> Pokaż parę reprezentatywnych linijek to może Ci nawet napiszę regułki
> do
> seda/perla ;)
Taki plik można samemu stworzyć kopiując np artykuł z onet.pl i wstawiając do
niego znaczniki XML, ale ok, chcesz mi pomóc, nie będę się kłócił ;-))
Poniżej jakiś tam plik tekstowy z xmlami. Będę bardzo wdzięczny jak mi napiszesz
jak stamtąd je wyciągnąć.
Cheers.
---
- Największy dramat polskiej szermierki, i jestem gotów to wszędzie powtórzyć -
to alkoholizm. Zaczynając od samej góry, a kończąc na trenerach i niestety
niektórych zawodnikach. Objawia się on na każdym kroku i nie udało się tego
wyplenić przez wiele lat. Tylko radykalne cięcia mogą coś zmienić. Musi być
jednak wola całego środowiska szermierczego - podkreślił Krzesiński.
- Wiem, że panuje ogólne niezadowolenie, szczególnie zawodników. Nie oszukujmy
się - moje wyjście z zarządu oraz próba zwołania zjazdu, który miał wyłonić nowe
władze i poszukać innej drogi działania, wynikała z nieprofesjonalnego zarządzania
związkiem przez prezesa. Brak jest podstawowych komórek organizacyjnych - sztabu
szkoleniowego, działu marketingu. Kiedy ja byłem zawodnikiem, czy działaczem,
decyzje podejmował jednoosobowo prezes Adam Lisewski. Myślę, że to się nie
zmieniło - kontynuował.
zawartosc xml
Zarzuty Sylwii Gruchały o złej pracy związku na pewno są w części słuszne. W
rozmowach zawodnicy mówią mi, że nie dzieje się tak, jak by oni chcieli. Dla
szermierzy igrzyska się już skończyły, więc mogę powiedzieć jedno - związek
funkcjonuje źle. Wszystko jest oparte na grupie ulubieńców prezesa, którzy
działają zgodnie z jego wolą. Już dwa lata temu środowisko szermiercze - przede
wszystkim działacze i trenerzy, nie opowiedzieli się za zamianami. Wygrywają
małe interesy - prezes może dać więcej sprzętu, czy prawo organizacji turnieju.
To takie polskie typowe piekiełko, bagienko, w którym przestałem uczestniczyć -
dodał.
Zapytany, czy PKOl otrzymywał informacje o złej organizacji przygotowań
szermierzy Krzesiński wyjaśnił, że nie. Podkreślił jednocześnie, że mimo
niedobrych doświadczeń z przeszłości, musiał uwierzyć trenerom. Dodał, że nie
było możliwości dokładniejszej analizy we wszystkich związkach, a nie chciał
narażać się na zarzut faworyzowania szermierki.
- Po wyjściu z zarządu związku - jakieś dwa lata temu, nie miałem tak ścisłego
kontaktu z szermierką, by oceniać przebieg przygotowań. Jako osoba
odpowiedzialna w PKOl za przygotowania olimpijskie wszystkich dyscyplin nie
otrzymałem sygnału, że były problemy. Kontakty opierały się jednak na rozmowach
z trenerami, którzy na każdym spotkaniu chwalili związek, mówiąc że zapewnił im
wspaniałe warunki. Trudno było w to nie wierzyć - powiedział Krzesiński.
zawartosc xml
W grudniu odbędzie się Walne Zgromadzenie Polskiego Związku Szermierczego.
Sekretarz generalny PKOl podchodzi jednak do przebiegu obrad sceptycznie.
Podkreślił jednocześnie, że zawodnicy mogą mieć wpływ na wybór delegatów na
zjazd w swoich klubach i mogą zadecydować, kto ich będzie reprezentował.
Najczęściej szermierze nie mają jednak pojęcia o tym, że odbywają się podobne
wybory.
- Środowisko się określi - czy podoba mu się stan obecny, czy też spodziewa się
zmian. Najsmutniejsze jest to, że przez bałagan tracimy masę wspaniałych ludzi.
Wielu byłych zawodników, którzy mogli pracować jako trenerzy, czy działacze
wolontariusze, odchodzą od szermierki. Nie chcą się babrać w bagienku. Każdy, kto
chce coś zmienić natrafia na ścianę w postaci działaczy pracujących od +stu+ lat
i żerujących na szermierce. Oni nie dopuszczą do wprowadzenia nowej jakości- -
ocenił dwukrotny medalista igrzysk olimpijskich.
Zdaniem Krzesińskiego patrząc na wyniki widać, że postęp nastąpił w
dyscyplinach, w których w ostatnim czasie zmieniono metody zarządzania - w
badmintonie, łucznictwie, piłce ręcznej, piłce siatkowej. - Trzeba w polskim
sporcie dać szansę ludziom, którzy mają inne spojrzenie na organizację pracy
związków - profesjonalnym menedżerom - powiedział.
