest pani sławna - rzuca jakiś podróżny, kiedy rozmawiam z panią Krysią.
Okazuje się, że to o niej trzy lata temu usłyszała cała Polska. Śpiącej
bezdomnej ktoś - do dzisiaj nie wiadomo kto - podrzucił kopertę z
napisem "Dla ubogich". W środku był plik banknotów po 200 zł. Około 41
tysięcy. - Obudziłam się, zajrzałam do koperty i pobiegłam na komisariat -
wspomina. - Sprawdźcie, czy prawdziwe i czy nie kradzione - poprosiłam. Trzy
tygodnie później policja ogłosiła: "Dwustuzłotówki nie pochodzą z
przestępstwa. Pani Krysia może je zabrać". A podatek? W przypadku pani Krysi
byłoby to blisko 7 tysięcy złotych do miejskiej kasy w Warszawie. Ówczesny
prezydent miasta Lech Kaczyński zdecydował, że samorząd zrezygnuje z
podatku. Już wtedy zgodził się na to Urząd Skarbowy. Wystarczyłoby, żeby
napisała podanie. A pani Krysia ku osłupieniu całej Polski stwierdziła, że
nie chce tych pieniędzy. - Któregoś dnia, kiedy spałam, ktoś szperał w moich
tobołkach. Zaczęłam się bać - opowiada. Na kilka tygodni wyniosła się z
Centralnego. Ale po jakimś czasie wróciła. Kocha to miejsce i nienawidzi
go. - Każdy potrzebuje się wyspać jak człowiek, a na dworcu nie ma jak -
narzeka. - Jestem już zmęczona. Chciałabym się położyć na łóżku, przespać
całą noc i normalnie zacząć dzień. Ale gdzie mam pójść? Takie to już moje
życie... Nie ma gdzie się umyć, więc w zasadzie się nie myje. Załatwia się w
krzakach. Jak tu trafiła? Nie chce wracać do przeszłości. - Miałam dom.
Zostałam z niego wyrzucona. Dom został zburzony. Nie mam gdzie i do czego
wracać. Miałam męża i dzieci, ale one też są bezdomne - wyznaje. Podobno
policjanci szukali dla niej mieszkania komunalnego, które mogłaby opłacać z
darowizny, ale pani Krystyna nie chciała podpisać żadnego papierka. Znają ją
wszyscy pracujący na Centralnym.
- Ma swój honor. Nie kradnie, nie pije. Nie zaczepia ludzi o pieniądze -
opowiada jedna ze sprzedawczyń. Każdego dnia pracownice baru częstują ją.
Pamiętają, ile cukru trzeba wsypać do kawy, bo lubi słodką. Po
niespodziewanej darowiźnie stała się najsławniejszą bezdomną w Polsce. Jest
wizytówką Centralnego. Słuchacz jednej z rozgłośni zaprosił ją do siebie.
List od niego ma przy sobie. Od czerwca 2005 roku znalezione pieniądze są w
depozycie. Na razie jeszcze pani Krysia może je odebrać. Potem przejmie je
Skarb Państwa. Kiedy pytam, dlaczego ich nie chce, macha tylko rękami i
odwraca się. To koniec rozmowy. Przykro mi, ale pocieszam się buszowaniem po
maleńkich sklepikach. Wyszperałam modną spódniczkę w haftowane kwiatki.
Godzina 22.00
Zjeżdżam na peron. Nagle widzę mężczyznę, który zataczając się, ześlizguje
się na szyny. Jak spod ziemi wyrasta ochrona. Za ramiona wciągają go na
peron. Po chwili na ten tor wjeżdża pociąg. Mam gęsią skórkę. Uciekam.
Przy zejściu do Dworca Śródmieście dwóch chłopaków pochyla się nad śpiącym
mężczyzną. Plują na leżącego, przeszukują mu kieszenie. Obserwuję to zza
filara. Pojawia się patrol policji, zawiadomiony przez pracowników
monitoringu. Zatrzymują wszystkich do wyjaśnienia.
