http://lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/883178.html
Polskie Koleje Państwowe zamiast zapowiadanych przyspieszeń coraz bardziej
zwalniają. Przed trzema laty łodzianie pociągiem do Kalisza docierali o
siedem minut szybciej niż obecnie, do Ostrowa o 11 minut. Do Wrocławia
podróżowało się wówczas 3 godz. 35 min, a teraz już o ponad pół godziny
dłużej!
Koleje tłumaczą, że winny jest fatalny stan torów. Torowisko między Łodzią a
Wrocławiem ostatnio modernizowane było jeszcze w czasach PRL, w pierwszej
połowie lat 80. To na tej linii pociągi pospieszne "osiągają" jedne z
najmniejszych prędkości w kraju, bo zanim dojadą do granicy z Wielkopolską,
przez 55 km jadą z prędkością 60 km/godz., a na ostatnich 36 km przyspiesza
do 80 km/godz. Na forach internetowych pasażerowie żartują, że można w
czasie jazdy wysiąść, nazbierać w lesie grzybów i spokojnie jechać dalej...
Jeszcze gorzej jest między Łodzią i Kutnem, ważnym węzłem kolejowym, bo
otwierającym łodzianom drogę do połączeń od Berlina po Moskwę. Mimo że to
tylko 70 km, pociąg jedzie dwie godziny, miejscami wlokąc się 30 km/godz.