Srebrny medalista z Atlanty nie chciał komentować wypowiedzi trenera Tadeusza
Pagińskiego, którego zdaniem słabsza postawa Gruchały w Pekinie wynikała z
kłopotów w życiu osobistym. Zdaniem Krzesińskiego życie prywatne zawodników nie
powinno być tematem dyskusji publicznej.
zawartosc xml
- Z kolei wypowiedź prezesa, który nonszalancko sugeruje Gruchale zakończenie
kariery, jest dla niego typowa. Jeszcze jako zawodnik niejednokrotnie słyszałem,
że to nie związek jest dla szermierzy, ale oni dla związku. Mówiono wtedy: jak
nie wy, to będą następni, a my będziemy zawsze. I okazało się to prawdą - prezes
prawie od 30 lat jest u steru - powiedział.
- Wypowiedziami samej Gruchały o rezygnacji bym się nie przejmował. Florecistka
jest rozżalona porażką w spotkaniu, które należało wygrać (ćwierćfinał z USA
przegrany 30:31 -). Za miesiÄ…c inaczej spojrzy na sytuacjÄ™. Jest zbyt ambitna i
za dużo serca włożyła w ten sport. Nie wierzę, że zrezygnuje z dalszej kariery.
Musimy jednak stworzyć w Polsce takie warunki, by sportowcy tak wybitni jak
Gruchała, mogli się idealnie przygotowywać. Trzeba więc słuchać czego im
brakuje. Nie da się dziś uprawiać wyczynowego sportu bez wsparcia
technologicznego, naukowego - dodał Krzesiński.
- Co do zmiany trenera - nie chcę się wypowiadać. Trzymanie jednego szkoleniowca
przez 20 lat na stanowisku trenera kadry sprawia, że całe środowisko floretu
oparte jest na jego sposobie myślenia. Przez to brakuje konkurencji i
alternatywy w szkoleniu. Mimo, że fechmistrz Pagiński jest znakomitym trenerem,
floret kobiet jest na granicy dramatu. Magdalena Mroczkiewicz pewnie zakończy
karierę, a jeśli w jej ślady pójdzie jeszcze Gruchała, to nie będziemy się
liczyć na świecie. Pokazują to turnieje w młodszych kategoriach wiekowych-
ocenił były florecista.
- Sposób mówienia o sprawie jaki wybrali zawodnicy -czyli przekazanie postulatów
poprzez media, nie przyniesie zapewne rezultatu. Prezes Lisewski przeczekał
niejedną burzę. Psy szczekają, karawana jedzie dalej - zakończył Krzesiński.
Kilka dni temu "Gazeta" pisała o zalewających Polskę nowych oddziałach
bankowych. Tylko w tym roku powstało już 450 nowych placówek, a na najbliższe
dwa lata banki zapowiadają postawienie jeszcze co najmniej półtora tysiąca.
Banki muszą inwestować w nowe punkty obsługi, by łatwiej łowić nowych klientów.
Także dlatego, że coraz częściej przechwytują ich dużo sprawniejsze sieci
pośredników finansowych. I to one zarabiają na prowizjach od sprzedaży kredytów,
funduszy czy produktów strukturyzowanych.
zawartosc xml
Największe sieci jak Open Finance czy Expander mają już ponad 50 oddziałów, po
kilkuset doradców i skalę działalności porównywalną z małymi bankami. W tym roku
po raz pierwszy przez ręce doradców finansowych może przejść więcej niż 10 mld
zł naszych pieniędzy!
Tylko od stycznia do czerwca najwięksi pośrednicy - oprócz dwóch wymienionych
wyżej liderów są to m.in. Notus, AZ Finanse, Money Expert i Golden Egg - pomogli
przy kredytach i inwestycjach za ponad 6 mld zł.
Biorąc pod uwagę, że banki sprzedają rocznie 30-40 mld zł kredytów i pozyskują
kilkanaście miliardów zł lokat, kawałek tortu zdobyty przez pośredników jest już
całkiem znaczący. Już co trzeci kredyt hipoteczny w Polsce zaciągany jest nie
bezpośrednio w banku, ale przy udziale pośredników!
A to nie koniec: na rynek co i rusz wchodzą nowe sieci doradców finansowych.
Finamo, Gold Finance, GoFinance, Doradcy24 - to tylko niektórzy z ostatnich
debiutantów. Niektóre z nich mają duże ambicje. Powstała za pieniądze dużego
funduszu private equity sieć Finamo chce błyskawicznie postawić ponad 100
oddziałów, czyli więcej, niż mają Expander i Open Finance razem wzięci.
Od kilku lat do ekspansji w Polsce szykuje się wielka niemiecka sieć pośredników
AWD. Nieoficjalnie wiadomo, że do zakupu jakiejś sieci doradców w Polsce
przymierza siÄ™ brytyjski bank Barclays.