Przy wejściu do Dworca Centralnego od strony ul. Emilii Plater dostrzegam
dwie dziewczyny. Blondynkę i rudą. Bez bagaży, mocno umalowane, w
minispódniczkach, z odważnymi dekoltami. Kiedy pytam, co tu robią, wybuchają
głośnym śmiechem. Obok nas przejeżdża granatowe BMW. Dziewczyny nie
spuszczają z niego wzroku, ale nie przerywają rozmowy. Gdy auto po raz drugi
podjeżdża, blondynka podchodzi. Kierowca kiwa głową, ona wsiada. - Wróci za
godzinę - mówi ruda. Ma mętny wzrok i podpuchnięte oczy. Od kilku miesięcy
spędzają na dworcu kilka wieczorów w tygodniu. Za zarobek z nocnego życia
kupują ciuchy, kosmetyki i alkohol. Ruda wydaje dużo na narkotyki.
- Kiedy rodzice w domu pytają mnie, skąd mam pieniądze, mówię, że wieczorami
opiekuję się dziećmi - śmieje się. Za rok zdaje maturę, marzy, żeby zostać
aktorką. - Jestem normalną dziewczyną, która czuje się wolna i robi to, co
chce. Nikt mnie do niczego nie zmusza i nie zmusi - mówi.
Godzina 24.00
Zgodnie z informacją zamieszczoną na drzwiach do hali kasowej powinna ona
być nieczynna od północy do 4. rano. Okazuje się, że jednak pracują trzy
okienka. Parę osób odpoczywa na ławkach. Wśród nich kilku bezdomnych.
Starszy pan w okularach, który czeka na TLK (Tanie Linie Kolejowe) do
Kołobrzegu (jedzie do sanatorium), ogląda wystawę rysunków dzieci.
Najbardziej podoba mu się praca Agaty Oczkowskiej pt. "Radość". - Niech pani
spojrzy, dziewczynka-słoneczko.
Godzina 01.30
Oglądam jeszcze wystawę, gdy po angielsku zagaduje mnie zgrabna brunetka w
dżinsach. Nazywa się Nicole i jest paryżanką. Przyjechała Eurocity z
Berlina. Warszawy nie zna. Dworcowa informacja turystyczna jest zamknięta
(czynna tylko do 20.00) i Nicole nie wie, w jaki sposób znaleźć nocleg za
mniej więcej 50 euro. Naszej rozmowie przysłuchuje się starsza kobieta.
Prosi, żebym powiedziała Nicole, że może jej tanio wynająć pokój. Mieszka
blisko, na Żurawiej. Przekazuję, ale wymieniamy się z Nicole numerami
komórek. Odchodzą, a ja trochę się niepokoję. Niepotrzebnie - po godzinie
Nicole do mnie dzwoni, że pokój ładny, a pani poczęstowała ją kolacją.
Godzina 03.00
Schodzę na poziom galerii. Bary świecą pustkami, a nocnych marków spotykam w
internetowych kawiarenkach i salonach gier. Przy wejściu do posterunku
przytulona do tobołków śpi pani Krysia.
W galerii południowej szpaler żywych kwiatów. Mężczyzna w średnim wieku
kupuje bukiet z 20 białych róż. Dla kogo? - Dziś 20. rocznica mojego ślubu.
Wróciłem z delegacji i chcę żonie zrobić niespodziankę - mówi.
Oczy mi się kleją, a wszystkie miejsca w poczekalni za- jęte. Szukam strefy
dla VIP-ów - ekskluzywnej poczekalni dla pasażerów I klasy Intercity. Przez
szklane drzwi widzę skórzane kanapy i bar. Poczekalnia czynna jest do 20.
Wchodzę na antresolę hali kasowej. Chcę się przespać w poczekalni na twardej
ławce. Zaczepia mnie staruszka. - Nie ma pani nitrogliceryny? Biegnę do
apteki, ale każą mi wezwać pogotowie. Dzwonię pod 112, tymczasem kobieta
znika. Nie ma jej w hali kasowej. Wbiegam do toalety i widzę, że myje twarz.
Czuje się lepiej. "Babcia klozetowa" jest zadowolona. - Nocą dają napiwki,
ale jest kłopot z pijakami. Czego ja się nie nasłuchałam.
Godzina 06.00
Poranek jest pochmurny. W hali kasowej coraz większy ruch. Ktoś wnosi paczki
z gazetami, inni kanapki. Czuję się, jakbym na Centralnym spędziła tydzień,
a nie dobę. W czym tkwi jego fenomen? Można się tu zgubić, ale można
odnaleźć. - Ma się tu ogromne poczucie swobody. Można o sobie decydować bez
ograniczeń - podkreśla bezdomny Hubert. I zawsze można wsiąść do pociągu
byle jakiego...