Doradca źle doradził, ale płaci klient
Andrzej Saniewski z firmy ubezpieczeniowej AIG United Guaranty ostrzega: to
ostatni moment, by rynek doradców finansowych objąć jurysdykcją Komisji Nadzoru
Finansowego. To urząd, który kontroluje wszystkie banki, firmy ubezpieczeniowe i
fundusze inwestycyjne. Ale nad sieciami doradców, które - ostrożnie licząc -
obsługują kilkadziesiąt tysięcy Polaków, nie ma żadnej władzy.
Doradcy finansowi, inaczej niż banki, nie muszą mieć żadnych licencji, nie zdają
egzaminów z wiedzy o finansach, nikt nie wymaga od nich nawet wykształcenia
ekonomicznego! A za błędne porady nie można ich pociągnąć do odpowiedzialności,
bo zwykle nie podpisują z klientami żadnych umów. Nie muszą też ujawniać
wysokości prowizji za doradzenie klientowi danego rozwiązania finansowego. Nic
im też nie grozi za publikowanie w prasie lub w telewizji nierzetelnych reklam.
Przedstawiciele branży doradców zapewniają jak jeden mąż, że akurat ich doradcy
reprezentują najwyższą jakość. - Gwarancją jakości naszych usług doradczych jest
duży wybór. Mamy bogatą ofertę usług finansowych z 24 banków i 17 grup funduszy
inwestycyjnych - mówi Krzysztof Olszewski z Open Finance. Katarzyna Siwek z
Expandera dodaje, że w trakcie rekrutacji kandydaci na doradców są gruntownie
prześwietlani. - Badamy ich m.in. specjalnym kwestionariuszem osobowości,
przechodzą też wieloetapowe szkolenia.
zawartosc xml
Tymczasem na internetowych forach poświęconych bankom i inwestycjom można
znaleźć mnóstwo opowieści o nierzetelnych doradcach finansowych, którzy np.
namawiali swoich klientów do inwestowania wszystkich pieniędzy w akcje w samym
szczycie hossy na giełdzie. "Poradzili mi, żebym zainwestował ponad połowę
pieniędzy w fundusz inwestujący w branżę budowlaną. W pół roku straciłem połowę
pieniędzy" - pisze w portalu Gazeta.pl jedna z ofiar błędnych decyzji doradców.
zawartosc xml
To właśnie doradcy finansowi masowo doradzali klientom zaciąganie jak
najwyższych kredytów hipotecznych i przeznaczanie uzyskanej w ten sposób
nadwyżek gotówki na zakupy jednostek funduszy inwestycyjnych. Zyski z funduszy
miały finansować część rat kredytowych. Po roku bessy giełdowej o żadnych
zyskach nie ma mowy, a raty od wyższego kredytu trzeba płacić.
- Doradcy proponowali mi bardzo duży kredyt, większy, niż potrzebowałem,
proponując zainwestowanie nadwyżki na giełdzie, mimo że nie miałem stabilnej
pracy! - potwierdza Maciek z Gdańska.
Konrad Smok, analityk Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, nie ma
wątpliwości: - Niektóre firmy doradcze rekrutują ludzi z doświadczeniem w
sprzedaży, nie wymagając od nich szerszej wiedzy o rynku kapitałowym. Brak
regulacji rynku doradztwa finansowego powoduje, iż poziom kompetencji doradców
jest różny.
Certyfikat przyznamy sobie sami
Na świecie problem nierzetelnych doradców został w dużej części wyeliminowany
dzięki obowiązkowym licencjom. W Anglii każdy niezależny doradca musi mieć
licencję FSA, odpowiednika naszej KNF, niezależnej od rządu instytucji nadzoru.
W Niemczech, gdzie rynek doradców jest największy w Europie, specjalne egzaminy
na doradców przeprowadza izba gospodarcza IHK.
zawartosc xml
reklama
Skorzystaj z naszej oferty!
Licencje to nie wszystko. Andrzej Saniewski z AIG United Guaranty wylicza
obowiązki brytyjskich pośredników finansowych, narzucone im przez nadzór: -
Doradca musi dać klientowi kilka propozycji do wyboru, w tym jedną przez niego
wyróżnioną. Wszystkie muszą być przedstawione na piśmie, z uzasadnieniem. W
każdej musi być wyraźnie napisane jak wysoką prowizję uzyska od banku pośrednik,
jeśli klient się zdecyduje na daną ofertę. Te zasady wymuszają na doradcach
rzetelną analizę sytuacji każdego klienta.
Polskie firmy doradcze próbują uwiarygodniać się w oczach klientów, opracowując
certyfikaty na własną rękę - np. wydaje je Europejska Akademia Planowania
Finansowego, polska firma szkoleniowo-doradcza. - Te certyfikaty nie sÄ… wydawane
przez niezależny organ. To często jedynie dowód ukończenia szkoleń, czy kursów,
a nie zaświadczenie o posiadaniu przez doradcę rzeczywistych kompetencji -
komentuje Konrad Smok.
Ustawa, która odda pośredników finansowych pod lupę Komisji Nadzoru Finansowego
wejdzie w życie nie wcześniej niż za rok.